Świnia z błota wyskoczyła,
Frak odświętny założyła,
A do niego buty zgrabne,
I poszetkę – adekwatną.
Wystrojona, wypachniona,
Woni gnoju pozbawiona,
Przystąpiła wnet do dzieła
I kampanię rozpoczęła.
O czystości obyczajów,
Porzuceniu złych zwyczajów,
O zmianach w sztuce, kulturze,
O teatrze – w każdej dziurze
Wygłosiła sto przemówień,
Pozbierała – stos polubień,
Obiecanek pęk złożyła,
Do dzwonnicy - dołożyła.
Tłum zaś słuchał urzeczony,
Jej charyzmą – ogłupiony
I słów potok słysząc bujny,
Stracił całkiem – zwykłą czujność.
Kiedy nastał dzień wyborów,
Wśród jesiennych liści wzorów,
Dzięki głosom z wiosek sześciu,
Żon, kuzynów oraz teściów
Świnia zwykła polska biała
Posłem łatwo dość została,
Stos zebrawszy gratulacji
(Takie prawo demokracji).
Bardzo się zdumiało wielu,
Gdy w zielonym tym fotelu,
Gdzie siedziała Korzeniowska,
Siadła – wielka biała polska.
Tak się dzieje od stuleci,
Wiedzą o tym nawet dzieci,
Gdy wyborcy grubo błądzą,
Świnie krajem zwykle – rządzą.
A chłop każdy wam to powie,
Pod Koninem – czy Krakowem:
Gdy uczynisz świnię posłem,
Jedno wiedz – że jesteś osłem.
Osły zaś – z Gdańska, Konina,
Kielc, Krakowa, Koszalina,
Zasługują – w tej godzinie,
By rządziły nimi – świnie…