Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

NOT STANDING UP TO ANY LOGIC KABARET ZWANY "ŻYCE" WYMYKAJĄCY LOGICE


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

NOT STANDING UP TO ANY LOGIC

KABARET ZWANY "ŻYCE" WYMYKAJĄCY LOGICE

 

Stand up comedians are people conveying truth of life in jokes. Komicy stand-up to ludzie, którzy w żartach przekazują prawdę o życiu

 

Victoria Skladchikova, a female stand-up comedian, about one of her ex-boyfriends. Wiktoria Składcikowa, kobiecy stand-up komik, opowiada o swoim byłym chłopaku.

 

He told me:
- I really like you, I like you, I like your character, I like your appearance, that's pity, however, that you are not from Moscow and from such a family!
- From what family?
He must have watched one of my stand-up shows.
-Well, one of such...
By the way, after that  I called a taxi and left. I lived in the district of Dynamo that time. A month later he wrote to me:
- Would you like to see me?
- No, I don't want to, why should I mix your blue blood with my unfiltered wheat blood.

 

Powiedział mi:
- Bardzo cię lubię, lubię cię, lubię twój charakter, podoba mi się twój wygląd, szkoda jednak, że nie jesteś z Moskwy i jesteś z takiej rodziny!
- Z jakiej rodziny?

Chyba już oglądał jeden z moich stand-upów.
- Cóż, jednej z takich....
Nawiasem mówiąc, po tym zadzwoniłam po taksówkę i wyszedłam. Mieszkałam wtedy w dzielnicy "Dynamo". Miesiąc później napisał do mnie:
- Czy chciałabyś mnie zobaczyć?
- Nie, nie chcę, po co miałabym mieszać twoją błękitną krew z moją niefiltrowaną pszeniczną krwią.

 

 

The only thing I want to say about the educational system is that I don’t know how it was in other cities, but in our city this system was somehow terrible. Do you know what they practiced? The classroom. is entered by our class teacher, we are all in a small town, she knows your whole family, but she still comes in and says in front of the whole class: "Let those who live without fathers raise their hands, like those who belong to the poor, because we will now write down and calculate who of our pupils are to receive free buns".

My God, why not to ask everyone separately, without hurting the child's psyche. What if the boy I like sits next to me, and I have to raise my hand. Another point, I still cannot understand why I was asked to raise my hand to confirm that I was from a poor family? Once I refused to raise my hand in that situation, and they asked me, "Oh, why don't YOU raise your hand?"

 

Jedyne, co chcę powiedzieć o systemie edukacji, to to, że nie wiem, jak było w innych miastach, ale w naszym mieście ta systema była jakoś okropna. Czy wiesz, co oni praktykowali? Klasa, wchodzi nasza wychowawczyni, wszyscy jesteśmy w małym miasteczku, ona zna całą twoją rodzinę, ale mimo to wchodzi i mówi przed całą klasą: "Niech ci, którzy żyją bez ojców, podniosą ręce, tak samo jak ci, którzy należą ubogim, bo teraz będziemy spisywać i obliczać, kto z naszych wychowanków ma otrzymać darmowe bułeczki".
Mój Boże, dlaczego nie zapytać każdego z osobna, nie raniąc psychiki dziecka. Co jeśli chłopak, który mi się podoba siedzi obok mnie, a ja muszę podnieść rękę. Kolejna kwestia, wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego zawsze proszono mnie o podniesienie ręki, aby potwierdzić, że pochodziłam z biednej rodziny? Kiedyś odmówiłam podniesienia ręki w takiej sytuacji, a oni zapytali mnie: "Oj, dlaczego TY nie podniesiesz ręki?"

 

 

Although my father left the family, he lived not far, he fell  in love with  a Gypsy woman. A Gypsy woman, such as one imagines a Gypsy woman, and she was like that. As to us, when some of our pieces of clothing were worn out, well, of course, people also gave us their things, and we offered 'em those of ours in exchange for those of theirs too. Since the Gypsies lived nearby, they were the very folks to whom our mother gave our pieces of clothing, the ones which were already small-sized for us. Well, one day I visited my father and saw my old hat on his Gypsy wife's head,  it was quite funny ha ha to see that hat having gone around right to her!

 

Chociaż mój ojciec opuścił rodzinę, mieszkał niedaleko, zakochał się w Cygance. Cyganka, taka jak sobie wyobrażasz Cygankę, a ona taka była. Co do nas, to kiedy część naszych ubrań była znoszona, no cóż, oczywiście ludzie też dawali nam swoje rzeczy, a my ofiarowaliśmy im też nasze. Ponieważ niedaleko mieszkali Cyganie, to właśnie im mama dawała części garderoby, które były już na nas za małe. Otóż któregoś dnia odwiedziłam ojca i zobaczyłem swój dawny kapelusz na głowie jego cygańskiej żony, to było całkiem zabawne ha ha widzieć jak ten kapelusz przechodził jej w kółko!

 

 

Once when I worked as a reporter, I was a crime  reporter, we were called to the scene by some drunks. We entered from the entrance side and saw them sitting very sad and having a wake for someone and drinking without clinking glasses as it should be in such a case. We asked whom they  were remembering. And they said that their crony Sashka* who fell from the balcony over there, so "that's all, folks"!
- When did it happen?
- About 10 minutes ago.

They went on with drinking while we went out to the balcony, looked downwards, but there was no one under it. We are like that,
-Have you told lies to us?
And that very moment their crony Sanyacomes in! He descended from the fourth floor, alive and kicking! As if nothing had happened!
They all in chorus,

- Just look at him, he's alive!
And from that moment they began to celebrate this very event.

 

Kiedy pracowałаm jako reporterka, pracowałam jako reporterka od spraw kryminalnych, kiedyś przyszliśmy na wezwanie do jakichś pijaków, i wchodzimy, a oni siedzą, i my wchodzimy od tej strony wejścia, a oni siedzą tak smutno, wspominając o kimś, nie brzęcząc kieliszkam  jak to trzeba pić na stypę. Pytamy ich:
- Kogo wspominacie? Mówią:
-Saszku*, który spadł tam z balkonu, a teraz jest skończony!
Pytamy:
- Kiedy to się stało?
- Chyba 10 minut temu.
One piją, a my wychodzimy na balkon, patrzymy w dół, a pod nim nikogo nie ma. Jesteśmy tacy:
- Okłamiecie nas?
W tej chwile wchodzi ich kumpel Sania*
! Zszedł z czwartego piętra cały i zdrowy! Jakby nic się nie stało!

Oni:
-Wyglądasz jak na żywo!
I natychmiast zaczęli świętować to wydarzenie.

 

* Sasha, Sashka, Sania is Alexandre. Sasza, Saszka, Sania to Aleksandr. 

 

 

Somehow women get sick and get a long  treatment, and in general, whatever they do all lasts long. They flock and get sick, and they are taken to hospitals. My grandmoms have spent in hospitals for ten years, all in all, I think so... With grandpas everything is simpler, I had two of them. I'd been phoned at daybreak,
- Your grandpa has passed away!
- How has it become possible?! Just yesterday he was doing somersaults while drunk! How?! Explain it to me! This is a mystery! Agree that this is but weird at least!

 

W jakiś sposób kobiety długo chorują i długo się leczą, i generalnie wszystko, co robią, trwa długo. Gromadzą się, chorują i trafiają do szpitali. Moje babcie spędziły w szpitalach dziesięć lat, w sumie, tak myślę... Z dziadkami wszystko jest prostsze, miała ich dwóch. Dzwoniono do mnie o świcie,
- Twój dziadek nie żyje!
- Jak to stało się możliwe?! Jeszcze wczoraj robił salta po pijanemu! Jak?! Wyjaśnijcie mi to! To jest tajemnica! Zgadzam się, że jest to co najmniej dziwne!

 

 

No, he came out like this, all in black, very cool, with his belt, everything about him was as it should be. He came out on the stage, his musicians played like this, he had got a white guitar, his hair was like this, he started singing that song:

 

"I'm not going to foretell,
But for sure once  I'll be again,
Even in one hundred years,
Back to the land of no fools, but geniuses..."

 

I felt then like this:
(Voice: Are you talking about Tal'kov?)
- Well, why was I born so late?

 

Nie, wyszedł tak, cały w czerni, bardzo fajny, z paskiem, wszystko w nim było takie, jakie być powinno. Wyszedł na scenę, jego muzycy grali tak, miał białą gitarę i takie włosy, zaczął śpiewać tę piosenkę:

 

"Nie przepowiadam,
Ale na pewno jeszcze wrócę,
Nawet za sto lat,
Do kraju nie głupców, lecz geniuszy...
"

 

Czułam się wtedy tak:
(Głos: Mówisz o Talkowie?)
- Cóż, dlaczego urodziłem się tak późnej?

 

The song "Once I'll be back again" by an iconic Russian Rock musician of the 90s shot dead on the stage. His graffito with the lyrics quoted above by Viktoria. Piosenka "Jeszcze wrócę" przez Igoria Talkowa, zabitego za kulisami kultowego Rock muzyka lat 90. w Rosji. Jego graffiti z powyższym tekstem zacytowanym przez Wiktorię.

 

 

And what if you and I go not to Turkey, but straightly towards our dreams, to France. We'll order a tour round the cemeteries from him (from the poet Yevgeny Soya), then, as I've got to learn from his verses, he drinks wine, and this is, after all, a common interest, I'll tell him that  I also like to visit cemeteries in Moscow. That's all! In the evening we are drinking wine, in the morning we are smoking in bed. I think it's a perfect plan!

 

A co jeśli ty i ja nie pojedziemy do Turcji, ale pojedziemy do naszych marzeń, do Francji. Zamówimy u niego (u poety Jewgienija Soja) oprowadzanie po cmentarzach, potem, już zrozumiałam z jego wierszy,  że pije wino, a to już jest wspólne zainteresowanie, mówię mu, że w Moskwie też lubię chodzić na cmentarze. Finisz! Wieczorem  pijemy  wino, rano palimy w łóżku. Myślę, że to  jest idealny program!

 

 

When they ask me
- What if you have got a star fever?
- I wish I had, but life always puts me in my place. And I had many vivid examples of this. Tonight  the loo in my home went out of order, but I have a show. People there give me flowers, some soft toys. At night I return home with those flowers, with those soft toys,  an I, like this, go in and put these flowers in a bucket, I just haven't got a big vase, and I, like this, forgive me my French, I say to me myself,
- And now, Victoria, we gonna take shit in a plastic bag or what?!

 

Kiedy mnie pytają
- Co jeśli się zarazisz chorobą gwiazdorstwa?
- Chciałbym, ale życie zawsze stawia mnie na swoim miejscu. I miałam na to wiele żywych przykładów. Dzisiaj zepsuła się toaleta w moim domu, ale mam przedstawienie. Ludzie tam dają mi kwiaty, jakieś pluszaki. Wracam nocą do domu z tymi kwiatami, z tymi pluszakami, i tak, wchodzę i wkładam te kwiaty do wiadra, bo po prostu nie mam dużego wazonu, i tak sobie, przepraszam za wyrażenieki, mówię do siebie,
- A teraz, Wiktorio, będziemy srać do plastikowej torby, czy co?!

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

THE END KONIEC 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Women's stand-up shows are very lovely! Victoria's character likes to visit cemeteries, and avoids the dirty language as much as possible.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Kobiece stand up występy  są bardzo urocze! Postać Victorii lubi odwiedzać cmentarze i jak to tylko możliwe unika wulgarnego języka.

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Evgeniy Soya is one of dozen most popular net poets touring round the world and making a living by reciting their poems. Now he is in Irkutsk, now in Paris, now... . Neobeatnik. A rolling stone! 

By the way, he's considered to be a living classic. 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Jewgienij Soja jest jednym z dziesięciu najpopularniejszych poetów internetowych, podróżujących po świecie i zarabiających na życie recytacją swoich wierszy. To w Irkuсku, to w Paryżu, to... . Nowy beatnik. A rolling stone! 

Nawiasem mówiąc, jest uważany za żywego klasyka.

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MUR ZAPIAŁ (X3)

       

      Ciepło w sercu mym
      Wzrok wlepiony w puste szkło,
      U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak
      Siedzieliśmy: ja, mój kumpel Tim,
      I drugi kumpel, Jo...


      Chcieliśmy wypić piętnastki cały smak;
      Jo ubzdurał se, że jest jak Voltaire,
      A Tim, Don Juanem być chciał,
      I ja, najdumniejszy w melanżu tym,
      Ja chciałem, bym swój szlak miał...

      A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR,
      Wychodząc z hotelu "Kur Zza Piał",
      Pokazaliśmy tyłki im i nienaganny bon ton, bo i co?

      Śpiewaliśmy im tak:

      "Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się,
      Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się!"

      Ciepło w sercu mym
      Oczy wpatrzone w balon Cointreau,
      U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak
      Ja, mój kumpel Tim,
      I drugi kumpel, Jo
      Chcieliśmy spopielić dwudziestki gorzki smak:

      Voltaire poszedł w tan, jak w dym,
      A Casanova - nawet się nie waż, bo...
      A ja, ja, dalej najdumniejszy z nich,
      Byłem prawie tak pijany jak.. niech mnie to...

      A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR,
      Wychodząc z hotelu "Kur PIAŁ!"
      My zaśpiewaliśmy im tak:

      "Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym bardziej po pieprz...
      Ony! Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się!"

      Serce ciężkie od łez,
      Jak kołek w ziemię wbity wzrok
      Przy barze hotelu "Bażant PiaU":
      Pan Adwokat Joseph
      I Pan Radca Timothée
      W gronie notariuszy spędzamy czasu tyle, ile kto miał..

      Jojo mówi, co mówi Voltaire,
      A Timothé, co Don Juan,
      A ja, ja, ja, ciągle najdurniejszy z nich,
      Ja o sobie mówię ten sam chłam...

      I, gdy wychodzimy z baru Kur Padł, Naszego baru, Komisarzu Mój,
      Co noc ci z Cechszczególnych-Brak,
      Ci "obesrańcy" pokazują nam zad,
      I śpiewają tak:

      "Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy,  tym głupszy staje się
      Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy,  tym głupszy staje się!"
      Panie komisarzu, ją tylko cytuję, jak
      ...

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Więc przestań mazać się nam
      Wobec tych pięknych pań
      Bo jakiś babochłop
      W jakiś szemrany blond
      Właśnie rzucił cię

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Lecz wiedz, że wiochę robisz tu
      Szlochasz w obecności dam
      Weź się ogarnij już
      Bo jakaś wywłoka, co ledwo tu sięga nam
      Poszła się bujać na bluszcz

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Ale odstawiasz wstyd
      Ludzie się dziwują nam
      Zejdź na ziemię, bo zaraz zrobisz fik...

      Chodź, Jef, już chodź, no, chodź
      Chodź no, jeszcze w kieszeni mam grosz
      Chodź, bierzemy kurs na przepić go
      W Pod Taki Kur Piał

      Chodź, Jef, chodź, zapomnij złość
      Mam dychę, a jak by to nie dość
      Będę udawał, że jestem hotelu gość...


      Potem pójdziemy coś zjeść
      A rybka pływać ma
      Więc, pstrąg, a może dwa
      I wódka zimna jak stal

      Chodź, dziewczynkom powiedz cześć.
      Zajrzymy Pod Chez Nel
      Albo Aniołek Zla
      Który, szepczą tak, tak wielką... Dyszę ma,
      Że za pół darmo ci da

      Promocja dla takich, jak ty, Jeff,
      Co dupę stracili, a
      Dusza im bluesa gra

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Więc już nie rób tu nam z tego.. Wertera scen
      Podnieś no, ten cały ciała kram
      Co ci zabiera tlen...

      Wiem, na duszy ciężko ci
      Wlec ją trudno, ale, i:
      Wiedz: idą lepsze dni
      Więc przestań w rękaw łkać mi,
      Za kołnierz wylewać drink...


      Jak żołnierz musisz być:
      Żołnierzyk wierny ci, co rzuca się w toń ci..
      Pękł koncept mi.. aha: rzuca się w gąszcz bi..
      Twy, tfu... Jef, powieść nam swe sny

      Ale, Jef, to już nie jest trottoir
      To kino de répertoire
      Płacą jak za Grand Soir: Jef Noir au Pissoir!!!

      Chodź, panienkom rzucić "Ciao!".
      Zajrzymy Pod Jak Bóg Dał
      A potem WC w Szał Ciał
      Pociechę znajdziesz tam być miał
      Choć jak Trasie WZ zwisł ci wał

      Jak wszystkim takim, jak ty, Jeff,
      Co dupę stracili, a
      Dusza im bluesa gra

      Opowiemy sobie, jak
      Jak za czasów dawnych tak,
      Że nie pamięta najstarszy Mag,

      Szmalu było brak,
      Piłeś że mak..., śpiewałeś jak ptak:
      "Kochanie w szlak?"

      Będziemy swoja brać
      Będziemy szczęście brać
      Piijani jak w Kurna Mać
      Będziemy się śmiało śmiać,
      I powiem ci: "Jef, nie jesteś sam!"

      Chodź, Jef, chodź, no chodź, że chodź
      Chodź, chodź, cip, cip,chodź
      Będziemy śpiewać, Jef, chodź, chodź
      Chodź, Jef, chodź, no chodź ...

      Będziemy śnić sobie, że,
      Znowu, jak w pięknym śnie
      Jesteśmy w nawyku, na dnie.
      Wracamy z odwyku...

      Nie!

      Chodź, chodź, Jef, chodź!


       

       

       

       

       

       

       

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Jedno szambo Bob ma z sond, ej!
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      U nas akurat w mieście straszy się nas od kilku lat co pewien czas zamknięciem SORu, więc bardziej bym się tego bała, że na porodówkę przyjdą np z podejrzeniem zapalenia wyrostka robaczkowego ;) bo kto wie, niech najpierw sprawdzą. Tu żartujemy, ale kto nie przerabial na żywo tych dojazdów, bo coś się mniej oplacalo, temu może do śmiechu. Pozdrawiam i dziękuję.       Dziękuję @piąteprzezdziesiąte @Jacek_Suchowicz
    • MUR ZAPIAŁ (X3)   Ciepło w sercu mym Wzrok wlepiony w puste szkło, U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak Siedzieliśmy: ja, mój kumpel Tim, I drugi kumpel, Jo... Chcieliśmy wypić piętnastki cały smak; Jo ubzdurał se, że jest jak Voltaire, A Tim, Don Juanem być chciał, I ja, najdumniejszy w melanżu tym, Ja chciałem, bym swój szlak miał... A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR, Wychodząc z hotelu "Kur Zza Piał", Pokazaliśmy tyłki im i nienaganny bon ton, bo i co? Śpiewaliśmy im tak: "Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się, Każdy burżuj  to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się!" Ciepło w sercu mym Oczy wpatrzone w balon Cointreau, U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak Ja, mój kumpel Tim, I drugi kumpel, Jo Chcieliśmy spopielić dwudziestki gorzki smak: Voltaire poszedł w tan, jak w dym, A Casanova - nawet się nie waż, bo... A ja, ja, dalej najdumniejszy z nich, Byłem prawie tak pijany jak.. niech mnie to... A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR, Wychodząc z hotelu "Kur PIAŁ!" My zaśpiewaliśmy im tak: "Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym bardziej po pieprz... Ony! Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się!" Serce ciężkie od łez, Jak kołek w ziemię wbity wzrok Przy barze hotelu "Bażant PiaU": Pan Adwokat Joseph I Pan Radca Timothée W gronie notariuszy spędzamy czasu tyle, ile kto miał.. Jojo mówi, co mówi Voltaire, A Timothé, co Don Juan, A ja, ja, ja, ciągle najdurniejszy z nich, Ja o sobie mówię ten sam chłam... I, gdy wychodzimy z baru Kur Padł, Naszego baru, Komisarzu Mój, Co noc ci z Cechszczególnych-Brak, Ci "obesrańcy" pokazują nam zad, I śpiewają tak: "Każdy burżuj  to wieprz - Im starszy,  tym głupszy staje się Każdy burżuj  to wieprz - Im starszy,  tym głupszy staje się!" Panie komisarzu, ją tylko cytuję, jak ... Nie, Jef, nie jesteś sam Więc przestań mazać się nam Wobec tych pięknych pań Bo jakiś babochłop W jakiś szemrany blond Właśnie rzucił cię Nie, Jef, nie jesteś sam Lecz wiedz, że wiochę robisz tu Szlochasz w obecności dam Weź się ogarnij już Bo jakaś wywłoka, co ledwo tu sięga nam Poszła się bujać na bluszcz Nie, Jef, nie jesteś sam Ale odstawiasz wstyd Ludzie się dziwują nam Zejdź na ziemię, bo zaraz zrobisz fik... Chodź, Jef, już chodź, no, chodź Chodź no, jeszcze w kieszeni mam grosz Chodź, bierzemy kurs na przepić go W Pod Taki Kur Piał Chodź, Jef, chodź, zapomnij złość Mam dychę, a jak by to nie dość Będę udawał, że jestem hotelu gość... Potem pójdziemy coś zjeść A rybka pływać ma Więc, pstrąg, a może dwa I wódka zimna jak stal Chodź, dziewczynkom powiedz cześć. Zajrzymy Pod Chez Nel Albo Aniołek Zla Który, szepczą tak, tak wielką... Dyszę ma, Że za pół darmo ci da Promocja dla takich, jak ty, Jeff, Co dupę stracili, a Dusza im bluesa gra Nie, Jef, nie jesteś sam Więc już nie rób tu nam z tego.. Wertera scen Podnieś no, ten cały ciała kram Co ci zabiera tlen... Wiem, na duszy ciężko ci Wlec ją trudno, ale, i: Wiedz: idą lepsze dni Więc przestań w rękaw łkać mi, Za kołnierz wylewać drink... Jak żołnierz musisz być: Żołnierzyk wierny ci, co rzuca się w toń ci.. Pękł koncept mi.. aha: rzuca się w gąszcz bi.. Twy, tfu... Jef, powieść nam swe sny Ale, Jef, to już nie jest trottoir To kino de répertoire Płacą jak za Grand Soir: Jef Noir au Pissoir!!! Chodź, panienkom rzucić "Ciao!". Zajrzymy Pod Jak Bóg Dał A potem WC w Szał Ciał Pociechę znajdziesz tam być miał Choć jak Trasie WZ zwisł ci wał Jak wszystkim takim, jak ty, Jeff, Co dupę stracili, a Dusza im bluesa gra Opowiemy sobie, jak Jak za czasów dawnych tak, Że nie pamięta najstarszy Mag, Szmalu było brak, Piłeś że mak..., śpiewałeś jak ptak: "Kochanie w szlak?" Będziemy swoja brać Będziemy szczęście brać Piijani jak w Kurna Mać Będziemy się śmiało śmiać, I powiem ci: "Jef, nie jesteś sam!" Chodź, Jef, chodź, no chodź, że chodź Chodź, chodź, cip, cip,chodź Będziemy śpiewać, Jef, chodź, chodź Chodź, Jef, chodź, no chodź ... Będziemy śnić sobie, że, Znowu, jak w pięknym śnie Jesteśmy w nawyku, na dnie. Wracamy z odwyku... Nie! Chodź, chodź, Jef, chodź! K                   
    • Wszystkim „dzieciom” wojny - ku pamięci Wszystkim „ojcom” i „matkom” wojen - ku przestrodze ++++++++++++++++++ "Wojna się nie zmienia"   Wojnę, żeby robić, trzeba mieć pieniądze, banksterów zaspokoić, prymitywne żądze. Wojna się nie zmienia, i ilekroć się zdarzy, sporo w tym roboty podłych dziennikarzy. Co piszą wysnute z palca informacje, zarabiając tym sposobem na wystawne kolacje. I wraz z establishmentem, prochu nie wąchają, rąk krwi mając pełne, niewinnych udają. O, nieszczęsny człecze, co wojnę wybierasz, w bezsensowną walkę, wysyłając czeladź. Tyś nie bogiem wojny, lecz z piekła pomiotem, więc za swoje czyny trafisz tam z powrotem. Staniesz przed swym Stwórcą, wbrew swej własnej woli, prawnik wraz z doradcą już cię nie wyzwoli. Bóg da ci zapłatę, na którą tak czekasz, walcząc o swe życie w samym środku piekła.
    • @viola arvensis Przepiękny wiersz podnoszący na duchu - a tego było mi ostatnio bardzo potrzeba. A zatem dziękuję podwójnie, bo raz za wysiłek w skomponowaniu tej jakże pięknej, rymowanej poezji, a dwa za słowa wsparcia płynące z mądrości ukrytych w wierszu. Propozycja tytułu? Hmm... Ale czy na pewno warto zmieniać tytuł? Jeśli jednak tak to nie wiem... Hmm... Może "Antidotum" albo "Psalm przemiany"? A dlaczego uważasz, że tytuł "Ukojenie" powinien być zmieniony? Zresztą, tytuł tytułem, ale cała -niewątpliwie wysoka wartość tego wiersza- jest zawarta w jego treści. Naprawdę bardzo dobry -pod każdym względem- wiersz. Bardzo mi się podoba. Dziękuję (podwójnie). Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...