Uśmiech kaskadą zużytych tamponów,
Facjata niepodobna, cała w kraterozie,
Kulawy nos wędruje niedogarbnie,
Niewychowane, dziewicze bokobrody,
Śliwki insomniczne zrodzone z oczodołów,
Oddech z klimatem jak w gazowej komorze,
Jęzor - oberwana z animuszu marchew,
Upiór, na nim ubiór spoza wszelkiej mody,
Dziurobległa masa tragicznie bezkształtna,
Z której krew się sączy wieki już zakrzepła,
Sierść, która sprawia pozór wiecznej zimy,
Serce pokonane przez zewnętrzne bicie,
Uszy, w nich niby miód, niby kajmak,
Skóra, która nie gromadzi ciepła,
Grzbiet opiętnowany przez jadowite grzyby,
Chcę spędzić z nim całe nasze życie.
