Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Arsis

Arsis

61IqrPUG8L._UF10001000_QL80_.thumb.jpg.45a65e5fe79f2d7e35cb006b1d1c5e1f.jpg

 

Powietrze jest tu lepkie i gęste. Przesycone wonią dusznych, wilgotnych ziół. Wszystko paruje po niedawnym deszczu i lśni. Zamknięte gęstwiną gałęzi, otulone skrzydłami motyla...

„Borboletta”, to szósty album studyjny grupy Santana, wydany w 1974 roku. I to chyba jest ostatni rozdział nieformalnej jazzowej trylogii zespołu. Tytuł nawiązuje najprawdopodobniej do dość rzadkiego rodzaju motyla z ameryki południowej o przepięknej błękitnej barwie w całej okazałości na tle powiększonej struktury jego skrzydeł. Pełno tu ptaków, mnóstwo powietrza i lekko przymglonych krajobrazów nieskończonej, gorącej i wilgotnej dżungli. Słychać podskórne rytmiczne pulsowanie groove, jakby spadających z liści kropli w tej niemalże kosmicznej emanacji spokoju i wielkiego odprężenia. Jakieś bliżej nieokreślone dźwięki tajemniczych stworzeń, zwierząt, owadów przelatujących obok twarzy… Ale również są i momenty bardziej hardcorowe. Intensywne i gęste. Niczym przeciągająca nad nami burza… Oczywiście nadal tu króluje latynoskie fusion zmieszane z jazz-rockiem oraz acid jazzem. Ten album to przede wszystkim nastrój i klimat. Santana to zespół, który szafuje składem muzyków. Co i trochę mamy do czynienia z nowymi muzykami, którzy zastępują poprzednich. Nadaje to za to różnorodności, nowych szlifów, nowych puntów widzenia…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-25)

 

Skład: Carlos Santana – gitara, wokal, perkusja, Leon Patillo – wokal, instr. klawiszowe, Tom Coster – instr. klawiszowe, Jules Broussard – saksofon, David Brown – gitara basowa, Michael Shrieve – instr. perkusyjne, Leon "Ndugu" Chancler – instr. perkusyjne, Armando Peraza - saksofon, instr. perkusyjne, Jose 'Chepito' Areas – instr. perkusyjne, Stanley Clark – gitara basowa, Flora Purim - wokal, instr. perkusyjne, Airto Moreira - wokal, instr. perkusyjne, Michael Carpenter - efekty

 

*

 

Borboletta

-----------

 

Szelest liści ― perlisty szmer strumienia…

 

Dobiega z oddali głęboki

puls rozgrzanej ziemi

― cichy transowy rytm…

 

… ptasi śpiew spoza gęstej otuliny lepkiej mgły…

 

W kosmicznej atmosferze halucynogennych oparów otumaniają dziwaczne zapachy

wilgotnych roślin,

pachnideł, aptecznych ziół, korzeni…

 

… duszne powietrze spowalnia oddech…

 

Mrugają do mnie porozumiewawczo ―

prześwity całkowitego odprężenia

― jakby po intensywnym orgazmie…

 

Błogi, usypiający spokój…

 

Pod powiekami tętnią błękitne plamy nieba…

 

Nie mam siły

poruszyć

palcem ―

a co dopiero

― całym sobą…

 

Bezwład i luz…

 

… a b s o l u t n y  r a j!

 

 

Jestem nad przepaścią… Rozpadają się moje sny ― obrazy jastrzębiego lotu…

 

… wchłania mnie wir unicestwienia…

 

Pękają gwiazdy w orgiastycznym tańcu…

Diabelskie baletnice ― koszą tuż przy ziemi soczyste trawy…

 

… wytryskująca krew zamienia się ― momentalnie ― w krzepnące płatki

róż…

 

Wiję się w sobie…

 

Konam

… umieram…

 

Wchodzę

raz jeszcze…

 

… w szaleństwo…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2018-27-08)

 

 

 

 

 

Arsis

Arsis

61IqrPUG8L._UF10001000_QL80_.thumb.jpg.45a65e5fe79f2d7e35cb006b1d1c5e1f.jpg

 

Powietrze jest tu lepkie i gęste. Przesycone wonią dusznych, wilgotnych ziół. Wszystko paruje po niedawnym deszczu i lśni. Zamknięte gęstwiną gałęzi, otulone skrzydłami motyla...

„Borboletta”, to szósty album studyjny grupy Santana, wydany w 1974 roku. I to chyba jest ostatni rozdział nieformalnej jazzowej trylogii zespołu. Tytuł nawiązuje najprawdopodobniej do dość rzadkiego rodzaju motyla z ameryki południowej o przepięknej błękitnej barwie w całej okazałości na tle powiększonej struktury jego skrzydeł. Pełno tu ptaków, mnóstwo powietrza i lekko przymglonych krajobrazów nieskończonej, gorącej i wilgotnej dżungli. Słychać podskórne rytmiczne pulsowanie groove, jakby spadających z liści kropli w tej niemalże kosmicznej emanacji spokoju i wielkiego odprężenia. Jakieś bliżej nieokreślone dźwięki tajemniczych stworzeń, zwierząt, owadów przelatujących obok twarzy… Ale również są i momenty bardziej hardcorowe. Intensywne i gęste. Niczym przeciągająca nad nami burza… Oczywiście nadal tu króluje latynoskie fusion zmieszane z jazz-rockiem oraz acid jazzem. Ten album to przede wszystkim nastrój i klimat. Santana to zespół, który szafuje składem muzyków. Co i trochę mamy do czynienia z nowymi muzykami, którzy zastępują poprzednich. Nadaje to za to różnorodności, nowych szlifów, nowych puntów widzenia…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-25)

 

Skład: Carlos Santana – gitara, wokal, perkusja, Leon Patillo – wokal, instr. klawiszowe, Tom Coster – instr. klawiszowe, Jules Broussard – saksofon, David Brown – gitara basowa, Michael Shrieve – instr. perkusyjne, Leon "Ndugu" Chancler – instr. perkusyjne, Armando Peraza - saksofon, instr. perkusyjne, Jose 'Chepito' Areas – instr. perkusyjne, Stanley Clark – gitara basowa, Flora Purim - wokal, instr. perkusyjne, Airto Moreira - wokal, instr. perkusyjne, Michael Carpenter - efekty

 

*

 

Borboletta

-----------

 

Szelest liści ― perlisty szmer strumienia…

 

Dobiega z oddali głęboki

puls rozgrzanej ziemi

― cichy transowy rytm…

 

… ptasi śpiew spoza gęstej otuliny lepkiej mgły…

 

W kosmicznej atmosferze halucynogennych oparów otumaniają dziwaczne zapachy

wilgotnych roślin,

pachnideł, aptecznych ziół, korzeni…

 

… duszne powietrze spowalnia oddech…

 

Mrugają do mnie porozumiewawczo ―

prześwity całkowitego odprężenia

― jakby po intensywnym orgazmie…

 

Błogi, usypiający spokój…

 

Pod powiekami tętnią błękitne plamy nieba…

 

Nie mam siły

poruszyć

palcem ―

a co dopiero

― całym sobą…

 

Bezwład i luz…

 

… a b s o l u t n y r a j!

 

 

Jestem nad przepaścią… Rozpadają się moje sny ― obrazy jastrzębiego lotu…

 

… wchłania mnie wir unicestwienia…

 

Pękają gwiazdy w orgiastycznym tańcu…

Diabelskie baletnice ― koszą tuż przy ziemi soczyste trawy…

 

… wytryskująca krew zamienia się ― momentalnie ― w krzepnące płatki

róż…

 

Wiję się w sobie…

 

Konam

… umieram…

 

Wchodzę

raz jeszcze…

 

… w szaleństwo…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2018-27-08)

 

 

 

 

 

Arsis

Arsis

61IqrPUG8L._UF10001000_QL80_.thumb.jpg.45a65e5fe79f2d7e35cb006b1d1c5e1f.jpg

 

Powietrze jest tu lepkie i gęste. Przesycone wonią dusznych, wilgotnych ziół. Wszystko paruje po niedawnym deszczu i lśni. Zamknięte gęstwiną gałęzi, otulone skrzydłami motyla...

„Borboletta”, to szósty album studyjny grupy Santana, wydany w 1974 roku. I to chyba jest ostatni rozdział nieformalnej jazzowej trylogii zespołu. Tytuł nawiązuje najprawdopodobniej do dość rzadkiego rodzaju motyla z ameryki południowej o przepięknej błękitnej barwie w całej okazałości na tle powiększonej struktury jego skrzydeł. Pełno tu ptaków, mnóstwo powietrza i lekko przymglonych krajobrazów nieskończonej, gorącej i wilgotnej dżungli. Słychać podskórne rytmiczne pulsowanie groove, jakby spadających z liści kropli w tej niemalże kosmicznej emanacji spokoju i wielkiego odprężenia. Jakieś bliżej nieokreślone dźwięki tajemniczych stworzeń, zwierząt, owadów przelatujących obok twarzy… Ale również są i momenty bardziej hardcorowe. Intensywne i gęste. Niczym przeciągająca nad nami burza… Oczywiście nadal tu króluje latynoskie fusion zmieszane z jazz-rockiem oraz acid jazzem. Ten album to przede wszystkim nastrój i klimat. Santana to zespół, który szafuje składem muzyków. Co i trochę mamy do czynienia z nowymi muzykami, którzy zastępują poprzednich. Nadaje to za to różnorodności, nowych szlifów, nowych puntów widzenia…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-25)

 

Skład: Carlos Santana – gitara, wokal, perkusja, Leon Patillo – wokal, instr. klawiszowe, Tom Coster – instr. klawiszowe, Jules Broussard – saksofon, David Brown – gitara basowa, Michael Shrieve – instr. perkusyjne, Leon "Ndugu" Chancler – instr. perkusyjne, Armando Peraza - saksofon, instr. perkusyjne, Jose 'Chepito' Areas – instr. perkusyjne, Stanley Clark – gitara basowa, Flora Purim - wokal, instr. perkusyjne, Airto Moreira - wokal, instr. perkusyjne, Michael Carpenter - efekty

 

*

 

Borboletta

-----------

 

Szelest liści ― perlisty szmer strumienia…

 

Dobiega z oddali głęboki

puls rozgrzanej ziemi

― cichy transowy rytm…

 

… ptasi śpiew spoza gęstej otuliny lepkiej mgły…

 

W kosmicznej atmosferze halucynogennych oparów otumaniają dziwaczne zapachy

wilgotnych roślin,

pachnideł, aptecznych ziół, korzeni…

 

… duszne powietrze spowalnia oddech…

 

Mrugają do mnie porozumiewawczo ―

prześwity całkowitego odprężenia

― jakby po intensywnym orgazmie…

 

Błogi, usypiający spokój…

 

Pod powiekami tętnią błękitne plamy nieba…

 

Nie mam siły

poruszyć

palcem ―

a co dopiero

― całym sobą…

 

Bezwład i luz…

 

… a b s o l u t n y r a j!

 

 

Jestem nad przepaścią… Rozpadają się moje sny ― obrazy jastrzębiego lotu…

 

… wchłania mnie wir unicestwienia…

 

Pękają gwiazdy w orgiastycznym tańcu…

Diabelskie baletnice ― koszą tuż przy ziemi soczyste trawy…

 

… wytryskująca krew zamienia się ― momentalnie ― w krzepnące płatki

róż…

 

Wiję się w sobie…

 

Konam

… umieram…

 

Wchodzę

raz jeszcze…

 

… w szaleństwo…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2018-27-08)

 

 

 

 

 



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami   może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę   solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy   nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną   rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów   lecz najważniejsze że to  nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością   ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny      
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Simonie, zgadzam się z @Berenika97,że jesteś mistrzem tego mrocznego gatunku literackiego. Pozdrawiam!
    • Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy.    Bęc. Druga prosto w rdzawe oko.     Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu.    Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada.    Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej.    Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono.   Na szybie strumienie chaosu.     Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia.    Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy.    Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte.    Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać.    Puk. Puk.     Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało.    Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury.    Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna.    Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych.   A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową.    W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów.    Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych.    Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją.    Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny.    Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia.     I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.
    • @GosławaWspaniały wiersz, w którym każda metafora świeci niezwykłym blaskiem. Ten świat jest trochę zbyt mocno wystylizowany, ale umiejętne posługiwanie się potencjałem języka, że się tak kolokwialnie wyrażę, 'robi robotę', przede wszystkim poprzez wykreowanie gęstego, kleistego nastroju, idealnie współgrającego z emocjonalnością obrazów. ;)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ta faza miłości jest najtrudniejsza do osiągnięcia, gdy dopamina już nie musuje w głowie i trzeba bliskość zbudować na innych podstawach, bardziej namacalnych i solidnych - szukać innej chemii, która utrwali związek.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...