Rozkopane perony to idealny punkt wyjścia - wszystko odsłonięte, surowe, bez fasad, można stać na torach i mówić prawdę.
Ten wiersz jest jak kalejdoskop - każdy zobaczy w nim coś innego. Ja widzę miasto-organizm umierający i rodzący się jednocześnie, ludzi szukających bliskości w apokalipsie codzienności, i tę pieśń, która musi się narodzić z pisku w uszach, żeby w ogóle dało się to wszystko przeżyć.