Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Zgłoś

  • Niestety, Twoja zawartość zawiera warunki, na które nie zezwalamy. Edytuj zawartość, aby usunąć wyróżnione poniżej słowa.
    Opcjonalnie możesz dodać wiadomość do zgłoszenia.

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @KOBIETA ukojenie tylko w Bogu można spotkać:)
    • lubię rymy "błogosławieni pragnący sprawiedliwości albowiem oni nasyceni będą"   sprawiedliwość owszem przyjdzie lecz musimy o nią walczyć się zjednoczyć w swych pragnieniach choć On daje nam poparcie   ręką ludzką On pomaga tworzy także wielkie rzeczy lecz od ludzi też wymaga by dekalog mieć na pieczy :))
    • @Rafael Marius gdy Bóg da :) dzisiaj spotkałam na spacerze Pana Jacka z P. Wyglądał jak pan Wokulski, z innej epoki, płaszcz jak koc w kratkę żółty, laska, melonik:) jak z innej epoki, jest młody jak ma siwy zarost i włosy:)
    • Stańmy obok tego drzewa. Spójrz jak spada na nie milczący krajobraz. Milczące niebo prószące mżącymi kryształkami lodu. To drzewo jedyne. Samotne. Gdzieś w polu nieskończonej pustki. I gdzieś w pół drogi, kiedy idę: Ty.   I znowu: Ty.   Te skrzące się drobiny osiadają na twoich rzęsach. Na moich. Naszych włosach. Oprószają srebrem skronie. I dłonie, kiedy wyciągamy je do siebie w rozterce i trwodze nieubłaganego czasu.   Nie słychać niczego. Nawet wron, które zazwyczaj uświadamiają nam swoją obecność. W dalekich odgłosach grzęznących w gąszczu chropawych, brudnych nawoływań…   Chodźmy. Pójdźmy. Gdzieś.   … dokądś...   Gdzie nie spojrzeć, olśniewająca biel. Tak bardzo lśniąca, że aż oślepia. I rani.   I ta biel rozwija przeogromne skrzydła milczących oceanów. Oceanów westchnień idących skądś, dokądś…   - znikąd i donikąd…   Jakby ze snu wychodziły czyjeś oddechy, niknące w oddali.   W jasnej przestrzeni nieskończonego śniegu padającego miękko.   Coraz więcej na gałęziach i dłoniach mrozu.   Na twarzy mojej i twojej. Na źrenicach naszych…   Kiedyś tutaj, latem…   Lecz teraz nie ma niczego. I chyba nigdy nie było. Bo gdzie spojrzeć, jedynie biel skrzypiąca pod stopami.   Mżąca w spojrzeniach zlęknionych pustką.   Wszechpotężną, bo obojętną. Wzgardzającą nami.   Otulającą coraz bardziej mrozem.   Nic nie mówimy. I chyba nigdy nic nie mówiliśmy. Bowiem zamarzły nam w tej obojętności usta.   Szronem okryte. Śmiertelnie blade.   I twarde jak kamień. Błyszczące…   Lecz cóż mogłoby z nich ulecieć w przestwór? Jedynie ciche, zalęknione metafory.   Wytarte jak okładka starej książki. Rzucona w kąt ciemnego pokoju.   Już niczyja. Pokryta kurzem i srebrną pajęczyną smutku.   Widzisz? Spójrz. Jesteśmy samotnie nadzy w swym jasnowidzeniu. Przejęci chłodem i ciszą.   Co przed nami? Kamienna nicość. Dwa kamienie. Skute lodem lśniące obeliski...   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-02-01)    
    • Niektóre budowle w tym stylu są rewelacyjne, pozdrawiam
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...