Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Cmentarz wieczorową porą, przeważnie na powierzchni pusty. Czasami jedynie lekki ciepły wietrzyk zaszeleści smutno, płosząc liście z nagrobków powiewem przeminięcia, jakby niewidzialny anioł, białym skrzydłem dla porządku zamiatał. Jeżeli ma w sobie trochę więcej sił, można też usłyszeć dźwięk rozbijanego znicza. Trwa krótko i nagle zamiera. Niekiedy ruda pocieszna wiewiórka, pokonuje cichym tuptaniem, wąski chodnik, dzielący cmentarne kwatery. Tym razem, nieco zdenerwowana, gdyż przebiegła po czyiś butach.

 

Kraina Podziemnych, nie jest w nocy zamknięta. Nie ma takiej potrzeby. Miasteczko nieduże. Nawet nikt nie kradnie. Życie przemija leniwie. Tylko trochę szybciej, niż na wspomnianym cmentarzu. Zardzewiała brama odstrasza nieco swoim wyglądem, lecz tutejsi strachliwi nie są, a pomalować nie ma kto. Większość grobów zadbana, a ograbiane jedynie z liści, jeżeli komuś, tego typu symbol zmartwychwstałej natury, przeszkadza.

 

Właśnie zauważa jakieś zwierzątko. Smyrnęło mu po butach. Przyjechał do miasteczka w odwiedziny, a przyszedł w to miejsce, z ciekawości, by pooglądać groby. Szczególnie te starsze, z zielonym nalotem lat minionych. Te mu najbardziej podchodzą. Symbolizują bardzo wiele.

 

Księżyc w pełni. Poprzez ciemne liście, prześwituje blade światło. Maluje powłóczystą poświatą nagrobki. Długie cienie wystają gdzieniegdzie na chodnik, niczym cienkie ręce pochowanych. Lubi takie widoki. Ten nieuchronny klimat. Nagle słyszy krótki skrzypiący dźwięk, zardzewiałej furtki. Ktoś wszedł na cmentarz.

 

W miasteczku chociaż niewielkim, sklepiki różnej maści. Spożywcze na przykład i takie jakby przemysłowe. Jest nawet niewielka apteka oraz dość duży, jak na panujące warunki, sklep z pamiątkami. Do nabycia przeróżne rzeczy. Rękodzieło też. A czasami można tak trafić, że zdziwienie pewne, widząc na półkach wystawione towary.

 

Nie bardzo go obchodzi, że ktoś wszedł. Dwóch na cmentarzu, to jeszcze nie tłok. Raczej nie będą sobie przeszkadzać. Spaceruje nadal po różnych alejkach, między ciemnymi tujami. Nie wszędzie są, ale jest ich sporo. Mnisi, którzy strzegą zasad gry. Nie rozmyśla w ten sposób, będąc raczej racjonalnym w rozumie. Właśnie depcze podłużne cienie. Jeden z nich, trochę drgnął. Nawet zauważył ten szczegół, ale w końcu wieje lekki wiatr, więc w sumie nic dziwnego.

 

Od wczoraj, półka w pamiątkarskim mniej waży. Brakuje jednego eksponatu. Ktoś przyszedł i kupił, wyrzucając pieniążki z różowej świnki. Sprzedawca nie był zdziwiony. Zna osobę i wie, że ma różne pomysły. Lecz nie wie wszystkiego.

 

Przystaje na środku na rozdrożu alejki. Szpaler wspomnianych drzewek, w poświacie księżyca, oświetlającej rzędy nagrobków, wygląda wprost cudownie.

 

Niewielka miotełka zgarnia liście z cmentarnej płyty, nowego gróbu. Jeszcze bez gości wewnątrz. Uszykowany na przyszłość. Gdy ostatni listek spada na ziemię, te same ręce kładą zabawkę na zimny kamień.

 

Z furtki odpada skrawek rdzy. Znowu jej trochę ubyło. Nic dziwnego. Miejsce po temu. Stalowy łańcuch wiszący na bramie, błyszczy czarnymi plamami, w srebrzystym świetle.

 

Wyczuwa za sobą cichy szelest. Wiatr nieco silniejszy, zatem nie wzbudza to w nim niepokoju. Lecz ciekawość jak najbardziej. Spogląda do tyłu, obserwując wszystko przed sobą. Blisko niego spada otwarty znicz. Płomień gaśnie, a dźwięk trwa krótko i nagle umiera, ukołysany ciszą.

 

Słyszy bicie własnego serca. Nagle wie, że ktoś za nim stoi. Nie widzi rzecz jasna osoby, ale cienie ma przed sobą dwa. Zachodzą na siebie. Ten drugi jest mniejszy. Wtem słyszy całkiem sympatyczny głosik:

 

– Zagra pan ze mną? Proszę!

 

Zza jego pleców, wychodzi mała dziewczynka i staje przed nim. Na twarzy, okolonej złotymi kędziorkami, promieniuje łobuzerski uśmiech. Ma na sobie białą, błyszczącą sukienkę. Taki śliczny, cudowny aniołek. Tylko skrzydełek brakuje. Na tle ciemnych grobów, wygląda niesamowicie. Jak biały kwiat, na płaszczu nocy.

Takiego spotkania w takim miejscu, raczej nie przewidywał. Już żywił obawy, że to jakiś straszny potwór, a tu masz. Zwykła dziewczynka.

 

– Powiedz mi dziewczynko, co tutaj robisz po ciemku? Gdzie twoi rodzice?

– To pana nie powinno obchodzić. To znaczy… przepraszam, że tak niegrzecznie powiedziałam. Proszę ze mną zagrać, a później odprowadzisz mnie do domu.

– Ale twoi rodzice, na pewno pełni niepokoju. No pomyśl sama.

– W pewnym sensie jestem sama. Moi rodzice nie żyją. Mieszkam z babcią.

– A babcia żyje? No nie… teraz ja przepraszam.

– Spoko. W porządku. No i jak będzie? Zagra pan?

– A niby w co?

– Też mi pytanie. To najprostsza gra na świecie. Proszę iść za mną. Grób niedaleko.

– Grób?

–To będzie nasz stół. Tam jeszcze nikt nie mieszka. Nie będziemy przeszkadzać.

– A wiesz…. wzbudziłaś moją ciekawość. Chodźmy.

 

Zupełnie blisko płotu, jest stożek z miękkiej ziemi. Niewielki, ale widoczny. Z małego kopczyka wystaje ludzka kość.

 

Mężczyzna i dziewczynka siedzą po obu stronach pustego nagrobka. Gdyby spojrzeć z boku, widok raczej niesamowity, biorąc pod uwagę scenerię wokół. Biała sukienka wyraźnie widoczna, na tle czarnego marmuru, będącego w tle i całego szpaleru dalszych grobów. Światło księżyca błądzi po nagrobnej płycie, jakby szukając miejsca do wiecznego spoczynku. Siedzą już przez chwilę, nic nie mówiąc. Jakby coś miało nastąpić. W końcu słychać słowa:

 

– No to w co gramy?

– A co to ciebie obchodzi. Ojej, znowu przepraszam. To tak zabawa.

– Dziwna jesteś. Wiesz?

– Wiem.

– Na czym polega gra?

– Już mówiłam. Ile razy mam tobie powtarzać? Nic prostszego nie może być… rzuty kościami.

– Kościami? Masz na myśli: takie kostki do gry?

– Słuchaj uchem, a nie brzuchem.

 

– Jesteś niegrzeczną dziewczynką.

– Już mówiłam. To taka zabawa.

– Czyli co robimy?

– Ty rzucasz, później ja rzucam i tak na przemian. Kto wyrzuci więcej, zdobywa punkt… kto zdobędzie łącznie więcej, zostaje uczestnikiem nagrody. Rzutów jest niedużo. Tylko 111 dla każdego. Mówiłam, że proste.

– Uczestnikiem nagrody? Nie bardzo rozumiem.

– Bo to ma być niespodzianka. No co, gramy?

– Tak. Rzucajmy.

 

W miasteczku wielkie zamieszanie. Zaginęła dziewczynka. Wnuczka tej sympatycznej babci. Sprzedawca rzecz jasna wielce pomocny. Mówi wszystkim, że wpadła do niego, by kupić nową zabawkę, oryginalnie zapakowaną. Nie wie, co było w środku. Nie zaglądał. To zawsze ma być niespodzianka. A gdyby zajrzał, to mógłby wypaplać przed dzieckiem. Bywały różne rzeczy, ale żadne nie były groźne.

 

Prawie w równych odstępach dobiegają odgłosy stukania kości, o nagrobną płytę. Gra w toku. Rzucają naprzemiennie. Raz mężczyzna, raz dziewczynka, która zapisuje punkty czerwoną kredką, w swoim dzienniczku. Na początku zdobywa więcej, lecz nagle sytuacja radykalnie ulega zmianie. To przeciwnik zaczyna wygrywać i odczuwać satysfakcję. W końcu mu powiedziała, kilka przykrych słów. Nie bierze tego poważnie… ale jednak. Chyba wygra. Zasłużył na to.

Tylko niestety... na niego to działa. Na nią: nie.

 

Wszyscy mają problem, dokąd mogła pójść. Babcia bardzo ją kocha, ale miewa z nią kłopoty. Wnuczka potrafi wyjść bez pytania, nie wiadomo gdzie. W końcu mieszkańcy pomyśleli, że może poszła do pobliskiego lasu. Idą, żeby jej szukać.

 

Gra dobiega końca, a on nagle zdaje sobie sprawę, że coś jest nie tak. Bardzo nie tak. Za bardzo pochłonięty prostą grą i możliwością wygranej, nie zauważa, że świat wokół wygląda inaczej, a raczej pozostaje taki sam, ale jest coraz większy, po każdym rzucie. Aż nagle dociera do niego powaga sytuacji, lecz nie może przestać grać. Usilnie chce przerwać, ale nic z tego.

 

Widzi też ręce dziewczynki. Są teraz ogromne, a kostki sporych rozmiarów. Ledwo może udźwignąć, żeby rzucić. Odgłos stuknięcia, rani uszy. Ciemne tuje, teraz bardzo wysokie, prawie dotykają nieba. Jego głowa, lekko wystaje nad nagrobkiem. Dostrzega wielką kostkę, a na niej sześć oczek. Patrzą na niego żółtymi ślepiami. Chwyta ją. Rzuca. Nie może przestać grać. Słyszy słowa:

 

– Niedługo finał. Wszystko wskazuje na to, że wygrasz. Oczekuj radośnie niespodzianki. Będziesz jej częścią.

 

Całe szpalery ludzi przeczesują las. Dziewczynki ani śladu. W końcu ktoś wpada na pomysł, że może poszła na cmentarz. Na cmentarz. A niby po co?

 

Dopiero teraz zauważa to coś, blisko pionowej tablicy, żeby nie zawadzała w grze. Pyta sam siebie w myślach: co ja najlepszego zrobiłem. Uległem pokusie, by zagrać. I o co? O dziecięcą niespodziankę, związaną z tym czymś? No tak. To nawet było zabawne, ale przecież… jej odzywki chociażby. Ma coraz większą kołomyjkę w głowie. Kim ona jest? Czy tak na co dzień, czy tylko tu. O czym ja w ogóle myślę. Chyba mnie zupełnie porąbało. Ale fakt jest faktem.

 

Słyszy ostatnie stuknięcie. Gra skończona. Wygrał.

 

Wielu ludzi idzie w kierunku cmentarza. Mają nadzieję, że tutaj ją wreszcie znajdą. Wierzą, że całą i zdrową. Ktoś zauważa krew na łańcuchu wiszącym na bramie. To ich trochę zastanawia i wielce niepokoi.

 

Widzi ogromną dłoń. Coraz większą. Słyszy dziewczęcy śmiech. Słodki i przymilny. Po chwili gnieciony w ogromnych żywych kleszczach, nie ma szans ucieczki. Czuje zapach potu. Dostrzega protezy na dziecięcych zębach. Trzyma go na wysokości swojej twarzy.

 

– Nie widzę twojej radości. Sprawiasz mi przykrość. Pomimo tego, przygotowałam dla ciebie ładne łóżeczko. Chyba je wreszcie zauważyłeś. No powiedz coś. Fajny z ciebie gość.

 

– Kim jesteś?

– To cię gówno obchodzi… ojej… przepraszam. Naprawdę.

– Cholera jasna. Przywróć mnie do normalnych rozmiarów. Za chwile mi kości połamiesz.

– Spoko. Nie będą ci potrzebne. Trzeba było nie grać. Jestem tylko małą dziewczynką. Nie miałam tyle sił, żeby cię zmusić. Mogłeś odejść.

– Miałem dziecko zostawić same na cmentarzu?

– Patrzyłeś tylko oczami, słuchałeś tylko uchami…

– Uszami, jak już.

 

 

Ludzie z miasteczka, wchodzą na cmentarz. Niewiele widzą. Za dużo drzew. Jedynie z daleka słyszą cichą rozmowę. To ich napawa nadzieją. Jednemu z nich przebiega po nogach wiewiórka.

 

Twarz dziewczynki jest znowu daleko. Obraca go plecami do siebie. Widzi otwartą trumienkę. Rzeczywiście ładna zabawka. Tylko nocnej lampki brakuje. Nawet jasiek leży w głowach. Posłanie większe i większe. W końcu kątem oka dostrzega boczne ściany. Czuje świeży zapach pościeli. Po chwili wieko, z głuchym łoskotem, zatrzaskuje możliwość odwrotu.

 

Wie, że trumna gdzieś niesiona. Odczuwa kołysanie. Trwa to jakiś czas. Nagle ruch ustaje. Po chwili słyszy odgłosy ziemi, stukające o dach. Wie, że raczej stąd nie wyjdzie i nie pozna tajemnicy, kim ona tak naprawdę była. Brakuje mu tchu. Leży ściśle dopasowany do świata, który wybrał. A poza tym, twarzą w dół. Niski sufit dotykający pleców, uniemożliwia obrót i ewentualną próbę oswobodzenia. Dostaje napadu klaustrofobii. Może to i lepiej – myśli sobie. – Szybciej nastąpi koniec.

 

~~~//~~~

 

– Dziewczynko! Co tu robisz na cmentarzu? Wszędzie ciebie szukamy. Babcia wiecznie zapłakana. Przecież zaczyna świtać. Masz tu kurteczkę. Na pewno tobie zimno.

– Nie jest mi zimno. Naprawdę. Grałam w fajną grę.

– Grę? Tu? Jaką?

– Ale najpierw przed wejściem wiewiórka mnie ugryzła. Wytarłam rączkę o łańcuch.

– Ugryzła? Co jej zrobiłaś?

– Nic nie zrobiłam. Podskoczyła i ugryzła.

– Musimy iść do lekarza. Może była wściekła.

– Może.

– Powiedz nam jeszcze, w co grałaś, bo to wszystkich ciekawi. Pan sprzedawca nie wiedział, co tam było.

– Ja wiedziałam.

– Skąd?

– Nie wiem. Chodźcie ze mną.

 

Dziewczynka idzie z przodu. Pozostali z tyłu. Blisko płotu jest mały świeży grobek.

 

– To tu. W śmieszną grę i w pogrzeb.

– W co?

 

Klęka przy świeżym grobie, bierze kawałek płaskiego kamienia i zaczyna kopać. Po chwili wyciąga białą trumienkę i zdejmuje wieko.

Wewnątrz leży: szmaciana lalka.

 

~~~//~~~

 

Po jakimś tam czasie

 

– Tu posterunek policji. Słucham.

– Mój mąż zaginął. Błagam, znajdźcie go. Proszę.

– Proszę zachować spokój. Podać...

– Uspokoić? Czy was tam zupełnie pogięło... ojej przepraszam.

 
 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...