Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Do wiejskiego kościółka na koncert kolęd
Zjechali się brzuchaci dygnitarze z miasta
O pyzatych gębach i złotych implantach.
Zasiedli w pierwszych ławkach, a te aż

 

Zatrzeszczały, choć z dębowego drewna.
Chór niósł melodyjne śpiewy, na które echo
Odpowiadało, odbite od gotyckich sklepień.
Poruszali niemo ustami, jakby znali słowa.

 

Jeden trzymał się za portfel, a inny rzucał
Na tacę grube pliki fałszywych banknotów.
A gdy umilkła ostatnia dźwięczna nutka
Z organowych piszczałek i nastała cisza,

 

Hrabiostwo w futrach wyszło do swoich aut
I odjechało, skryte za ciemnymi szybami.
Na klęczkach zostali ci, zniesmaczeni butą
I chamstwem, w ciszy szeptali modlitwy.

 

Wdychali ostatnie ulotne zapachy kadzidła,
Jakby wciąż czekali na własne nabożeństwo.
Słabnącą staruszkę przy zimnej ścianie
Ujęli pod ręce, posadzili obok siebie i uściskali.

 

Na duszach zrobiło im się raźniej, a przez
Barwne witraże ujrzeli spadającą gwiazdę.
I nagle, w zadumie, posłyszeli dźwięki, które
Wydobywały z siebie średniowieczne cegły.

 

Pieśni i kazania w nich utrwalone przez wieki,
Jak szum morza w muszli, poniosły się wokoło.
Nie chwycili za śpiewniki, lecz siebie za dłonie
„Oj, Maluśki, Maluśki” na ustach nieśli.

 

I oto kościół oddychał znów pełną piersią.
Gdy zgasły reflektory, a świece lekko mrugały,
Przytuleni do siebie, szczęśliwi, pełni nadziei,
Poczuli, że to jest najprawdziwszy Boży dom.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...