Powietrze jest tu lepkie i gęste. Przesycone wonią dusznych, wilgotnych ziół. Wszystko paruje po niedawnym deszczu i lśni. Zamknięte gęstwiną gałęzi, otulone skrzydłami motyla...
„Borboletta”, to szósty album studyjny grupy Santana, wydany w 1974 roku. I to chyba jest ostatni rozdział nieformalnej jazzowej trylogii zespołu. Tytuł nawiązuje najprawdopodobniej do dość rzadkiego rodzaju motyla z ameryki południowej o przepięknej błękitnej barwie w całej okazałości na tle powiększonej struktury jego skrzydeł. Pełno tu ptaków, mnóstwo powietrza i lekko przymglonych krajobrazów nieskończonej, gorącej i wilgotnej dżungli. Słychać podskórne rytmiczne pulsowanie groove, jakby spadających z liści kropli w tej niemalże kosmicznej emanacji spokoju i wielkiego odprężenia. Jakieś bliżej nieokreślone dźwięki tajemniczych stworzeń, zwierząt, owadów przelatujących obok twarzy… Ale również są i momenty bardziej hardcorowe. Intensywne i gęste. Niczym przeciągająca nad nami burza… Oczywiście nadal tu króluje latynoskie fusion zmieszane z jazz-rockiem oraz acid jazzem. Ten album to przede wszystkim nastrój i klimat. Santana to zespół, który szafuje składem muzyków. Co i trochę mamy do czynienia z nowymi muzykami, którzy zastępują poprzednich. Nadaje to za to różnorodności, nowych szlifów, nowych puntów widzenia…
(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-25)
Skład: Carlos Santana – gitara, wokal, perkusja, Leon Patillo – wokal, instr. klawiszowe, Tom Coster – instr. klawiszowe, Jules Broussard – saksofon, David Brown – gitara basowa, Michael Shrieve – instr. perkusyjne, Leon "Ndugu" Chancler – instr. perkusyjne, Armando Peraza - saksofon, instr. perkusyjne, Jose 'Chepito' Areas – instr. perkusyjne, Stanley Clark – gitara basowa, Flora Purim - wokal, instr. perkusyjne, Airto Moreira - wokal, instr. perkusyjne, Michael Carpenter - efekty
*
Borboletta
-----------
Szelest liści ― perlisty szmer strumienia…
Dobiega z oddali głęboki
puls rozgrzanej ziemi
― cichy transowy rytm…
… ptasi śpiew spoza gęstej otuliny lepkiej mgły…
W kosmicznej atmosferze halucynogennych oparów otumaniają dziwaczne zapachy
wilgotnych roślin,
pachnideł, aptecznych ziół, korzeni…
… duszne powietrze spowalnia oddech…
Mrugają do mnie porozumiewawczo ―
prześwity całkowitego odprężenia
― jakby po intensywnym orgazmie…
Błogi, usypiający spokój…
Pod powiekami tętnią błękitne plamy nieba…
Nie mam siły
poruszyć
palcem ―
a co dopiero
― całym sobą…
Bezwład i luz…
… a b s o l u t n y r a j!
…
Jestem nad przepaścią… Rozpadają się moje sny ― obrazy jastrzębiego lotu…
… wchłania mnie wir unicestwienia…
Pękają gwiazdy w orgiastycznym tańcu…
Diabelskie baletnice ― koszą tuż przy ziemi soczyste trawy…
… wytryskująca krew zamienia się ― momentalnie ― w krzepnące płatki
róż…
Wiję się w sobie…
Konam
… umieram…
Wchodzę
raz jeszcze…
… w szaleństwo…
(Włodzimierz Zastawniak, 2018-27-08)