Gdy patrzę w to okno,
widzę przeszłość pełną ciepła,
przeszłość otuloną zielenią.
Serce bije silniej,
myśli krążą szybciej niż zwykle,
a łzy powoli odnajdują drogę z oczu.
Słyszę głos —
pełen dziecinnej radości.
Czy to ja?
pytam samego siebie,
znając ten śmiech
i jego korzenie.
Dostrzegam chłopca
pełnego uśmiechu.
Jego oczy mienią się szczęściem,
a twarz lśni
blaskiem niewinnego wdzięku.
Odwracam wzrok,
z twarzą mokrą od łez.
Świat wydaje się inny…
miłość kwitnie na drzewach,
dobro podąża śpiewem ptaków,
a pokój
w ciszy strzeże harmonii.
Tu historia zmieniła swój bieg
i wraz z nią
życie obrało nowy kierunek,
ruszając w drogę
pełną pytań.
Stoję tu dziś —
już jako ktoś inny.
Zobaczyłem, doświadczyłem, odkryłem.
I pytam:
dlaczego płaczę?
Czy z powodu lat, które minęły,
czy z powodu zmian,
które zaszły pomiędzy?
Płaczę, widząc piękno,
które było mi dane.
Twarze tych, którzy odeszli,
choć pamięć
wciąż trzyma ich blisko.
Ich głosy wracają
falami wspomnień.
Płaczę z nostalgii,
która puka do mnie
w niektóre dni.
Bo życie —
wciąż jest piękne
na swój sposób.
Odkrywam nowe ścieżki,
idę za przygodą,
a miłość, jak wiatr,
jest przy mnie
i nie odchodzi.
A jednak czasem
tak zwyczajnie dobrze wrócić
do miejsca,
gdzie wszystko nabrało rozpędu —
tam,
gdzie po raz pierwszy
poczułem się kochany,
jako chłopak
otoczony
czułymi sercami.
Teraz mogę odejść od okna,
gdzie wciąż tańczą wspomnienia.
Światło tamtych dni
niosę ze sobą,
niech cicho prowadzi
drogę przede mną.