Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Rzymianinie Ostatni!

 

Mało kto z nas pamięta, Belizara życie,
Bo któż z nas prowadzi, żywot po rycersku,
My być pragniemy, na wielkim szczycie,
Zaś nikt nie pamięta, Bożego kodeksu,
Ci dumni, tak wspaniali, w mroki już odeszli,
Tłum za sobą ciągnęli, jak wojska wodzowie,
I swojego honoru, obronić przysięgli,
Krew tych Persów przelali, jak dzielni wojowie.

 

Już nie ma to nikogo, kto mi dowiedzie,
Że on jest ten Kasjodor, godności obrońca,
Przekonać mnie spróbuje, podstępem uwiedzie,
Wtem nóz wbije zdradziecki, ta ręka gnijąca,
Nie będę już narzekać, bo to rzecz normalna,
Nie wiedzą co zrobili, dusza ich złamana,
A ja w bólu porwadzę, to życie lichawem,
Wszystkim im wybaczam, prosząc o poprawe.

 

O, jaka to bolesność, do nich się dostroić,
Duszę moją przekonać, do Hunów tradycji,
I żeby świat budować trzeba się pogodzić,
Z tym, że w miejscu świątyni - tylko gruz ambicji,
Może gdzieś się ukrywa, jedyny ostatni,
Czeka na ten sygnał - do boju, maszeruj!
Wszystkie swoje wysiłki, dla Boga skoncentruj,
Wtem sam się zaś wyzwolisz, kres będzie męczarni.

 

Lecz ty sam się zaszyłeś, w cienistej gęstninie,
I czekasz już cierpliwie, na swe Ad Decimum, 
Dziś więc krzyczę człowiecze - powstań, za Łacinę!
Zajdziemy to remedium, znajdziemy optimum,
W lot orzeł wzbije dwugłowy, Narses nas prowadzi,
Ty jesteś mąż prawdziwy, zdradą nie zhańbiony,
Pójdziesz wtem na topory, wnet Mesy salony,
Wokół ciebie najwięcej, chwały się zgromadzi.

 

I idż, na bój maszeruj, na ciebie czekają,
Pozostali wojowie, broń już swą gotują,
Bo w tobie jest nadzieja, że tamci powstaną, 
Bo w tobie jest ambicja, klęski inni szukają,
Zatem, masz czego dokonać, ostatni z ostatnich,
Podjąć próbę wygnania, plemion pogańskich,
Wszystkich Rzymian zjednać, do walki przedśmiertnej,
Za Łacinę naszą bojować, w sprawie nadrzędnej.

Edytowane przez Anton_Borowicz (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...