Ma to, co chce. Ech, co - co tam.
Jaki typ? - pyta Kaj.
A ten... A typ tak ma: tam kat pyta Neta.
Ma to, co chce. Ech, co - co tam.
Jaki typ? - pyta Kaj.
A ten... A typ tak ma: tam kat pyta Neta.
Ma to, co chce. Ech, co tam.
A ten... A typ tak ma: tam kat pyta Neta.
A ten... A typ tak ma: tam kat pyta Neta.
"Gdy wejdziecie na ścieżkę", rzekł Hades
"Odwrócić się nie będzie ci dane"
Poeta przytaknął: "Choć serce ze strachu drży
A lico zapewne mam blade
Zaszedłem tak daleko - dam radę".
On rusza przodem - ona w ślad za nim
Tył jego głowy w podróż ją prowadzi
Zszedł po nią do piekieł i o nią się martwi
Lecz jeden zły krok i na zawsze ją straci
Wierna, oddana, lecz dłuży jej się droga
Wytęża wzrok w nieprzeniknionych ciemnościach
Jego złote loki z potylicy spadają na kark
Chłonie tę sylwetkę, by zabić swój strach
Z radością przyjęła ukochanego przybycie
Lecz kiełkuje w niej teraz chęć skrycie
Dowodu miłości jeszcze większego
Gestu tragicznego i ostatecznego
Lekki ruch głowy interpretuje na opak
Ptak w niej trzepocze, myśli: "A co jak...?"
Z każdą sekundą jest coraz gorzej
I wzywa w myślach: "Pożądania boże!"
Lęk przed spojrzeniem obróciła w pragnienie
Byłoby to jego troski ostatnie potwierdzenie
Całą sobą więc krzyczy - tylko nie gardłem
"Sprawdź, czy tu jestem! Czy uciekłam z czartem!"
Gdy światło już widać w oddali
Zapowiedź wyjścia, kilku kroków ostatnich
Rodzi jej się scena przed zmęczonymi oczami
Jego radości i między nimi ściany
Zawsze posłuszna, czy tym razem też wymusi uśmiech?
Uda zanurzenie we wspólnych obietnicy uciech
Jak może znowu czuć się szczęśliwa i kochana?
Jak może myśleć, że jest chciana?
Czy nie lepiej by było jej zostać w podziemiach
Gdzie nikt nie odgrywa, nie przerzuca się w pretensjach
Gdzie znoju swojego nie musi kryć
Skoro i tak jak nieszczęśliwa żona ma żyć?
Hades przemyślnie w przegranej pozycji ją ustawił
Nadzieję na życie z ukochanym zabił
Bo pokochała tego, który by się obrócił
Który kochałby tak bardzo, że ich przyszłość by odrzucił
Poeta już wyszedł i woła: "Uwaga! Ja, niezwyciężony!
Za chwilę spojrzę w stronę mej żony!"
Patrzy; zdziwiony, uśmiech schodzi mu z twarzy
Jej już bowiem tam nie ma
W stronę świata umarłych się prędko cofnęła
Przez Waldemar_Talar_Talar, w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy