Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
wierszyki

wierszyki


Ost. strofka dopisanie

 

Dzielenie bez reszty, z resztą i ułamkiem.
Kim będziesz, kochanie, gdy cię nie zostanie?

Pokarmem się dzieli. Wydziela też sobie...
Ćwiczymy dzielenie pisemnym sposobem.

 

 

***

 

Gdyby miał człowiek kły znacznie dłuższe od twoich,
mógłby rozplątać myśl z miejsca tak jak jasnowidz.

Gdyby czasem mógł wyć, a słać liśćmi pieszczoty
do pobladłych u stóp, puchar gwiazd dzierżąc w dłoni.

 

Wydzielałby, może rozdzielał na części
po poranne zorze, kłami na sto chrzęści.

 

A tak, to zabiera. Nie odda, pożycza.
I nie chce zawinić z reguły w przepisach.

 

(Nie chce się zabliźnić po pełnię księżyca).

 

 

***

 

Nie chcemy być tacy.
Uczymy się dzielić.
Jest dzielna w dzielnicy.
Niedziela i dziennik.


A gdyby ktoś czasem
chciał uczyć dzielenia,
sprawdź, co jest dzielnikiem,
co iloraz zmienia.

 

 

 

 

Poniekąd inspiracją Wadera @Czarek Płatak ☺️😁🌒😍🧐

wierszyki

wierszyki


Ost. strona dopisanie

 

Dzielenie bez reszty, z resztą i ułamkiem.
Kim będziesz, kochanie, gdy cię nie zostanie?

Pokarmem się dzieli. Wydziela też sobie...
Ćwiczymy dzielenie pisemnym sposobem.

 

 

***

 

Gdyby miał człowiek kły znacznie dłuższe od twoich,
mógłby rozplątać myśl z miejsca tak jak jasnowidz.

Gdyby czasem mógł wyć, a słać liśćmi pieszczoty
do pobladłych u stóp, puchar gwiazd dzierżąc w dłoni.

 

Wydzielałby, może rozdzielał na części
po poranne zorze, kłami na sto chrzęści.

 

A tak, to zabiera. Nie odda, pożycza.
I nie chce zawinić z reguły w przepisach.

 

(Nie chce się zabliźnić po pełnię księżyca).

 

 

***

 

Nie chcemy być tacy.
Uczymy się dzielić.
Jest dzielna w dzielnicy.
Niedziela i dziennik.


A gdyby ktoś czasem
chciał uczyć dzielenia,
sprawdź, co jest dzielnikiem,
co iloraz zmienia.

 

 

 

wierszyki

wierszyki

 

Dzielenie bez reszty, z resztą i ułamkiem.
Kim będziesz, kochanie, gdy cię nie zostanie?

Pokarmem się dzieli. Wydziela też sobie...
Ćwiczymy dzielenie pisemnym sposobem.

 

Gdyby miał człowiek kły znacznie dłuższe od twoich,
mógłby rozplątać myśl z miejsca tak jak jasnowidz.

Gdyby czasem mógł wyć, a słać liśćmi pieszczoty
do pobladłych u stóp, puchar gwiazd dzierżąc w dłoni.

 

Wydzielałby, może rozdzielał na części
po poranne zorze, kłami na sto chrzęści.

 

A tak, to zabiera. Nie odda, pożycza.
I nie chce zawinić z reguły w przepisach.

 

(Nie chce się zabliźnić po pełnię księżyca).

 

***

 

 

 

 

Nie chcemy być tacy.
Uczymy się dzielić.
Jest dzielna w dzielnicy.
Niedziela i dziennik.

 

 

 

wierszyki

wierszyki

 

Dzielenie bez reszty, z resztą i ułamkiem.
Kim będziesz, kochanie, gdy cię nie zostanie?

Pokarmem się dzieli. Wydziela też sobie...
Ćwiczymy dzielenie pisemnym sposobem.

 

Gdyby miał człowiek kły znacznie dłuższe od twoich,
mógłby rozplątać myśl z miejsca tak jak jasnowidz.

Gdyby czasem mógł wyć, a słać liśćmi pieszczoty
do pobladłych u stóp, puchar gwiazd dzierżąc w dłoni.

 

Wydzielałby, może rozdzielał na części
po poranne zorze, kłami na sto chrzęści.

 

A tak, to zabiera. Nie odda, pożycza.
I nie chce zawinić z reguły w przepisach.

 

(Nie chce się zabliźnić po pełnię księżyca).

 

 

  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...