Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wspominam cię, choć cię nie spotkałem.

Tęsknię za tobą, choć cię nie znałem.

Tonę w smutku każdego dnia,

Tonę , dotykam stopą dna.

Chcę cię dotknąć, przytulić do piersi,

Nosić blisko przy sercu i ci się poświęcić.

Miast tego dźwigam cię tylko w swej pamięci.

Łzy spływają mi po policzkach, gdy piszę.

Uszy wyczulone mam już na ciszę.

Nie słyszę twego głosu, krzyku ni śmiechu,

Nie widzę cię, jak biegasz po domu w pośpiechu.

Wyzbyłem się już przed tobą lęku.

Żałuję i tęsknię, lecz kompletnie tego nie rozumiem.

Kocham cię, ułudo, mój niebyły cudzie,

Bezimienna cząstko świata, nienadeszła, wyparta.

Kocham cię, odkąd cię straciłem, choć żadne z nas straty nie było winne.

Bałem się, że życie stracę bezpowrotnie,

Lecz nie nadeszłaś, a ja dalej żyję nieprzytomnie.

Bałem się o nią, bałem się ciebie,

A teraz...żyję sam ,po co ?

Nie wiem  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano

Gdy czytam takie treści, to z tyłu głowy mam obawę, że ktoś balansuje na krawędzi życia i śmierci.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

... planu działań nie podam, ale wiedz, że nie jesteś jedyny, który żyje sam (we własnych kątach),

ale do licha.... nie sam.. w ogóle. Tylko przemóc się i wyjść do ludzi, do natury...

Opublikowano

@Nata_Kruk bez obaw ,wszystko ze mną okej. Część rzeczy piszę w formie autoterapeutycznej jednak staram się je zachowywać dla siebie ,na forum udostępniam teksty w trakcie pisania których usiłuję  przysłowiowo wejść w czyjąś skórę i uchwycić emocje które mogą towarzyszyć mojemu bohaterowi.

Oczywiście nie zawsze w pełni udaje mi się ta sztuka bo nie jestem w stanie w się odciąć od swoich przemyśleń ,problemów etc. Jednak to nie wada ,sądzę że to nadaje tym tekstom pewnego realizmu.

Dziękuję za troskę :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...