nimbostratus
Gdy księżyc stopi się słońcem
za blaskiem nimbostratus
przytłumione promienie rozświetlają
plamy krwi na lazurowej pościeli
Przepraszam, ale nie oddzwonię
Czuję, jak miniony ciąg zdarzeń
nocą znów dusił kończyny
Staczam się w subiektywnym cyklonie
próbując wdychać wznoszący prąd
Spojrzałaś w głęboką otchłań —
uśpiłem w niej obserwatora
silnymi środkami nasennymi
Proszę — zachowaj to dla siebie
Nie chcę dłużej tak żyć
Ludzie wokół dostrzegają
ciemność w świetle mojego ciała
Jestem oślepiany własną pogodą
A ty znów dzwonisz — odbieram
łykasz obłok srebrzysty
Tłamsisz mnie za bezruch —
zostawiając po środku sztormu
zlepki mojej zużytej duszy