Rzuciły na mnie złowrogim wzrokiem.
Ale o co wam chodzi? Ja tu tylko
Obserwuję, moje panie drogie.
(Sprawdzam, czy naprawdę rosną osiem
milimetrów rocznie, udają?),
Wysłano mnie na przedziwny proces,
Gdzie sędzia zachowuje się jak Bóg,
Wszechobecnym tonem mnie oskarża,
I za wszelką cenę nie chce się ujawnić.
Ja na przykład sądze, że mam prawo
chociaż zadzwonić do adwokata,
Poświadczyłby, że me oczy są bez winy.
I że aż szesnaście centymetrów,
Przybyło mi od zeszłego roku.
Mimowolnie rosnę szybciej od was.
Kiedyś nawet wszedłem na Kościelec,
A to już duża część drożnej drogi.
Kiedyś założyłem biały strój,
Kameleon z lękiem wysokości,
Aby w akompaniamencie śniegu,
Kiedyś wedrzeć się w wasze łaski,
I w ciągłym biegu Anty-Syzyfa,
Uciekać przed sapiącą lawiną,
Fałszu i konspiracji. Myślę, że
Kiedyś zwrócą mi się zagrabione,
Chwile, te spędzone na liczeniu,
Czego jestem winien. Dosyć tego,
Idę do urzędu, na zakupy,
Byle z dala od tej duchoty.
.jpeg.5864605488d9034cfc981651e73ae4ec.jpeg)