Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

I kolejny fakt: to były czasy wojenne - posiadanie jakiejkolwiek przez ludność cywilną broni palnej było całkowicie zabronione i jak na realistyczną logikę - Polacy by prędzej żydowskich sąsiadów utopili w Jeziorze Dłużek - cała sprawa śmierdzi prowokacją - polityczną, dlatego też: konieczna jest natychmiastowa ekshumacja pod ochroną Wojsk Obrony Terytorialnej.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
  • 4 miesiące temu...
Opublikowano (edytowane)

                                Niewątpliwie*

 

          jednym z fundamentów założycielskich Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej jest kłamstwo jedwabieńskie - narzucone Polsce z zewnątrz pod koniec lat dziewięćdziesiątych minionego wieku i przypisujące jedwabieńskim Polakom sprawstwo niemieckiej zbrodni popełnionej tam na miejscowych Żydach - w dniu dziesiątego lipca - w tysiąc dziewięćset czterdziestym pierwszym roku, zarówno Prawo i Sprawiedliwość - jak i Koalicja Obywatelska, także: postkomuniści i czarna mafia - kler - uczestniczyli w jego konstruowaniu, a kiedy podczas śledztwa prowadzonego na przełomie wieków przez Instytut Pamięci Narodowej - prawda w sprawie tej zbrodni niemieckiej wychodziła na jaw - prezydent Lech Kaczyński - zablokował ekshumację wbrew krajowemu prawu - jego następcy - przez dwadzieścia pięć lat uczestniczyli w tym kłamstwie - składając na nim swój podpis - stempel narodowej zdrady.

 

Autor: Tomasz Sommer

 

*zrobiłem drobną edycję - treść bez zmian 

 

Pułkownik: Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Wiesław Jasiński (wyświetl historię edycji)
  • 2 tygodnie później...
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Dzień dobry, pani Wioleńko, a wie pani jaki jest najgorszy zawód świata? Prawnik!

 

- prawo Izraela nie jest oparte na prawie rzymskim, tylko: na prawie sakralnym - judaistycznym,

 

- niemal osiemdziesiąt procent krajów świata własne prawo opiera o prawo rzymskie,

 

otóż to: według prawa sakralnego - judaistycznego, to: żydzi są prześladowani - ofiarami, a dowód? Wygnanie z Ziemi Obiecanej - Egiptu i Dekalog, a według prawa rzymskiego: Mojżesz był bystrym obserwatorem - psychiatrą i stworzył Dekalog na podstawie obserwacji zachowania własnego ludu - wyciągnął logiczne wnioski.

 

A jeśli chodzi o nasze podwórko: jeśli obecna koalicja nie uznaje wyborów prezydenckich, to: Prezydent Andrzej Duda ma prawo w każdej chwili przerwać kadencję obecnego sejmu, bo: jeśli przyjmiemy punkt widzenia obecnej koalicji - aktualna kadencja posłów i senatorów - jest nielegalna, mówiąc - wprost: Sąd Najwyższy uznał ważność ostatnich wyborów parlamentarnych i jeśli obecna koalicja nie uznaje wyroku Sądu Najwyższego w sprawie niedawnych wyborów prezydenckich - to sama jest nielegalna, de facto: strzeliła sobie we własną stopę.

 

Istnieje jeszcze inna możliwość: złożenie zbiorowego pozwu do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze - w celu przeprowadzenia ekshumacji - w Jedwabnem, bo: na Sądy Rejonowe w Polsce nie ma już co liczyć - nie wspominając o Instytucie Pamięci Narodowej, dalej: Światową Organizację Syjonistyczną z siedzibą w Jerozolimie należy uznać za byt rasistowski i wyrzucić Izrael z Unii Europejskich Związków Piłkarskich - UEFA - Izrael jako jedyny kraj na świecie leżący w Azji należy do wyżej wymienionej unii.

 

Wiem, niektórzy zaczną taką sytuację porównywać do wiersza pod tytułem: "Chorał" - Kornela Ujejskiego - to nic innego jak branie Polaków pod romantyczny włos, a ja dam pani lepszy przykład: mam na utrzymaniu rodzinę i Niemiec przystawia mi do głowy broń, abym zabił niemieckim pistoletem polskiego obywatela wyznania mojżeszowego, więc? Kto tak naprawdę będzie odpowiedzialny za morderstwo? 

 

A może najlepiej byłoby zakończyć ten bezsensowny spór i postawić w Jedwabnem Międzynarodową Świątynię Ekumeniczną? I każdy miałby do niej wstęp: katolik, żyd, muzułmanin, ateista, mason, agnostyk i poganin...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Nie, bo: zatrzymała mnie policja polityczna - Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która chciała powiązać mój Tajny Ruch Oporu z Ruchem Obrony Granicy pana Roberta Bąkiewicza, a najwięcej zarabiają handlowcy, jasne: mówię bez jakiejkolwiek ironii...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

I zapewniam panią: mam bardzo ogromną wiedzę - jestem byłym pracownikiem Archiwum Akt Nowych i miałem tam szkolenie z Obrony Cywilnej, także: ukończyłem kurs archiwalno-kancelaryjny z oceną dobrą, dajmy teraz przykład liczb:

 

- przed Drugą Wojną Światową Polaków było około - 36 000 000 - w tym około - 1 000 000 - Polaków pochodzenia żydowskiego i około - 230 000 - polskich obywateli wyznania mojżeszowego,

 

- po Drugiej Wojnie Światowej Polaków było około - 24 000 000 - w tym około - 150 000 - przesiedleńców z Kresów Wschodnich,

 

- w Niemieckim Obozie Koncentracyjnym Birkenau-Auschwitz - zostało zamordowanych metodą przemysłową około - 1 200 000 - ludzi i w tym około - 800 000 - żydów,

 

- Polacy uratowali (w tym moi przodkowie) podczas Drugiej Wojny Światowej około - 600 000 - żydów z całej Europy, a zginęło (Polaków) około - 5 400 000 - w tym około - 700 000 - Polaków pochodzenia żydowskiego,

 

- natomiast: od Rewolucji Październikowej do Rewolucji Solidarnościowej - zostało zamordowanych około - 30 000 000 - SŁOWIAN!

 

I to są liczby szacunkowe: nigdy nie ustalimy dokładnej liczby HEKTABOMBY LUDOBÓJSTWA DWUDZIESTEGO WIEKU, natomiast: łatwo znaleźć źródło wyżej wymienionego ludobójstwa - to angielska Grupa Milnera (lud anglosaski) i Niemcy (lud anglosaski) - byli tylko narzędziem, dalej: swoje źródło dochodów Międzynarodowa Organizacja Syjonistów miała w angielskich bankach i z tego powodu było możliwe z angielskiej koloni (Palestyna) wydrapać kawałek ziemi dla nowego państwa po Drugiej Wojnie Światowej - Izraela i co teraz Izrael robi z Palestyną?

 

Dla odmiany: twórcą ludobójczej ideologii komunistycznej był niemiecki żyd - Karol Marks - zrobił on syntezę Talmudu z Nowym Testamentem Pisma Świętego, a Włodzimierz Lenin przehandlował wyżej wymienioną ideologię na teren słowiańskiej Rosji (Cesarstwo Rosyjskie) i wiadomo co było dalej...

 

A największym rewizjonistą Holokaustu jest nie kto inni jak Anglik - David Irving.

 

Jeśli chodzi o prawników, to: to - osoby, które ukończyły studia prawnicze i są bez aplikacji zawodowej, a najwyżej w hierarchii prawniczej jest sędzia, prokurator i notariusz, najniżej - komornik, dlatego też: żaden prawnik nie wygra z oświeconym filozofem - po prostu ze mną...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

I znowu jest głośno o panu Grzegorzu Braunie, a tym razem jest on tak zwanym kłamcą oświęcimskim, oczywiście: przesadził ze stwierdzeniem o komorach gazowych, jednak: miał święte prawo to powiedzieć, bo: pani Barbara Nowacka niemieckich morderców nazwała polskimi nazistami i ona też jest tak zwanym kłamcą oświęcimskim, słowem: jak Kuba Bogu - tak Bóg Kubie! Owszem, obserwowałem reakcję ze strony tak zwanej elity intelektualnej - wylano na niego kubeł pomyj i tylko pan prezydent elekt Karol Nawrocki zachował dystans - rozsądek, jasne: pan Robert Bąkiewicz i pan Grzegorz Braun otrzymają ułaskawienie już przez pana prezydenta Karola Nawrockiego, otóż to:

 

 

Na tym oryginalnym filmiku to Amerykanie znaleźli komory gazowe, tymczasem: kto wymyślił CYKLON B, kto? Będzie pani bardzo zaskoczona - niemiecki żyd, a co? Mówiłem już, iż jestem bardzo dobry w szermierce słownej?

 

A co dalej z panem prezydentem Andrzejem Dudą, który chce wieszać niektórych sędziów? Nie będzie go przecież można - osamotnionego - zostawić na prezydenckiej emeryturze - tego zabrania polska kultura...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

                                  Myśl Polska*

 

          I jak łaskawie informują, a jakby inaczej - iście i iście i iście polskojęzyczne media:

 

          W poniedziałek Instytut Pamięci Narodowej poinformował o wszczęciu śledztwa wobec pana Grzegorza Brauna** i decyzja zapadła po rozpoznaniu zawiadomień złożonych przez panią Annę Marię Żukowską***, dyrektora Muzeum Auschwitz-Birkenau - pana Piotra Cywińskiego**** i pana Bartosza Staszewskiego***** - jakiegoś tam aktywistę.

 

          I postanowieniem z dnia czternastego lipca - dwutysięcznego dwudziestego piątego roku - prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie wszczął śledztwo w sprawie publicznego i wbrew faktom zaprzeczania przez pana Grzegorza Brauna w dniu dziesiątego lipca - dwutysięcznego dwudziestego piątego roku - w Jedwabnem - w trakcie wywiadu radiowego - w radiu Wnet - zbrodniom ludobójstwa popełnionych podczas Drugiej Wojny Światowej przez funkcjonariuszy Trzeciej Rzeszy Niemieckiej w niemiecko-nazistowskim obozie koncentracyjnym i Obozie Zagłady KL Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

 

          A moje zdanie jest takie: po pierwsze - próba penalizacji jakichkolwiek wypowiedzi osób oceniających wydarzenia historyczne jest drogą donikąd i dlaczego?

 

          Bo przyjęcie takich regulacji prawnych - czy to w przypadku - jak tutaj i czy innych - doprowadzi do zakwestionowania podstawowej zasady konstytucyjnej, inaczej: wolności słowa - może to dotyczyć każdego wydarzenia historycznego.

 

          Instytut Pamięci Narodowej, który teraz staje w pierwszym szeregu i wszczyna śledztwo - swego czasu chciał penalizować używanie terminu "polskie obozy zagłady" i pod naciskiem Izraela - zrezygnował.

 

          Ukraina wprowadziła prawną ochronę nazistów z OUN-UPA i to - co u nas jest uznawane za prawdę o jej zbrodniach - u nich jest ścigane z urzędu i gdyby takie regulacje obowiązywały na całym świecie - jakakolwiek wymiana zdań na tematy historyczne byłaby niemożliwa.

 

          Istniejące od dziesięcioleci prawo daje możliwości dochodzenia na drodze sądowej osobom czy instytucjom uznającym, że są zniesławione czy pomówione i tutaj jest wątpliwość - czy sądy mogą wyrokować w sprawach historycznych?

 

         A kiedyś sąd polski badający sprawą oskarżenia o wprowadzenie Stanu Wojennego orzekł, że w końcu nie było zagrożenia interwencją ze strony wschodniego sąsiada, tak więc: chyba jedynym dobrym rozwiązaniem jest po prostu polemika i sprzeciw wobec kogoś - kogo poglądy czy głoszone tezy nam nie odpowiadają lub po prostu - przemilczenie.

 

          I po drugie: wracając do tego przypadku - w obu sprawach - Jedwabne i Auschwitz - nie zostały sformułowane opinie, że nie było tam zbrodni ludobójstwa, natomiast: w przypadku Jedwabnego padły stwierdzenia - za zbrodnię ludobójstwa odpowiadają Niemcy, a nie: Polacy - to jest jednak zasadnicza różnica.

 

          To samo można powiedzieć o drugim przypadku - tutaj autor zaskarżonej wypowiedzi nie rozwinął tematu - powiedział: komory gazowe w KL Auschwitz - to fejk.******

 

          Nie padły natomiast słowa, że nie doszło tam do zbrodni ludobójstwa, tak więc: oba zarzuty z tego punktu widzenia są chybione i żadne śledztwo ze strony Instytutu Pamięci Narodowej nic tutaj nie wniesie.

 

          I nota bene, sam pan Grzegorz Braun w dniu dziewiątego sierpnia - w dwutysięcznym dwudziestym czwartym roku - we wpisie na temat rocznicy zamordowania przez Niemców - Edyty Stein - jasno napisał, że zginęła ona w komorze gazowej.

 

          I po trzecie: podejmowanie tego tematu przez lidera Konfederacji Korony Polskiej jest niezrozumiałe i intelektualnie trudne do obrony - jak przypomniał nam jeden z naszych czytelników - dziesięć lat temu na naszych łamach pan Bohdan Piętka - pracownik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, a wtedy także nasz publicysta - kompetentnie podważył głoszone już wtedy różne opinie przez pana Grzegorza Brauna jako nieudokumentowane - nieprawdziwe spekulacje w formie teorii spiskowych.

 

          Niestety, pomimo upływu tylu lat sprawa ta znowu wróciła.... Cui bono? Nie wiem... Już do ataku ruszył cały obóz postępowy i pokrewny mu plankton intelektualny i może o to im chodziło? Wolałbym jednak inaczej z tym obozem prowadzić polemikę... Kiedy pani Barbara Nowacka******* mówiła:

 

          KL Auschwitz zbudowali polscy naziści!

 

          Jakoś nie było pozwów******** i oburzenia tych, którzy teraz ochoczo ruszyli do boju, ruszyli, bo dostali pretekst, ruszyli...

 

Źródło: Myśl Polska 

Autor: Jan Engelgard

 

*zrobiłem drobną edycję - treść bez zmian 

 

**ma pochodzenie austriackie, nomen omen: Adolf Hitler był austriackim malarzem żydowskiego pochodzenia, tak: pan Grzegorz Braun jest ultraortodoksyjnym katolikiem i nic dziwnego, że prowadzi wojnę religijną z ultraortodoksyjną sektą żydowską - chabab-lubawicz, wiadomo: judaizm, chrześcijaństwo i islam - to nic innego jak sekty monoteistyczne 

 

***ma pochodzenie żydowskie 

 

****ma pochodzenie polskie i jest absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i byłym prezesem Klubu Inteligencji Katolickiej 

 

*****szwedzki imigrant pochodzenia polskiego i powinien wrócić do własnego kraju - Szwecji

 

******cały obraz został po prostu wyjęty z kontekstu - nie warto pod każdym pozorem brać udziału na żywo w różnych telewizjach - dziennikarze to hieny, piranie i sępy - należy korzystać z mediów społecznościowych 

 

*******ma pochodzenie polskie i po prostu wrzuciła kij w mrowisko, jakby inaczej: w nietykalne sekty monoteistyczne, które w Polsce nadal są ponad prawem - nie respektują ustawy zasadniczej - Konstytucji Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej 

 

********pan Robert Bąkiewicz złożył pozew, jednak: jest to sprawa polityczna i nic z tego nie będzie, całe szczęście: pan prezydent Andrzej Duda nie podpisał nowelizacji Kodeksu Postępowania Karnego w sprawie tak zwanej mowy nienawiści według projektu pana ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, de facto: postawił weto w celu wprowadzenia cenzury, zresztą - wyżej wymieniony projekt ustawy był całkowicie niezgodny z ustawą zasadniczą - Konstytucją Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej 

 

Pułkownik Tajnego Ruchu Oporu: Hrabia Łukasz Wiesław Jan Jasiński Herbu Topór 

Edytowane przez Łukasz Wiesław Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Ludzie, którzy mają czyste sumienie: nie powinni robić w gacie przed ponowną ekshumacją w Jedwabnem, a zresztą: zebrano już blisko trzysta tysięcy podpisów w celu przeprowadzenia ponownej ekshumacji w wyżej wymienionej miejscowości i tak do niej dojdzie po zmianie władzy - presja jest zbyt wysoka.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

                                       A nie

 

          mówiłem, iż tak będzie, proszę pani? Efekt będzie odwrotny od zamierzonego celu, otóż to: pan Grzegorz Braun został potępiony przez Parlament Europejski i Senat Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej i pewnie zostanie potępiony przez Sejm Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej - uchwałą, która nie ma mocy prawnej - w świat już poszedł sygnał, iż Polaków bez względu na pochodzenie, wyznanie i orientację seksualną - nie wolno obrażać, tak więc: pan Grzegorz Braun niczym Konrad Wallenrod zrobił dobrą robotę dla własnej Ojczyzny - Polski.

 

Łukasz Jasiński 

 

          Polska jest tarczą wschodniej flanki NATO, niezwykłym sojusznikiem, niezwykłym narodem, dumnym, suwerennym, bardzo zazdrosnym o swoją kulturę i niesamowicie proamerykańskim.

 

Thomas Rose

 

          Maciej Hunia złożył w poniedziałek listy uwierzytelniające prezydentowi Izraela i został formalnie akredytowany na stanowisko ambasadora Polski w Izraelu - poinformowała polska ambasada w tym kraju, a Maciej Hunia to były szef Agencji Wywiadu.

 

Źródło: TVN24

 

          I jak można wywnioskować: to Stanom Zjednoczonym Ameryki Północnej i Izraelowi bardzo zależy na dobrych stosunkach z Trzecią Rzeczpospolitą Polską, a jeśli chodzi o mnie, to: nie zmienię zdania - jestem po stronie ofiary - Palestyny.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Wiesław Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

                                 Prokuratura*

 

          Okręgowa w Przemyślu do jesieni przedłużyła śledztwo w sprawie śmierci wolontariusza organizacji World Central Kitchen - Damiana Sobola - został on zamordowany przez wojsko izraelskie rok temu - w izraelskim ataku rakietowym w Strefie Gazy.

 

Źródło: PAP

 

*kogo pani proponuje wysłać do Izraela w celu ochrony wolontariuszy? Otóż to: w tej sytuacji tylko szwadrony śmierci mogą pomóc, jednak: Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie ma Specjalnego Departamentu Likwidacyjnego i gdyby to zrobiła na własną rękę - wtedy byłby międzynarodowy skandal - polskie służby specjalne zostaliby oskarżone o działalność antysemicką, terrorystyczną i przestępczą, zresztą: czemu pani nie pojedzie jako wolontariuszka do Strefy Gazy?

 

Łukasz Jasiński 

 

                                     Polska*

 

          jest jednym z krajów europejskich, które popierają pokojowe rozwiązanie konfliktu palestyńsko-izraelskiego w oparciu o rozwiązanie dwupaństwowe - między Palestyną i Polską istnieje współpraca parlamentarna oraz wymiana delegacji parlamentarnych.

 

Źródło: Internet 

 

*dla przypomnienia: Polska była za przyznaniem statusu stałego członka Palestynie w Organizacji Narodów Zjednoczonych i Izrael dostał wtedy niesamowitej wściekłości, zresztą: Niemcy, Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii i Ukraina - są po stronie Izraela, więc? Nie lepiej dbać w pierwszej kolejności o własne bezpieczeństwo? I jak dobrze panią znam: jest pani przeciwniczką Marszu Niepodległości - narodowcy są antywojenni i może pani zorganizować grupę uchodźców palestyńskich, którzy wzięliby udział w Marszu Niepodległości - obok flag polskich - byłyby flagi palestyńskie, a nawet: izraelskie - społeczeństwo izraelskie jest podzielone w sprawie tej bezsensownej wojny, więc?

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Wiesław Jasiński (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...