@Berenika97 Już tutaj byłam ale wiosna mnie zawołała.
Tu chodzi o mechaniczne ratowanie, które rozmija się z bólem.
stawiają szkło (czyli: znieczulenie),
umniejszają ją („nie była dla ciebie”),
wyliczają wady,
proponują wyjście w miasto,
klepią po ramieniu.
To jest język działania, nie czucia.
On
kiwa głową (czyli współpracuje pozornie),
milczy,
wraca do mikroszczegółów (pieprzyk, włosy, sposób mówienia imienia),
chce zostać w miejscu zapachu.
To są sygnały świeżej, żywej więzi, której nie da się „rozchodzić w butach” jak to pięknie
ujęłaś.
Oni
próbują przepisać jego doświadczenie:
z miłości - na pomyłkę
z straty - na ulgę
z żałoby - na „idziemy w miasto"
On
nie zdrowieje.
dopasowuje się niby do przyjaciół, których dobre intencje rozmijają się z prawdziwym przeżywaniem straty.
Życie, celnie je podpatrujesz :)
we wspaniałych wyzwolonych czasach
dwudziestego pierwszego wieku
gdzie kobieta może
mieć wszystko
być matką żoną kochanką
ministrą chirurżką gościnią
nie być próżna i pusta mieć lat czterdzieści pięć
a wyglądać na dwadzieścia jak się ją zrobi
i nie jest zaniedbana lub leniwa
co pół roku wykonać botoks i stymulatory tkankowe za przecież własne pieniądze
elegancko z umiarem nie gonić za młodością
godnie się starzeć mieć klasę i przede wszystkim
nie polegać na mężczyźnie bo na tym to polega żeby żyć niezależnie
ale nie samej bo przecież wtedy coś z nią nie tak
i pewnie jest konfliktowa
określić priorytety nie być karierowiczką
by potem nie żałować
mieć ambicję i czas dla rodziny
rozmnożyć się do trzydziestki
wyjechać na staż zagraniczny
ubierać się nie w sieciówkach
a tylko w modzie etycznej
i zmieścić to wszystko
przy dobrej organizacji czasu
bo wszystko jest tylko i wyłącznie
kwestią dobrej organizacji
w trzydzieści sześć godzin na dobę
pomiędzy pilates na reformerach a konferencją dotyczącą
obturacyjnego bezdechu sennego w stopniu ciężkim
przy moich wyższych
emocjach wykształceniu wrażliwości
pieniądzach włożonych we mnie przez ciężko pracujacych rodziców
wsparciu bliskich terapii raz w tygodniu przystojnego męża, który tak bardzo mnie kocha
w wyzwolonych czasach
po głębokim przemyśleniu i na własne życzenie
podjąwszy dojrzałą decyzję po czterech latach terapii
pcham glowę do rozgrzanego piecyka
by nie wydać się przesadnie atencyjna
nie krzycząc nawet pomocy