- Komu pokażesz ogród
pękający od nadmiaru
wiosennych myśli?
- Komuś, kto umie oddychać
zapachem burzy.
Kto przejdzie
między pąkami powoli,
jakby dotykał czegoś kruchego,
jeszcze nieobleczonego w słowa.
- Kto uniesie twój szept,
cięższy niż krzyk rodzącej się zorzy?
- Ten, kto nosi w sobie
ciszę głęboką jak nocne wody
i nie cofnie dłoni,
gdy mój głos obudzi w nim
uśpione struny.
- Komu opowiesz
o szkarłatnym tętnie swoich żył?
- Temu, kto przychodzi jak noc -
bez pytań, bez światła.
Kładzie dłonie na skórze
i słucha w milczeniu,
jak pod nią budzi się pulsujący żywioł.
- Przed kim otworzysz śluzę
wezbraną od zbyt jasnych pragnień?
Przed tym, kto sam jest rzeką.
Nie lęka się fali.
Wejdzie we mnie powoli,
aż nasze wody odnajdą wspólny nurt.
Bardzo prawdziwe. Gdy wracamy do prostych manualnych czynności i kontaktu z naturą, tak naprawdę powielamy to co było przez tysiąclecia głównym zajęciem ludzi. Odeszliśmy od tego bardzo.
Pozdrawiam