Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W jesienne wieczory zmrok szybko nadchodzi,

stukają o szybę krople deszczu ciężkie,

wstaje od biurka, się trochę rozchodzić,

Na blacie akt stosy leżą wielkie,

 

Te późne dyżury mają swój spokój,

Komendy budynek jest prawie pusty,

na korytarzu otwarty tylko mój pokój,

reszta zamknięta na cztery spusty,

 

Z cichej zadumy wyrywa boleśnie,

ostry dźwięk telefonu co duszę wykręca,

do dyżurnego schodzę niespiesznie,

posłuchać jakie zadanie mi zleca.

 

Chwilę później już w samochodzie,

jadę w mroku przez puste miasto,

resztki przechodniów brodzą w wodzie,

w większości mieszkań światło już zgasło.

 

W jednym z tych mieszkań, zniecierpliwiony

czeka na mnie policyjny patrol,

młody policjant głosem zduszonym,

przekazuje wszystko co tutaj zaszło

 

Opuszczają mnie szybko, nie oglądając,

dwa nieprzyzwyczajone nosy,

ja tu posiedzę, spokojnie czekając,

Na resztę grupy, budzonej w nocy.

 

Czasu mam sporo nim prokurator,

lekarz, technik do mnie ruszą,

wykorzystam więc ten czasu zator,

porozmawiam z tą umęczoną duszą,

 

smętnie wisząca na kablu żarówka,

oświetla leżące wzdłuż szafek ciało,

podchodzę bliżej a moja zelówka,

staje w kałuży, płyny mieszając

 

gęsty odór wisi w powietrzu,

oblepia dokładnie mój biały kołnierzyk,

rozglądam się po pomieszczeniu,

próbując stosy butelek zmierzyć,

 

Odlepiając się od podłogi,

Ty powoli się podnosisz, 

chrupią pokrzywione nogi,

pustym wzrokiem o coś prosisz. 

 

Opowiadasz mi przez pusty pokój,

Że nie mieszkasz tu na stałe,

Że chciałeś tylko znaleźć spokój,

uciec gdzieś przed problemami,

 

Przez puste butelki do mnie przemawiasz

Że nie pierwszy raz cię tutaj niesie,

Że kolekcje swą  zostawiasz,

I powracasz gdy życie przygniecie. 

 

Zaczynasz do mnie krzyczeć nachalnie,

z twych ust trupi odór uderza,

usprawiedliwić próbujesz się zdalnie,

lecz czemu gwałtownie tak mi się zwierzasz?

 

Czemu na siłę ze mnie robisz,

powiernika swoich sekretów wstydliwych?

Czy tak się mojej opinii boisz,

Moich osądów niesprawiedliwych?

 

Mnie tutaj zaraz nie będzie,

a Ciebie to już w ogóle nie ma,

ostatnią podróż wkrótce przebędziesz,

czeka czarna, mokra ziemia

 

już wkrótce tylko lekarzowi,

na sekcyjnym stole się wyspowiadasz,

Potem na zawsze zaniemówisz

w trumnie zaczniesz się rozpadać,

 

Ja zaś wrócę do mego domu,

gdzie porannego słońca ciepłe promienie,

oświetlą śpiąca żonę w łożu,

córka wesoła, przytuli ramieniem

 

I po raz kolejny najdzie mnie refleksja

czy ja żyję w jakiejś bańce,

Czy to wszystko zaś projekcja,

kłamstwo jak w dziecięcej bajce?

 

Czy mój świat jest może normą,

a przez wąskie zła otwory,

zanurzam się w te masę niedobrą,

próbując przegnać jej potwory?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...