Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Mogłaby bratnia lub siostrzana etyka i w ich głowach zabrzęczeć, tak jak szmer pszczoły, czy bąka. A te sympatyczne owady jak wiadomo żyją kolektywnie.

 

Jednak politycy... to ciemna strona samców alfa. Mający jedynie władzę na względzie. Od wieków nie liczący się z dobrem grupy, którą udało im się podporządkować do czasu, gdy nadejdzie duchowa rewolucja.

 

Dziękuję za serduszko.

 

 

Edytowane przez Rafael Marius (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To prawda. Dla mnie szkoła podstawowa z naukowego punktu widzenie była nudna, tak samo jak dorośli.

 

Wyjątkiem był wujek, który był terapeutą młodzieżowym w szkole specjalnej dla subkultur. Ten umiał dotrzeć do mnie świetnie i wiele mnie nauczył mądrych rzeczy, które przydają się do dziś.

Ale on z racji swojego zawodu interesował się tym, czym młodzi żyli, a nawet był o kilka kroków do przodu, w awangardzie. Zatem miał świetną komunikację z nastolatkami.

 

Jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni, a co tu dużo gadać większość z nas dorosłych nie pociągają już kolejne mody, nie śledzimy najnowszych trendów kulturowych, nie chodzimy na koncerty i do klubów młodzieżowych. Nie mamy pojęcia jak z młodymi rozmawiać.

 

Czyli nic się nie zmieniło. Nauczyciele nie są tu żadnym wyjątkiem, przynudzają niezmiennie od wieków tak samo i nie chce im się włożyć wysiłku w zrozumienie bieżącej kultury swoich uczniów, która podlega ciągłym zmianom i trzeba by być pasjonatem zawodu, by za tym nadążyć. A takich jest mało. Większość jest z negatywnego wyboru.

 

Według mnie tu jest błąd systemowy, coś takiego jak szkoła nie powinno istnieć. Zresztą przez 99,99% historii ludzkości takiego wynalazku nie było.

 

 

 

Edytowane przez Rafael Marius (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Cieszy mnie, że zaciekawiło.
Jestem wędrowcem, przez religie i duchowości. Od dziecka mnie to interesowało. Gdy miałem 10 lat przeczytałem w wakacje całą Biblię, którą dostałem w spadku po stryjku.

 

Właśnie na niej nauczyłem się czytać, bo wcześniej to było tylko składanie sylab, co nie zawsze kończyło się sukcesem. Wychodziło zupełnie inne słowo od tego, które czarno na białym na papierze widniało. Nie wiem jak to się działo.

 

Nie doceniałem tej umiejętności. Zdawała mi się nie potrzebna, jednak Biblia tak mnie zainteresowała, iż pojawiła się motywacja i w tydzień nauczyłem się lepiej czytać niż przez 3 lata szkoły podstawowej.
Rodzina uznała to za cud spowodowany przez Słowo Boże.

Ja raczej sceptycznie.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Rafael MariusWspomniałeś Biblię, którą również przeczytałem całą parokrotnie. Tak zwana duchowość jest otwarta na nowe i myślę, że tak powinno być. Religie, są schematami i jak wiemy z historii świata, nie zawsze pokojowo nastawione. Pozdrawiam Cię serdecznie. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Na ten mam to faktycznie systemowi wiele zrobić się nie da, a już na pewno nie w pojedynkę. Można jedynie go wyłączyć we własnym życiu, co mnie się póki co całkiem nieźle udało.

 

Jednak z czasem  masowa bezsilność przekształca się w siłę i przynosi nieuniknioną rewolucję.

 

Dziękuję za serduszko i komentarz.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ano właśnie tak zwana duchowość z braku lepszego słowa. Choć i ten wyraz ostatnio został dość gruntownie wyszargany przez różnych internetowych głosicieli modnych obietnic.
Z kolei słowo religia kojarzy się z czymś skostniałym, które dawno już straciło wszelką świeżość i trzyma tylko się siłą rozpędu i przyzwyczajania.

 

Jasne. Duch człowieka zgodnie ze swą naturą nie powinien stać w miejscu, bo to oznacza cofanie się do tyłu.
Niestety jest całkiem odwrotnie. Badania pokazują iż nic nie jest tak usztywnione u ludzi jak przekonania religijne, a wiedza na te tematy u większości Polaków jest na poziomie dziecka komunijnego.

 

To bardzo mnie cieszy. Ja również i czytam do dziś nie bojąc się kreatywnych interpretacji.
Uważam się za chrześcijanina, lecz póki co nie chodzę do żadnego zboru, ale to ze względów zdrowotnych.

 

Jak się poczuję kiedyś lepiej to się wybiorę. Mam dwa na oku, takie w których stawiają przede wszystkim na relacje, sposób życia i pomaganie innym, a nie na to w co kto wierzy. Znaczy się jest wolność w tym temacie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Rafael MariusRafaelu, wolmyslicielstwo brzmi być może lepiej niż duchowość.
Duch człowieka to nie to samo co jego umysł, a jak wiemy umysł zaprogramowany potrzebuje czasu na odtworzenie.
Biblia posiada wiele interesujących ksiąg dla każdego bez względu na światopogląd.
Życzę Ci zdrowia i serdecznie pozdrawiam. :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wolnomyślicielstwo to raczej w Polsce kojarzy się z masonerią. Oni sami siebie tak często określają, gdy ktoś zapyta o ich światopogląd, raczej do swoich lóż się nie przyznają. Niektóre z nich są nawet tajne.

 

Na poziomie pojęć to niby co innego. Wiele słów powstało, by dzielić człowieka na części dla lepszego zrozumienia.
Tak jakby skierować punktowe światło na jedną część człowieczeństwa, by się jej lepiej przyjrzeć.

 

Wyróżniamy ducha, duszę, ciało, umysł, ego, świadomość, podświadomość, pamięć, emocje, uczucia i wiele innych.
Jednak są to tylko określenia tej samej jedności, której źródło jest w Bogu, od którego wszystko pochodzi.

 

Opublikowano

@Rafael Marius

Ciekawe podejście, rezygnacja ze szkół

 

Są kraje biedne, gdzie szkolnictwo jest płatne. Nie każdego na nie stać. I dzieciaki niewykształcone, tworzą najuboższe warstwy społeczne. Nie wiem, czy rezygnacja ze szkół pchnęłaby nas cywilizacyjnie do przodu. Chyba nie.

 

Problem z dotarciem do młodzieży to jedno. I tu się z Tobą zgadzam. Ale likwidacja szkół, to ograniczanie możliwości do rozwoju dla młodych. Jak się nie uczysz, to pracujesz, kradniesz, albo żebrzesz. Tak to działa.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Szkoła jest fundamentem systemu, po to została stworzona przez Bismarka, by wytresować ludzi do pracy w rodzącym się przemyśle i służbie w armii. Jej celem jest odczłowieczenie zarówno uczniów jak i nauczycieli.

 

Na ten moment nikt nie musi chodzić do szkoły w Polsce. Jest nauczanie domowe i coraz więcej osób z tego korzysta.
Wcale nie trzeba być bogatym. W klasach 1-3 najczęściej wystarcza wiedza rodziców, by zrealizować wymagany program.
A potem ludzie łączą się większe grupy i dzielą się obowiązkami, kto co umie. Najtrudniej znaleźć kogoś do przedmiotów ścisłych. Jednak ludzi dobrej woli nie brakuje. Takie nauczanie jest tańsze niż w normalnej szkole, a wszystkie statystyki pokazują że lepsze.
Wielopokoleniowa rodzina też może być dużą pomocą w realizacji nauczania w domu.

 

Moim początkowym nauczaniem zajmowała się babcia, a prababcia uczyła mnie rosyjskiego, bo była nauczycielką tego przedmiotu.

Ojciec przedmiotów ścisłych na wszystkich poziomach edukacji (inżynier). Nikt tak dobrze nie tłumaczył jak on.

Mama języków, jest filologiem z wykształcenia, zna ich 8.

Ciocia muzyki i gry na pianinie, gdyż to jej profesja.

Wujek malowania, bo to jego zawód.

Stryjek religii, ostatecznie był księdzem. Po nim odziedziczyłem Biblię.

Dziadek biologii, bo to była jego pasja. Umiał tworzyć nawet nowe odmiany roślin i zdobywał za to nagrody.

Moim wychowawcą był z kolei inny wujek, terapeuta młodzieżowy, gdyż znał się na tym świetnie.

 

Niestety za moich czasów nie było domowego nauczania, za to był obowiązek szkolny.

Jednak cała rodzina niespotykanie zgodnym chórem przeciwstawiała się chodzeniu do szkoły.

Zatem bywałem tam w kratkę szczególnie w klasach 1-3. W trzeciej przez całe półrocze nie pojawiłem się ani razu. Bawiłem się na podwórku, wbrew pozorom nie sam.

A w ósmej to już bywałem tylko gościem na jakiś tam zaliczeniach.

 

Pozostaje tylko pytanie , jak zapewnić socjalizację dzieci z nauczania domowego. Jednak i z tym sobie rodzice radzą tworząc różne grupki wokół zainteresowań. Zresztą w szkołach teraz też jest kiepska socjalizacja, a czasem gdy się źle trafi może być nawet patologiczna.
A jeśli chodzi o mnie to ja sobie sam zapewniałem socjalizację i to taką, że każdy by mógł pozazdrościć.

 

Ktoś mógłby powiedzieć, że nie każdy ma taką rodzinę. To prawda, jednak gdy zbierze się kilkanaście wielopokoleniowych rodzin z okolicy i nauczanie będzie prowadzone w kilku osobowych grupkach to daje się zrobić. I ludzie tak teraz robią.
Do mnie wtedy też mogłoby powiedzmy pięcioro dzieci dołączyć, ale tak się nie stało, bo uwierzyli systemowi.
Ich strata, bo po takim nauczaniu byliby w liceum i na studiach jedni z najlepszych.

 

Jeśli chodzi o szkołę średnią to tu już jest znacznie trudniej zapewnić młodzieży nauczanie w domu. Ale to już nie są dzieci. Mają już całkiem nieźle ukształtowane fundamenty człowieczeństwa i nie przerobi się już ich tak łatwo na trybiki systemu.
Jest też wiele ciekawych alternatywnych propozycji nauczania  w szkołach społecznych.

 

 

A z tym, że bez edukacji jest bieda i patologia to się naturalnie zgadzam. I właśnie dlatego szkoły powinno nie być. Jest ona tylko pozorem edukacji i wychowania, a tak naprawdę jest źródłem patologii, a w szczególności psychopatologii.

 

Z tegorocznych danych wynika iż 50% uczniów ma zdiagnozowane jakieś zaburzenie psychiczne, a ile do tego należy doliczyć niezdiagnozowanych. Jest też bardzo wysoka tendencja wzrostowa.

 

Moja klasa w podstawówce była dość dokładnie badana w ramach eksperymentu naukowego i wyszło około 30 % zaburzonych.
Również 1/3 chodziła na psychoterapię, a 2 osoby były leczone psychiatrycznie.
Nietrudno się domyślić, że mnie w tym odsetku nie było, bo z tą degenerującą instytucją mało miałem wspólnego. Chodziłem tam w celach towarzyskich, szczególnie uczennice mając na względzie.

 

 

 

Edytowane przez Rafael Marius (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Rafael Marius

Jeśli mowa o nauczaniu w domu, to jest to jakieś wyjście. Dochodzi indywidualne podejście do ucznia, i brak styku z zagrożeniami, jak agresja kolegów, czy narkotyki

Ale dla mnie to dalej szkoła, tylko w innym wydaniu. 

Nauczanie w domach jednak najczęściej sporo kosztuje, więc nie każdego na to stać

Nie każdy ma osoby z wiedzą i podejściem pedagogicznym w rodzinie

 

Tak czy inaczej, szkoła niesie wiele zagrożeń. Z tym się zgadzam. I zaburzenia u młodzieży, o których mówisz, nie są fikcją

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        @Leszczym Pełnej symetrii nie ma, bo kobiet jest nieco więcej:) Obserwacja podpowiada mi, że kobiety są bardziej narażone na cierpienie, ale może się mylę. Dzięki:)    
    • @vioara stelelor Dziękuję za te słowa. Właśnie o to "przewartościowanie" mi chodziło- o przejście od marzeń do rzemiosła życia. Czasami trzeba najpierw pobrudzić ręce w glinie, żeby poczuć, że ma się na cokolwiek wpływ. Cieszę się, że ta energia do Ciebie dotarła. @Natuskaa Bardzo miło słyszeć, że ta wizja do Ciebie przemówiła! To połączenie surowej gliny ze szlachetnym złotem wydało mi się najlepszym sposobem na opisanie tego, jak piękne mogą być nasze wspólne "naprawy". Dziękuję za komentarz i również ciepło pozdrawiam! :) @Stary_Kredens Kredensie, dziękuję za te słowa! Tęsknota to dobry początek, ale w tym wierszu chciałam zamienić ją w działanie. Nawet jeśli to tylko marzenie, warto zacząć lepić te garnki, choćby po to, by poczuć ciepło ognia. Pozdrawiam serdecznie!
    • @Myszolak A ja na to powiem, że człowiek szuka w drugim człowieku punktu odniesienia, potwierdzenia wartości i rezonansu z nim. Osobiście nie uważam, by twórcę do publikacji dzieła popychała jedynie próżność - to, że przeglądamy się w lustrze (opiniach, wrażeniach, konstatacjach innych ludzi), nie oznacza, że czynimy to wyłącznie, by podziwiać swoje odbicie. Jest to po prostu... zmiana punktu widzenia, która może wnieść nową perspektywę.   Spróbuję to zobrazować. Załóżmy, że słowa to ubrania, a poeta to stylista. Osoba, która skomponowała zestaw nie zostawia go w szafie - ale wkłada na siebie (czyli zapisuje wiersz). Dlaczego ma w tym nowym stroju zostać w domu? - Naturalnie może, ale jeśli pokaże światu stylizację - poszerza zakres modowych możliwości, wnosi świeżość, inspirację czy po prostu - cieszy oko. Lub... nie. I to też ma wartość, bo klaruje estetykę innych ludzi.   Mój poprzedni komentarz intencjonalnie miał dosyć radykalny charakter, by ktoś... mógł się ze mną nie zgodzić. Dlatego niezmiernie cieszy mnie Twoja wypowiedź - stawiasz mi opór, choć nie odrzucasz całkowicie mojego punktu widzenia - pogłębiasz go. Dziękuję. 
    • @vioara stelelor To ciekawe spostrzeżenie! Ta "gęstość" jest zamierzona – miała oddawać natłok bodźców i duszny klimat cyfrowego świata, w którym często sami czujemy się zagubieni. Poezja, podobnie jak Lukasówka, czasem musi mieć w sobie odrobinę cierpkości, żeby wydobyć prawdziwy smak. A który fragment wydaje Ci się najbardziej niejasny?
    • @Somalija oj są:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...