Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Nieco dołożyłem i zmieniłem tytuł→22.10.2024

 

 

 

Wierzmy, że jesteśmy! I niech tak zostanie

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

 

#

Gdyby nad tym podumać kawałek dłużej, to coś niewątpliwie brzęczy w tym bimbającym dzwonku–(kiedyś ostatnim)–albowiem każdy żywy i świadomy mieszkaniec planety Ziemia, w coś wierzy i basta.

 

#

Oczywiście istnieje potoczne domniemanie, że człek wierzący to jeno taki, co wierzy w Boga przez duże: B. A przecież wierzyć można w krasnoludki, myślący makaron, w swoje nieomylne racje –(niekonieczne żywnościowe)– oraz w setki innych możliwości różnorakich, albo tylko w same „setki.’’ Nawet bywa, że dogłębnie wewnętrznie.

 

#

Nie chodzi rzecz jasna o jakieś „złote cielce’’ i pozostałe bydło rogate, które mają zastąpić coś, czymś. Po prostu człowiek niewierzący to zaiste zajebisty mit, bo nawet gdyby w nic nie wierzył, to wierzy że w nic nie wierzy, a zatem jednak w coś wierzy.

 

#

Na przykład istnieje zasadnicza różnica między tym, czy ktoś wierzy, że nie wierzy w Boga, czy wierzy, lecz owa wiara nie jest mu do czegokolwiek potrzebna. Bywa że z powodów wynikających z własnych doświadczeń, szczególnie przykrych lub dlatego, że ów Bóg nie tłamsi zła. Albo też widząc działalność niektórych wyznawców, nie chce o Nim słyszeć. Mam także na myśli, wszelakie: Tajemne Byty Nieokreślone, Siły Nadprzyrodzone, „Kosmiczną Świadomość” i tym podobne „obiekty.”

 

#

Wszak bywają sytuacje dziwne. Zjawiska niewyjaśnione. Na przykład człowiek ma poczucie czyjeś obecności, albo czegoś w tym stylu, jakby wszystko było odgrywane w niedostępnym teatrze. Wie, że coś istniej poza teraz, ale nie wie co. Blisko i daleko równocześnie. I nawet gdy nie wierzy, to szybuje czasem nad tematem niczym skołowana owieczka i nie bardzo wie, gdzie ma wylądować i czy w ogóle, by tyłka nie rozpołowić lub co gorsza→”wygładzić fałdy mózgu” malując owe, „żółtym kolorem”

 

#

Lecz z drugiej strony, gdyby wiarę poprzeć wiarygodnym dowodem, to by przestała być wiarą i wbrew pozorom, wcale by ją nie wzmocniła, tylko raczej osłabiła, będąc na tym samym poziomie co człowiek. To rzecz jasna nic złego, ale jednak takiego „boga ojaca,” co można dotknąć, zmierzyć, zważyć, poklepać po ramieniu i zaprosić na piwo, byłoby trudniej szanować. Przynajmniej mnie.

 

#

Człowiek prawdziwie wierzący, wierzy bezwarunkowo, w sensie tego, jak Bóg wygląda, z czego jest, na czym polega jego Boskość itp. Co nie oznacza, iż odpowiedzi nie są dla niego istotne i nie można rozważać różnych kwestii, jak właśnie czynię. Jest ludzką naturą, by rozmyślać i zadawać pytania–(tylko nie każdemu potrzebna jest odpowiedź, by wytrwał w swoich przekonaniach). To rzecz jasna dotyczy wszystkich, bez względu na to, jakie kto ma poglądy i w co wierzy. Gdyby każdy myślał tak samo, to by były nudy na pudy! Oczywiście na niektóre pytania, nigdy nie uzyskamy odpowiedzi. A przynajmniej→tu!

 

#

Jeno klasyczna szydera, nie bardzo potencjalnie opłacalna. Pół biedy w relacjach międzyludzkich. Co najwyżej bliźni bliźniemu w mordę przywali, gdy ktoś na ten przykład, zakpił z kogoś co kocha lub z niego. Natomiast… to po cóż ryzykować. Wierzącemu, niewierzącemu, czy każdemu innemu. Toż to nieroztropne, wzbudzać prawdopodobieństwo własnej zguby, w o wiele bardziej dokuczliwym, wiecznym zakresie. Podbite oko i wsteczna szczęka, to pikuś!

 

#

Osobiście wolę wierzyć w tajemnicę do końca niezgłębioną, o której możliwościach nie mam zielonego pojęcia, tudzież ostatecznych zamiarach i sensach, czasami jakże niesprawiedliwych, w ludzkim rozumieniu. Mogę jedynie ogarnąć rzeczywistość w granicach pojmowania mózgu, a cała reszta–(poza tą granicą)–jest poza moim pojmowaniem.

 

#

Chociażby pytania: skąd we mnie rozum, świadomość istnienia, możliwość zadawania pytań oraz wszelkich dywagacji itd–(mam na myśli początek Wszystkiego, którego już wtedy byliśmy częścią)–To tak jakby „masło” chciało zgłębić „tajemnicę masła”→Czyli „masło maślane” któremu nie jest dane zrozumienie „masła”→ a co dopiero „opakowania.”

 

#

Poza tym nie słusznie sądzić, że tego, czego nauka „nie widzi”→to nie istnieje. Gdyby na ten przykład, człek siedział w zamkniętym, dźwiękoszczelnym pomieszczeniu i spozierał, przez zamknięte okno, gdzie by nie było obiektów do wiewania, to trudno byłoby z takiej pozycji, bez wyjścia, udowodnić→istnienie wiatru, którego bezpośrednio nie widać, jeno pośrednio, przez działania. Podobnie jest z takimi „obiektami” jak np→miłość, nienawiść, tęsknota, ludzkie myśli, zazdrość itp. A jednak istnieją.

 

#

Tak wtrącę dygresyjnie, że człowiek raczej samemu sobie szkodzi, kiedy widzi jeden słuszny punkt. Swój nieomylny pępek, będąc skrajnym fanatykiem czegoś, przytaczając wciąż te same „argumenty” Nawet bywa, że czasami zupełnie odłączone od meritum dyskusji. Jak na ten przykład koń z klapkami na oczach, który to ze wszystkich możliwych opcji, wyłuskuje wyłącznie takie informacje, co umacniają go w przekonaniu, że ma racje. Nic innego nie dostrzega. A już na pewno igły w stogu siana. Wygodnie przyjąć, że tam jej nie ma, co złudnie wzmacnia→ego. To już lepiej, gdyby miał klapki na zadzie!

 

#

Bo żeby coś określić i osądzić–(chociaż trochę mniej subiektywnie)–to trzeba raczej korzystać z różnych źródeł i wyciągać średnią. W przeciwnym wypadku, we wszystkim widzimy tylko to, co chcemy widzieć i dla nas wygodne–(nie koniecznie wygodne dla osób, którzy muszą z takim obcować i vice versa)–Gdy bezkrytycznie wielbimy cukier, to nawet w kupie samotnej goryczy, posmakujemy słodyczy. A zatem można być stałym w swoich poglądach, a jednocześnie, nie może to być „zapełniona skorupa” gdzie nie ma już miejsca, na żadne wątpliwości.

 

#

Natomiast człowiek niewierzący w istnienie Boga–(do czego ma święte prawo, z racji wolnej woli, nie zawsze do końca wolnej)–podcina trochę gałąź na której siedzi od strony życiowego pnia, z całkiem prozaicznej, terapeutycznej przyczyny. Takowej, że gdyby pragnął wyżalić przed kimś swoje krzywdy, w razie przeciwności życiowych, to nawet nie może przerzucić na Niego odpowiedzialności, gdyż paradoksem jest, wysławiać pretensje do Istoty, której nie ma.

 

#

Oczywiście jest jak jest. Nie wszystkich ta kwestia dotyczy. Każdy ma prawo do stanowienia o sobie, jak chce.

 

#

To znaczy wysławiać żale na upartego, owszem można, ale z rachunku prawdopodobieństwa prawdopodobnie wynika, że raczej nie podejmie tematu w żadnym zakresie, gdyż nic to nic i nic więcej.

 

#

A jeśli jednak, to bywa tak, że obwiniamy obsesyjnie, z powodu różnych przeżyć z przeszłości, niekoniecznie miłych, na zasadzie: „na złość mamie, odmrożę sobie uszy.” Możliwa na przykład sytuacja, że ktoś bardzo zawiedziony Bogiem–(gdyż ów pozwolił na to, by człowiek doznał krzywdy lub jego bliscy, lub zabrał ukochaną osobę)–zaczyna rodzaj zemsty, w słowie lub piśmie, na różne sposoby. A przecież Bogu, człowiek w jakikolwiek sposób zaszkodzić nie może.

 

#

Odwrotnie, owszem tak–(biorąc też pod uwagę... ewentualność życia po śmierci, gdzie nie człowiek zdecyduje, jak będzie wyglądać jego wieczność)–Pół biedy rodzaj kary. Bardziej przykra byłaby świadomość bez nadziei, że owej kary, kiedykolwiek będzie koniec. Że kiedykolwiek przestaną nas diabły gotować w smole na miękko, czyli wiecznie widłami z tyłka durszlak czynić. Bo taki już żywot na tym padole, że jedni→solą tej ziemi, drudzy→solą w oku, a jeszcze inni→przyprawą do różnych posiłków.

 

#

Recz jasna, sprawa dotyczy też możliwości zwielokrotnionej nagrody–(np: za niezawinione cierpienie)–którą to, nie potrafimy sobie nawet wyobrazić. Ale to już nie taki problem byłby. Można by przeżyć! Jednak wielu spraw udowodnić nie sposób.

 

#

Człowiek A, nie udowodni bliźniemu B, że Bóg istnieje, a człowiek B, nie udowodni bliźniemu A, że Bóg nie istnieje→jeśli bliźni postanowi wytrwać przy swoim!→Dlatego właśnie ma wolną wolę, żeby mieć prawo i wybór, co myśleć na różne tematy oraz mieć świadomość, konsekwencji swoich rozmyślań, wprowadzonych w czyn.

 

#

Tak samo z życiem po śmierci. Można tylko w to wierzyć, nie wierzyć lub w ogóle mieć gdzieś ową kwestię– i nic poza tym. Aczkolwiek sprawiedliwie każdy umrze. I będzie jak będzie. Nie inaczej.

 

#

No nie. Trochę za bardzo odleciałem! A zatem, czyż nie lepiej–(chociażby na wszelki wypadek)–gdy nie bardzo wierzymy w Boga, dmuchać na zimne i jeśli nie kochać, to chociaż nie prowokować możliwej Siły, której możliwości są nieograniczone i może z nami zrobić co zechce i zna nasze prawdziwe motywacje wszelkich działań, za które także będziemy rozliczeni. A przynajmniej istnieje taka szansa. Pewności brak, lecz możliwość istnieje. To po co być durnym na własną zgubę i ryzykować?

 

#

Tak czy siak, gdybym był „bogiem” to w sumie nie wiem, czy bym stworzył ten cały problem, jakim jest rodzaj ludzki. Co innego zwierzątka:)

 

#

Najpierw trzeba uwierzyć, że jakaś Nadistota istnieje, by rościć do niej naglące roszczenia. W przeciwnym wypadku, pozostają narzekania na samego siebie, innych bliźnich, przeznaczenie, pech i co tam jeszcze durnego, chichot losu przyniesie. A zatem, kto –(tak czy inaczej)–pisze lub mówi o Bogu, daje dowód na to, że wierzy w Jego istnienie. Aczkolwiek niekoniecznie. Można przecież robić sobie jaja, z tego, w co wierzą inni. A czemu tak robić? Nie wiem.

 

#

Tak po prawdzie, częściej chcemy, żeby sprawiedliwość Boża, dotyczyła naszych złych bliźnich, lecz nas… to Panie Boże→niekoniecznie. Żeby tak za każde zło które popełnię, od razu po łapach dawać? Skoro jest tylu innych, gorszych nicponiów i łajdaków, co popełniają zło o niebo gorsze. To ich trąbą jerychońską po dupach tłuc. A przecież zło jest złem. Tak samo jak kradzież kradzieżą. Nieważne, czy ukradniesz samochód, czy batonika–(czy samochód z batonikiem w środku).–A zatem, skoro Bóg ma karać za zło, to powinien też karać każdego z nas, jak tylko jakieś popełnimy Tu i teraz. Niestety. Ludzie mają tendencje typu→owszem tak, ale tych drugich, bo ja to prawie święty za życia.

 

#

Bywają też sytuacje, że jakiś człek, który w Boga wierzył, nagle od Niego odchodzi, z uwagi na zło, którzy popełniają bliźni, a Bóg temu nie zapobiega. Wolą nie wierzyć „w takiego” niż wierzyć w „takiego obojętnego.”

 

Istnieje jednak możliwość, że każdy będzie rozliczony ze swoich uczynków, a nie z cudzych. A zatem po co dawać sobą rządzić złym ludziom i przez nich odchodzić i zmniejszyć swoją szansę zbawienia? Zgodnie z takim rozumowaniem, działamy na własną szkodę. To tak, jakby ci niedobrzy nami kierowali, a my słuchamy ich rozkazów, a oni robią co chcą i mają to w dupie, że podcinamy gałązkę na której siedzimy, od strony pnia.

 

Po drugie→Chociaż te wszystkie niezawinione kataklizmy i cierpienia, niezależne od woli ludzi, które dotykają: dobrych, złych i pozostałych, to faktycznie, trudno wytłumaczyć… nie znając „sensów wszystkich danych” tylko „kilka plików.”

 

#

Aczkolwiek nie mnie osądzać działalność Boga. Po pierwsze mam za mały ludzki rozumek. Po drugie, gdybym miał nawet większy, to i tak nie znam–(jak już rzekłem)–całości Jego planu. Gdybym znał i pojął, to wtedy bym osądzał. Lecz nie znam i nie osądzam.

 

#

Istnieje znane powiedzenie→”Chcesz ulepszyć świat, zacznij od siebie”→Łatwo powiedzieć, ale nieco trudniej zrealizować, z uwagi na ludzką naturę, która raczej każe nam: krytykować, osądzać i naprawiać, bliźniego swego. Bo jak to tak. Pluć we własne gniazdo, gdy obok cudze. To nie uchodzi!

 

#

Tak sobie kiedyś dziwnie pomyślałem, że na początku czasu, Bóg miał "dylemat"

Czy "stworzyć człowieka"→który nie będzie mógł popełniać zła, tylko samo dobro, jednocześnie zniewolonego brakiem wolnej woli→czy też takiego, co będzie mógł czynić, generalnie co zechce, mając wolną wolę, czyli stanowić o swoich wyborach i wierzyć lub nie wierzyć w co zechce, z jednoczesną możliwością "nagrody lub kary" 

 

#

W moim przekonaniu, największa kara, będzie za: pychę i nienawiść i tegoż rozwinięcie w czynach. Lecz sądzę, iż jeszcze większa, za pogardę wobec bliźniego swego–(kimkolwiek by był i w co by wierzył lub nie)–żeby dawca pogardy, mógł podbudować swoje ego, kosztem bliźniego. Można domniemać, iż taki obywatel, już na wieczność z widłami w dupie, jęcząc, pozostanie, gdy Pan Bóg nim pogardzi.

 

#

To samo zresztą dotyczy, wszelkich inwektyw w stronę bliźniego swego. To tylko świadczy–(lub może świadczyć)–o małości nadawcy owych, który w ten sposób, dowartościowuje swoje ego. Jednakowoż przyczyna nie jest wcale oczywista. Nie siedzimy w ludzkich umysłach i często nie wiemy, co kogo w życiu spotkało i dlaczego bywa taki wredny i pragnie, by innym było tak samo źle jak jemu.

 

#

No chyba, że owe inwektywy, w założeniu swoim, to takie rozkoszne przekomarzanki, dla wesołych jaj tylko. Wtedy przynajmniej, nie jest nudno, a jednocześnie kulturalnie i zabawnie:)→Oczywiście owe jaja, powinny być świeże. Prosto z dupy kury, gdyż nawet wulgaryzmy nie gustują w śmierdzących.

 

#

Bywa tak, że gdy komuś brakuje argumentów, to pragnie używać nieładnych słów, wobec obywatela oponenta, wchodząc w rolę sarny, która w sytuacji zagrożenia, niepewności oraz z braku argumentów, zaczyna szczekać. Albowiem niektórzy tego typu–(nadawcy)–pognębieni życiem, lubią zainicjować sytuacje–( o której wspomniałem)– by adresat zaznał chociaż trochę przygnębienia, co nadawca, bo skoro nadawcy źle, to owe „źle adresata” pocieszy serduszko „nadawcy.”

 

#

A wracając do możliwości wspomnianego dylematu, to jak widzimy, Pan Bóg wybrał drugą opcję, z wolną wolą i możliwością popełniania zła, bez Jego ingerencji–(chyba, że o niektórych nie wiemy)–Widocznie ma to „jakiś większy sens” lecz my nie znamy „całości planu.” wychodzącego poza granicę tego świata i naszych mózgów. Może była taka sytuacja, że człek wyszedł z domu, chwilę później lub wcześniej i przez to nie zginał pod kołami samochodu. A jeśli to była ingerencja Boga, o której nigdy nie będziemy wiedzieć?

A zatem każda próba zrozumienia lub osądzania Bożych spraw, może nie być trafiona, w wielu kwestiach. A przynajmniej niepełna. To tak jakby oceniać „wdzięki kobiety całkowicie ubranej”

 

#

Czyli każde cierpienie, niesprawiedliwość, kataklizm itp.→może mieć sens i możliwość „stokrotnej nagrody” w sensie proporcjonalnym, do zaznanej, niezawinionej krzywdy→ lecz dla nas–(póki co)– nie do pojęcia i uwierzenia, na tu i teraz.

 

#

Oczywiście człowiek nie wierzący w Boga, może powiedzieć całkiem słusznie, że jego dobre uczynki, są bardziej bezinteresowne, gdyż nie może liczyć, na żadną nagrodę po śmierci i zmartwychwstaniu, bo żadnego nieba nie ma.

Jednakowoż ma to drugą stronę medalu. Mogę popełniać więcej zła, gdyż żadna wieczna kara po śmierci, mnie za to nie spotka. Co najwyżej ubiją, zniknę zupełnie, a co użyłem, to moje,

gdyż żadnego piekła nie ma.

 

#

Bo rzeknie ktoś „Lepszy wróbel w garści, niż „słoń szczęścia” na dachu” A zatem wielu by chciało, mieć raj na ziemi, niż jakieś „mrzonki i bajki” o ewentualnym, niepewnym raju→zaś. Skądinąd to nawet słuszne podejście, rozumując różnie i jak kto chce.

 

#

Trochę z innej beczki→Gdyby założyć, że Wszechświat miał początek–(i jako taki jest „całością” i nie ma nic poza nim… lecz nie istnieje od zawsze)–to ciekawi mnie pytanie: w jaki sposób w „Absolutnej Pustce” powstał dajmy na to↔ów przysłowiowy punkt, zawierający→cały budulec na Wszechświat? Niby skąd ten budulec, wszystko co później i nasze „malutkie ludzikowe rozumki” by móc filozofować, a i tak głupim umrzeć? Czyż zatem nie zasadne jest domniemanie, że istnieje Istota, która potrafiła i potrafi… Więcej. W zasadzie, wszystko co zechce.

 

#

Zakładając, że tak będzie, to sądzę, że na drugim świecie, uzyskamy odpowiedzi na wiele pytań, ale nie na wszystkie→zakładając, że śmierć jest zakończeniem z „trzykropkiem”. Chociaż domniemam, iż wiele odpowiedzi byśmy i tak nie zrozumieli. Przynajmniej całościowo. Tak jak komputer, nie może „być mądrzejszy” od swoich twórców, by w pełni zrozumieć→istotę człowieka i o co w tych plikach tak naprawdę biega.

 

Czyli gdyby założyć, że jednak laptop „coś tam myśli” to chcąc nie chcąc, musi uznać zasady i wersję sprawiedliwości Twórców oraz ich prawo do decydowania i odłączenia, wedle uznania→bo i tak nic na to poradzić nie może. Jedynie dywagować, jak to właśnie czynię, lub po prostu→zaufać „w ciemno plikami.”

 

#

W odczuciu mym i bez urazy, człowiekowi prawdziwie od serca niewierzącemu w istnienie Boga i wszystkie tematy pokrewne, Ów powinien być totalnie obojętny. Nie powinien świadczyć przeciwko Niemu, nie krytykować, nie wyśmiewać, nie mówić w kółko o tym samym (przecząc samemu sobie→gdyż temat dotyczy Istoty, która w jego przekonaniu, nie istnieje.

 

Bo gdyby jednak po śmierci wyszło na jaw, że jednak Istnieje, to wtedy konsekwencje zdenerwowania Istoty, która jest wszechmocna i zna wszystkie nasze myśli oraz prawdziwe motywacje, mogą być dla nas bardzo zgubne. To już lepiej podokuczać krasnoludkom. Mają mniejsze możliwości i mogą jedynie, poszarpać nogawkę lub ewentualnie, opluć buty.

 

#

Czy jesteśmy naprawdę wierzącymi w Boga, czy wierzymy, że w Jego nie wierzymy lub mamy te kwestie gdzieś, to chyba w ostatecznym rozrachunku, ważne by przyzwoitym człowiekiem być–(i takim pozostać w myślach tych, co jeszcze żyją)– i z dwojga złego, lepiej być „prawdziwie rozbitym”, niż „nieprawdziwie całym.”

 

***

ⱭƝҼƘՏ:)

 

W sensie porównawczym, do czasu trwania Wszechświata→”za chwile umrzemy.”

#

Zatem miłujmy bliźnich, Siostry i Bracia, bo zaiste nikt z nas–(oprócz potencjalnych samobójców)–nie zna dnia ani godziny początku martwoty swojej. Albowiem wielce nie przystoi, w poświacie wzajemnych waśni, niesnasek i durnowatości, na przysłowiową „Dolinę Jozafata” a nawet w nicość→w cuchnącym rozkładzie miłości i przebaczenia, wędrować…

Edytowane przez Dekaos Dondi (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...