Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

1

 

Kwiaty mówią i szepczą o tobie. Kiedy o wieczorze, o zmierzchu tak rzeczywistym jak ten cień drzewa, co przerasta mnie w tym słońcu, w liliowej poświacie nadciągającej powoli nocy. A więc stałem w tym blasku idącym od okna. W tej poświacie . W tej tajemnicy czasu. W tej rozmytej substancji czasu. Albowiem to światło. To światło… Albowiem w nim nie ma żadnej rzeczywistej granicy między tym i tamtym. Między dokonanym a niedokonanym. Między przeszłością a przyszłością, nie wyłączając teraźniejszości. Między dniem a nocą. Między pamięcią a zapomnieniem… Przede mną, wokół mnie parada wspomnień. Potem przychodzą następne a poprzednie wchodzą przezroczystym wymiarem w niewidzialność… Ale tylko na chwilę, bądź na chwilę…

Wiesz, byłem tutaj i tam. Byłem znowu. I jestem. Powracam wciąż w to samo miejsce. Niezmienione przez te wszystkie lata. Trwające wiecznie. Wiesz, otwierają się przede mną obrotowe drzwi z powietrza, kiedy idę łąką czerwoną, szerokim polem usłanym żółtą wegetacją, piaszczystą ścieżką w tej gorącej godzinie lata, w tej dusznej godzinie. W chmurze pyłu mijającego mnie piaskowego diabła…

I kiedy wiatr. I ten wiatr. I białe żagle obłoków na niebie. I cienie sunące wolno w dal. Mijam cudowne w zbożu rozkłoszenie słońca, co prześwituje niteczkami ostrymi jak igła, strzeliste topole. Trzeszczące cicho, rozchwiane… I znowu wiatr wokół skroni, rozczesujący włosy czyjąś niewidzialną dłonią, tak jak wtedy, kiedy rozczesywałem twoje. I kiedy dzień był nasz, był nasz sen i kiedy było jeszcze wtedy nasze serce. W bzach rozchodziły się harce słowików. Rozchodzą. Ich śpiewy. Nawoływania...

Pamiętasz? Pamiętasz, prawda? I szepty nasze. I słowa ukryte w westchnieniach, słowa proszące o jeszcze… Choć nie było tam wtedy nas, bo tak naprawdę byliśmy gdzie indziej. Świat przemijał, przechodził obok jak przechodnie bez twarzy mijają zatopionego w myślach włóczykija. Który nie zważa na nich. Tak jak nie zważa się na wiatr o zapachu deszczu, co rozwiewa poły dziurawej marynarki.

 

Chyba tu przerwę na chwilę pisanie, bo zrobiło się jakoś tkliwie i sennie… Bo widzisz, nie było nas i znowu jesteśmy. Nie było nas przez te wszystkie lata osamotnienia.

 

2

 

Chodź do mnie. Przyjdź. Wchodzę właśnie w przestwór bez wyrazu. W jakąś otchłań, stając się niejako jakimś mistycznym eksploratorem przepaści, który próbuję uchwycić istotę i sedno. Nieuchwytne piękno rozmytej nicości. Ocieram się tutaj o wszystko i o nic. Ta otchłań jest taka zimna. Pełno tu niczego. I pełno niczego. Kiedy dotykam ścian pustego domu. W szparach, w pęknięciach, między deskami deszcz. Krople skapują z wysoka, ściekają. Ściekają strugi. W oknie otwartym szeroko, w polu dalekim. A więc w oknie otwartym szeroko na oścież, w dalekim widzeniu pustki. Pod lasem snuje się polem flotylla mgieł. A więc to już jesień, mimo że było dopiero lato.

Idę wzdłuż kamiennego muru pełnego mchu i wilgoci. Trę otwartą dłonią po tych płaszczyznach, po tych spojeniach z wykruszonym tynkiem, próbując odszyfrować daktyloskopię niewidzialnych dotknięć nawarstwionych przez lata. Idę, podążam. Zawadzam rozkrwawionymi palcami o wystające gwoździe, zardzewiałe pręty. Jednak nie czuję bólu. No, może odrobinę, lecz zagłuszoną wspomnieniem o tobie. I tam szliśmy, pamiętam, do tych drzew rozłożystych. Do tych konarów rozczochranych dębów, kasztanów. Do tych splątań korzeni. Do tego chłodu, co pędzi wartkim nurtem strumienia. Wdychaliśmy zapach żywicy i soli, wtapiając się w drzewostany i krzewy. W klaszczące liście. W szepty rozmaitych zamglonych duchów. W ich opowieści. W dzieje tajemne. W korzenie…

 

Spadła mi na kartkę kropla. Druga. Trzecia… Upiłem za wiele, zachłysnąwszy się, muszę odkaszlnąć kilka razy. Od szlochu. Od jakiegoś nagłego wzruszenia, które przewierca mnie na wylot. Wpadło nie tam, gdzie trzeba… Moment. Chwila. Zaraz dojdę do siebie. Twarz mi spąsowiała. Łzy zaszkliły szczypiące oczy…

 

3

 

Rozczuliła mnie maleńka iskra dźwięku usłyszanego w przelocie, czegoś nieokreślonego, gdzieś między snem a jawą. I nie wiem czy śniłem wtedy o tobie, być może. Nie pamiętam, ponieważ spojrzałem w okno zaraz po przebudzeniu. Świt jaśniał i mienił się w złączeniu i z osobna. Drzewa szeptały, nawoływały. Coś długo mówiły i przestać nie mogły. I po chwili powróciły urywki obrazu. A więc w dalekiej odległości dom jakiś opleciony dzikim winem. Okna zabite deskami. I coraz bliżej. I jeszcze w wielkim zbliżeniu popękana faktura tynku widziana wyraźnie jak powierzchnia dłoni, zagięcia i spirale papilarnych linii. Jakiś wernisaż, wystawa dzieł wielkich malarzy. Sztuka nowoczesna. Abstrakcja. Nowe formy wyrazu. Między krzakami bzu, za sztachetami malwy jakieś gliniane formy, spalone słońcem popękane twarze. Rzeźby. Popiersia. Dzieła jakieś nieznane, zapomniane, niczyje. Przechodzące od figuracji, poprzez wielobarwny fowizm, aż do całkowitego zagubienia tematu w maksymalnym uproszczeniu form suprematyzmu. Po pokryte jedynie podkładem płótna. A dalej, tylko stosy porzuconych blejtramów, spomiędzy których wyrastają korzenie, sztywne gałęzie chwastów. Stosy składowane byle jak i byle gdzie. Jakby to były jakieś złogi braku koncepcji i myśli.

 

Głowa opada mi na blat stołu. Na dnie pustej butelki mienią się kryształy kosmicznego pyłu. Gwiazdy płoną. Wirują ociężale spirale galaktyk...

 

4

 

Przed lustrem stojącego trema jakaś kobieta z nieobecnym wyrazem twarzy rozczesuje swoje długie włosy. Rozczesuje je wolno i z jakimś dogłębnym namysłem. Nie wiadomo, kiedy odeszło leżące na podłodze martwe dziecko, ale chyba dawno temu, ponieważ posiniało już i skurczyło się w sobie, stając się przez to o wiele mniejsze. Szeroki rękaw nocnej koszuli porusza się nieustannie w tę i z powrotem, jakby w tym mechanicznym odruchu głaskania ukryta była ta cała matczyna miłość, lecz i pogodzenie.

 

Nie ma już nas.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-06-15)

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Dark_Apostle_ Ten wiersz byłby świetnym wstępem do mrocznego opowiadania grozy. 
    • "Surrealistyczna podróż" /Przerwa między atomami/   Rozszczelnia się nagle tkanka dnia, niepostrzeżenie, bez zbędnego echa. To nie koniec, to tylko prześwit, gdzie grawitacja przestaje pytać o imię. Jesteśmy z wszystkim co posiadamy, w tej szczelinie, której nie widzą oczy, niesieni prądem, co nie zna brzegów, ku pieśniom, co rodzą się z ciszy.   Nie trzeba krzyku, by pękła szklana ściana powietrza. Wystarczy oddech, miękki jak mech na skraju lasu, gdzie czas nie ma zegarka i nic nie musi się zdarzyć. Rozluźnij dłonie. Pozwól, by niepokój spłynął jak kropla deszczu po szybie, którą noc przemywa oczy.   Tam, gdzie jesteś,  i tu, gdzie ja trzymam rytm, niebo ma ten sam odcień spokoju. Wystarczy być. Bez ciężaru oczekiwań, w tej krótkiej pauzie między jednym a drugim uderzeniem serca. Geometria tęsknoty rozpuszcza się w błękitnym kwadracie.   Punkty bez powrotu stają się liniami, które nie pytają o cel. Pamięć to tylko kurz wirujący w snopie światła, które nie ma źródła. Przesiewamy milczenie przez gęste sita, aż zostanie tylko to, co nieważkie. Słowa to tylko cienie ryb płynących pod taflą nieistniejącego jeziora.   Wszystko jest echem, które zapomniało, kto je wywołał. Jesteś kolorem, którego nie ma na palecie. Czekaniem, które przestało liczyć minuty. Pustka nie jest brakiem, jest tylko najczystszą formą obecności. Rozpryskują się galaktyki pod powiekami, atomy tańczą walca w próżni między myślami.   Jestem pyłem, który śni o byciu słońcem, podczas gdy kręgosłup staje się osią świata. Nie ma góry, nie ma dołu, tylko nieskończone "teraz" rozciągnięte na ranie czasu. Cisza wybuchła supernową w pokoju. Wypijam mrok zamiast herbaty, czując na języku smak miedzi i gwiezdnego wiatru.   Wszystkie mosty stały się horyzontem zdarzeń. Nie szukaj mnie w słowach. Szukaj mnie w przerwie między atomami, tam, gdzie muzyka sfer gra solo na nerwach. Jesteśmy tylko wibracją w wielkim nic, które jest wszystkim.   Zegar wykrwawia się białą farbą na podłogę, z której wyrastają szklane żyrafy o oczach z bursztynu. Twoje imię, wymawiane wspak, zamienia się w klucz do drzwi, których nie ma. Śpimy na grzbietach wielorybów płynących przez piaski pustyni, podczas gdy nasze sny szyją ubrania dla wiatru.   Wszystko jest już napisane w powietrzu, zanim pomyślisz, że w ogóle jesteś. Zgaś światło wewnątrz myśli. Słyszysz? To tylko my, stajemy się światłem, zanim zdążymy o tym zapomnieć.   -Leszek Piotr Laskowski 
    • @KOBIETA Żartujesz  Jeśli tak odebrałaś przepraszam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Nie pierwsza mówisz, że  mam idiotyczne żarty.  Pozdrawiam 
    • @KOBIETA Och,cóż za odbiór.  Jeśli tak odebrałaś przepraszam.  Kobiece czytanie intencji... to spory problem 
    • @Jacek_Suchowicz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...