Na salony wlazł chamodziej
Wielki mędrzec od wszystkiego
W jednej ręce trzymał rację
W drugiej brudne swoje ego
I po wdechu długim ciężkim
Zaczął swe mądrości kłaść
Oklaskami wtórowała
Pseudoinelektu brać
I rozsiedli się wygodnie
Ci magicy od ciemnoty
I rozdali społeczeństwu
Swoje własne podłe cnoty
Mordy chamie w pierwszym rzędzie
Chołota bez dyscypliny
Cieszą się na huczną porcję
Elitarnej rzygowiny
Kłamstwa niosą jak relikwie
Myją ręce w brudnej wodzie
Maszerują wartko, równo
W rozpasanym korowodzie
Jeszcze Polska nie zginęła
Ale ma się ku schyłkowi
Odkąd ją za mordę wzięli
Ignoranci umysłowi