Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

I.

 

      Tamten płacz dzieci Wołynia,

Niesie się wciąż nocami przy pełniach księżyca,

Usiłując wciąż poruszyć rządzących sumienia,

Będąc niesłyszalną przestrogą z ubiegłego stulecia…

 

Gdy powieje wiatr przeszłości,

Z bliskim sercom Polaków kresów dalekich,

Niesie wraz z sobą powiew przestrogi,

Szepcząc o niegdysiejszych czasach mrocznych…

 

Znad naszych ukochanych kresów wschodnich,

Niosą się dla nas nieśmiertelne nauki,

By przenigdy nie ulegać żądzy nikczemności,

Nigdy swej duszy nie zatapiać w nienawiści…

 

Znad dalekich stepów Ukrainy,

Niesie się nocami płacz polskich dzieci,

Ofiar tamtych zbrodni straszliwych,

W przepełnionych nienawiścią  czasach możliwych…

 

Pamięć o tamtych niezliczonych zbrodniach,       

Do  sumień naszych nocami puka,

Gdy snem znużona przymknie się powieka,

Odmalowując w snach obrazy kresów dalekich,

 

Pamięć o tamtych niezliczonych cierpieniach,

Do serc naszych nieustannie przemawia,

Zatapiając w łzach niewidzialnych nasze uczucia,

Patriotyzmu, litości, współczucia i męstwa...

 

 

II.

 

Tamten płacz dzieci Wołynia,

Z ubiegłego stulecia do współczesnych przemawia,

Wymowniej niż dziesiątków zakłamanych polityków słowa,

Dla których zbędnym balastem jedynie bywa Historia,

 

I powszechna w ich głowach niechęć zrozumienia,

Tamtych z ubiegłego stulecia mechanizmów szaleństwa,

Które masy oszalałego z nienawiści chłopstwa,

Pchnęły do najstraszliwszego w dziejach Europy ludobójstwa…

 

Gdy najstraszliwsze w dziejach świata akty okrucieństwa,

Zrodziła zwyrodnialców chora wyobraźnia,

Za niesłyszalnym podszeptem szatana,

Zaklętym w pełnych nienawiści odezwach,

 

Wygłaszanych zawzięcie po starych cerkwiach,

Przez niejednego opętanego nienawiścią popa,

By bezbronnych Lachów bez litości rezać,

Nie szczędząc niewiast ni dziecięcia…

 

By będąc ślepo posłusznym ideom Doncowa,

Pławić się w wszelakich okrucieństwa aktach,

Miłosierdzia ni litości nie okazując cienia,

Grzebiąc ulotne wspomnienia wspólnego sąsiedztwa,

 

By za podjudzeniem Kłyma Sawura,

Szatanowi swe dusze tysiącami zaprzedać,

Zwiedzeni mętną pokusą zrabowania Lachom bogactw,

Gromadzonych  w pocie czoła przez poprzednie pokolenia…

 

III.

 

Tamten płacz dzieci Wołynia,

Tłumiący wówczas więznące w gardłach słowa,

Zrodzone w zachrypłych od rozpaczliwego krzyku krtaniach,

Spojrzeniem oczu jedynie wykrzyczane przed obliczem świata,

 

Krzyczące szeptem o tamtych szczytach draństwa,

Jakich wstydziła się cała kresowa ziemia,

Gdy sąsiad w serce sąsiada,

Nóż zaostrzony skrycie wymierzał…

 

Gdy niegdyś na Wołyniu dalekim,

Ludzie zawistni, krnąbrni, chciwi,

Zamierzyli rozlicznymi zbrodniami,

Majątki swych sąsiadów podstępem przywłaszczyć…

 

Gdy odziani w ukraińskie chłopskie sukmany,

Ściśnięte sowieckiego typu żołnierskimi pasami,

O północy przekraczali polskie zagrody,

Uzbrojeni w bagnety, piły, siekiery,

 

Rzucając w stogi siana płonące pochodnie,

Wyłamując siekierami drewniane okiennice,

Wyważając drzwi domostw walące się z łoskotem,

Rozpoczynali swych nocnych mordów orgie...

 

Gdy łatwo było zetrzeć sumienia wyrzuty,

Wraz z spluniętą śliną przydeptaną w ziemi,

A z niedopałkiem papierosa wyrzuconym za plecy,

wyrzucić swą wrażliwość w otchłań zbrodniczej ideologii…

 

IV.

 

Tamten płacz dzieci Wołynia,

Zaklęty w maleńkich skrzących łzach.

Skrywał prawdę o kresowych pokoleń cierpieniach,

O tamtych strasznych dla starców i niemowląt  nocach...

 

Gdy kresowych ziemian kamienne mogiły,

Kruszyli banderowcy wielkich młotów uderzeniami ,

By rozkruszone w ziemię się zapadłszy,

Z biegiem lat zarosły chwastami…

 

Kresowych starców drewniane laski,

Wyrwawszy im uprzednio z rąk ich spracowanych,

Z wściekłą furią na ich głowach rozbijali,

Rozniecając śmiertelne wewnętrzne krwotoki…

 

Pojmanych kresowych młodzieńców piękne lica,

Tonęły niebawem w krwawych siniakach,

Gdy ślepych ciosów zapamiętała furia,

Na ich głowy z wściekłością spadała…

 

Kresowych niemowląt drewniane kołyski,

Z nienawiścią w oczach kopnięciami wywracali,

Rozbijając z wściekłością niewielkie ich główki,

O rodzinnych domów pobielane ściany,

 

By w otulonych mrokami nocy chatach drewnianych,

Jasnoczerwonej niemowląt krwi ślady,

Na będących milczącymi świadkami ścianach białych,

Strasznym świadectwem tamtych zbrodni pozostały…

 

V.

 

Tamten płacz dzieci Wołynia,

Których niekiedy w niemowlęctwie zgasła iskra życia,

Pośród pożóg i mordów szaleństwa,

Powiewem nienawiści trwale zdmuchnięta,

 

Gdy nie rozumiały przyczyn nienawiści,

Która spadała na ich jasnowłose główki,

Tępych zardzewiałych siekier ciosami,

By roztrzaskać niewielkie ich czaszki,

 

Gdy przybijane były za rączki,

Do niedbale ociosanych ław drewnianych,

Mchem otulonych pośród traw wysokich,                  

W cieniu wiejskich chałup wapnem pobielanych,

 

By swymi maleńkimi rączkami,

Nie mogły objąć już matek ukochanych,

Na Ich oczach bestialsko mordowanych,

Na ołtarzach zbiorowej opętańczej nienawiści,

 

Gdy rozżarzone żelazne pręty,

Przytykano z bestialstwem do ich matek piersi,

Tych które niegdyś je wykarmiły,

Pośród niemowlęctwa chwil beztroskich,

 

By ostatecznie je upodlić,

Pośród szalejących pożarów krwawych płomieni,

Brutalnie odbierając resztki godności i kobiecości,

Na oczach maleńkich dzieci…

 

VI.

 

Tamten płacz dzieci Wołynia,

Zaklęty w porywistych wiatru podmuchach,

Snuje się nocami po niepamięci bezdrożach,

U porośniętych chwastami kapliczek szukając zrozumienia…

 

Zrozumienia tamtych barbarzyńskich czynów,

Rodem z najstraszniejszych sennych koszmarów,

Niewyrażalnych przez tysiące najrozpaczliwszych słów,

Zaistniałych na jawie w wielkiej wojny cieniu…

 

Gdy przebijane były widłami,

Pośród bezradnych matek krzyków rozpaczliwych,

Które z zaciśniętymi na szyjach powrozami,

Na ratunek nie mogły się rzucić,

 

By zasłonić je własnym ciałem,

Choć przed tym jednym śmiertelnym ciosem,

Zadanym z nienawiścią rzeźniczym nożem,

Niegodnym dotyku najświętszej krwi ludzkiej…

 

Gdy bestialsko wrzucane były w ogień,

By nieokiełznanym swym żarem,

Zadawszy uprzednio niewysłowione cierpienie,

Spopielił ich wątłe ciałka maleńkie,

 

By ślad po nich żaden nie został,

Wszak jak szklanka wody czysta,

Miała być przyszła banderowska Ukraina,

W zamroczonych nienawiścią chorych umysłach wyśniona…

 

VII.

 

Tamten płacz dzieci Wołynia,

Zaklęty w skrzących maleńkich łzach,

Które utonęły niegdyś w rozległych krwi kałużach,

Uronione z niejednego dziecięcego oka,

 

Zdaje się wciąż przypominać,

Do współczesnych Polaków z dalekich kresów wołać,

O wsiąkniętych w kresową ziemię niezliczonych krwawych łzach,

Będących milczącymi świadkami bezmiarów okrucieństwa…

 

Pośród źdźbeł zielonej trawy,

Dziecięce skrzące maleńkie łezki,

Tajemniczym zroszone blaskiem księżycowym,

Zaklęły w sobie tamte straszne obrazy,

 

Niewyobrażalnego cierpienia kilkuletnich dzieci,

Zadanego im przecież przez dorosłych ludzi!

O świcie prostodusznych gospodarzy ubogich,

O zmierzchu krwawych katów okrutnych…

 

Gdy z drewnianych kołysek wyrywane za nóżki,

Wrzucane były do kamiennych studni,

By maleńkich główek śmiertelne rany,

Niewinnym istotom życie odebrały,

 

By kamienne zimne studnie,

Zroszonym księżycowym blaskiem mchem otulone,

Lata później przez sowietów z ziemią zrównane,

Były zarazem zapomnianym Ich grobem…

 

VIII.

 

Tamten płacz dzieci Wołynia,

O godne Ich pochówki z przeszłości wciąż woła,

By choć niewielka kamienna mogiłka,         

Maleńkie ich ciałka godnie upamiętniła…

 

Choć pomimo dziesiątek lat upływu,

Nie otrzymały często godnych pochówków,

Na niewielkich nagrobkach morza kwiatów,

Wiązanek biało-czerwonych róż,

 

Pomordowanych bestialsko na Wołyniu dzieci,

Polska przenigdy nie zapomni,

Gniazda orle Ich pomnikami ,

Pod firmamentem wyszywanym skrzącymi gwiazdami,

 

Majestatycznie płynące po niebie śnieżnobiałe chmury,

Ich skomponowanymi z białych róż wieńcami,

Skrzące czerwone słońce niknące za wzgórzami,

Ich nagrobnego znicza płomieniem jasnym...

 

Na kresach jesiennych wiatrów powiewy,

Ich rzewnymi pogrzebowymi mowami,

Zaś starych uschniętych drzew konary,

Ich symbolicznymi bezimiennymi nagrobkami…

 

Szumiące smętnie płaczące wierzby,

Wylewającymi nad nimi łzy żałobnikami,

Przecinające zachmurzone niebo skrzące pioruny,

Honorowymi dla nich salwami...

 

- Wiersz napisany dla uczczenia osiemdziesiątej rocznicy ludobójstwa na Wołyniu.

Opublikowano (edytowane)

@Kamil Olszówka W niedzielę byłam z synkiem na placu zabaw, takim większym nie osiedlowym i dzieciaki ukraińskie bawiły się w wojnę i bunkier, nasze też próbowały im dorównać w ekspresji i szybkości biegania. Potrzebna jest rzetelna praca edukacyjna z obu stron, by pamiętać i nie powtarzać błędów...

Edytowane przez Somalija (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...