Nie wiem jakie skręty przez kwartał podupadły
Dziwnych dróg morskich ścieżką do domu były mi,
Lecz na mym ganku drżałem, z pośpiechu pobladły
By wejść do środka i zaryglować ciężkie drzwi.
Miałem księgę mówiącą o ukrytym szlaku
Przez próżnię, oraz dzielące kosmos zasłony,
Trzymające bezwymiarowe światy w saku
I w ich własnych włościach zaginione eony.
Mój wreszcie był klucz do tamtych niejasnych wizji
Iglic o zmierzchu i puszcz knujących w ciemności.
Mglistych w otchłaniach o ponadziemskiej precyzji,
Przyczajonych jak wspomnienia nieskończoności.
Klucz był mój, lecz gdy mamrocząc siedziałem spięty,
Lufcik na strychu zadrżał nieporadnie pchnięty.
I Howard (Fungi from Yuggoth, sonet III.):
I do not know what windings in the waste
Of those strange sea-lanes brought me home once more,
But on my porch I trembled, white with haste
To get inside and bolt the heavy door.
I had the book that told the hidden way
Across the void and through the space-hung screens
That hold the undimensioned worlds at bay,
And keep lost aeons to their own demesnes.
At last the key was mine to those vague visions
Of sunset spires and twilight woods that brood.
Dim in the gulfs beyond this earth’s precisions,
Lurking as memories of infinitude.
The key was mine, but as I sat there mumbling,
The attic window shook with a faint fumbling.