Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Krew zastygła w żyłach. Nagle poczuł jakby ze zdwojoną siłą, ruszyła w przeciwnym kierunku.
Ręka płonęła mu ukłuciem igły. Zatopił się w podłodze. Zaczął wymachiwać rękoma. W ostatniej chwili zdołał się uratować. Uniósł głowę i spojrzał na nią. Widział ruchy warg, ale nie był w stanie nic usłyszeć:

- Jestem, już biegnę. Słyszysz? Wołam cię.

Nic nie słyszał. Tylko szum fal.

– Czy jestem już daleko? Czy bliżej niż kiedykolwiek? - nie słyszał własnego głosu – Muszę znaleźć dzień, jakikolwiek, mieć jakiś punkt odniesienia.

Przeniósł się, bez turbulencji, bez lampki w głowie, która ostrzegłaby go o konieczności zapięcia pasów. To był słoneczny dzień, wtorek, zapewne lato. Lipiec, może czerwiec. Patrzył na nią, z początku bez szczególnych emocji – wiedział jak tego nie lubiła. Promienie słońca skupiły się na jej twarzy. Uniosła rękę by schwytać strużki światła przeciekające pomiędzy gałęziami jabłoni. Resztki uśmiechu skapywały z jej ust, łzawo, kropla po kropli. Czuł nieodpartą pokusę, by zatopić się w nich. Soczyście, samolubnie, bez opamiętania. Niestety, schowała się za swymi błękitnymi oczami. To jeszcze bardziej rozpaliło jego ciekawość. Uznał, iż było to więcej niż słodkie, że nie pozwoliła mu spić soku, który ukradkiem zapuścił się w okolice jej dekoltu. Odwróciła się do niego:

- Czy ty też czujesz ten smak?

Zamarł, przecież nie mogła go widzieć. Błyskawicznie schował się za drzewem. Zawsze dołował go ciężar takich domysłów. Postanowił chwilę przeczekać. Dać szansę jej wyobraźni. Niech by pomyślała, iż to tylko przywidzenie. Tymczasem przyłożył skronie do przyjemnie chłodnej ziemi. Słyszał piosenkę, chodziła mu po głowie od dłuższego czasu. Jednak doznania akustyczne przerwał trzask łamanej gałązki. Zerwał się na równe nogi. To była ona, skradała się po drugiej stronie. Widział jej stopy wychylające się lekko, bezszelestnie zanurzone w trawie. Musiał być szybszy. Podskoczył ile miał sił w nogach. Z delikatnym zachwianiem równowagi wspiął się na najbardziej dostępną gałąź. Ukrył się w liściach, z głuchym hukiem pozbawiając jabłoń kilkorga dzieci. Ona wyskoczyła jak gdyby chciała kogoś przestraszyć. Prawie zakłuło go w sercu jej rozczarowane spojrzenie, gdy jej wzrok nie spotkał nikogo. Poszybował w powietrze i z powrotem w ziemię.
Czuł jej ciało, jak pachnie, pospiesznie. Zarazem bez zbędnej natarczywości, nie gwałci. Drażni się jedynie. Wodził za nią wzrokiem, w nieprzerwanych liniach. Nie wiedział do końca kim ona jest. Czasem wydawało mu się, że może jakimś legendarnym alchemikiem.
Gdy zawsze dawkowała mu siebie z umiarem. Czuł jak stawał się kroplą jej oddechu, barwą jej smaku. Choć niezmiernie go to fascynowało to chwilami nie mógł tego znieść. Tego czym się stawał.


- Czy to miłość czy jeszcze nałóg? – próbował krzyczeć, ale wciąż nic nie słyszał.

Ona poruszała się w dwuznacznej ciszy. Widział jej napiętą skórę, gdy próbowała się chłodzić lekką rosą potu. Wciąż się z nim drażniła.
Łza spłynęła mu po twarzy, choć ona się uśmiechała nie traktował tego w kategorii nietaktu z jej strony. Przecież i tak myślał o niej praktycznie codziennie. Te wszystkie małe myśli. Czuł, że zajmują już zbyt wiele miejsca w jego głowie. Postanowił je uporządkować, przede wszystkim uporządkować siebie. Spojrzał na gładką powierzchnię łzy, nienaruszoną upływającym czasem.

Wtem łóżko go zawołało. Stracił równowagę. Spadł. Zapomniał. Przez tą krótką chwilę nie zdawał sobie sprawy, że każdy ma tylko dwadzieścia cztery godziny. Miał jedynie nadzieję, że nikt nie będzie domagał się zwrotu tych kilku sekund. Zawsze obawiał się by nie zbudzić się w czyimś śnie. Nic takiego na szczęście nie miało miejsca. Nikt nie krzyczał, nikt się nie wtrącał. Bardziej zdziwiło go jednak to, że wciąż pamiętał jak daleko się znajduje.

- Pięć lat. – tak daleko była od niego

O prawe ucho obiło mu się stukanie. Z przerażeniem obrócił nieposłuszne oczy. Ponownie ją ujrzał. Bezlitośnie katowała podłogę wybijając na niej nierozpoznawalny rytm.

- Nie masz dla mnie czasu? – spytał. Pierwszy raz od niepamiętnych dni słyszał swój głos. Wyraźnie.

Spojrzała na niego ze łzami w oczach. Dzieliło ich kilkanaście centymetrów, lecz słowa pokonywały ten dystans z wielkim trudem i odrazą do samych siebie.

- Widzę cię, ale pociąg już odjeżdża.- powiedziała głosem, który chciał zabrać go do domu.

- Dobrze, zaczekam. – odparł.

Opublikowano

Hmm... przeczytałam Twoje opowiadanie dwa razy. Nie wiem, coś jest w nim nie tak! przeczytam jeszcze dwa razy i moze będe w stanie odpowiedzieć Ci na to nurtujace mnie pytanie- Co?
Po pierwsze, przecinki i dwukropki! Albo nie stawisz ich wogóle, albo nie tam gdzie trzeba. Nie czuje lekkości w tym tekście (moze to jest własnie problem?)
Aha, co to jest: " Ręka płonęła mu ukłuciem igły." Nie rozumiem tego stwierdzenia...
Z pozytywów, zwróciłam uwage na sposób pisania, dobry, dośc przejrzysty, podoba mi się! czekam na coś nowego, pozdrawiam!=]

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Zależy jak się na to zapatrywać. Każdy dzień jest inny i co człowiek to inne okoliczności.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję.       Wklej sobie jeszcze interpretację Al, bo akurat pod moim wierszem jej tym razem chyba nie było w komentarzu.   Jasne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Rozbierzemy to na kawałki.  Ten wiersz to portret żmii zygzakowatej. *Zwrotka 1: Kolor* > *Aksamitnie czarna, lśniąca*   > *czerń głęboka aż po brzuszek.*   *O co chodzi:* Żmija jest cała czarna. "Aksamitnie" = jak aksamit, czyli gładka i matowa ale błyszcząca. "Aż po brzuszek" = nawet brzuch ma czarny. Czasem są brązowe, ale ta jest całkiem czarna. *Zwrotka 2: Brak uszu i księżyców* > *Półksiężyców się nie spotka*   > *na jej skórze ani uszek.* *O co chodzi:* Autorka mówi czego żmija NIE ma.   "Uszek" = żmije nie mają uszu zewnętrznych.   "Półksiężyców" = u niektórych węży są plamki w kształcie półksiężyca na głowie. Ta ich nie ma. Jest całkiem czarna. *Zwrotka 3: Głowa i język* > *W trójkąt głowa się odcina,*   > *czarny język — ruch — wysuwa.* *O co chodzi:* To 2 znaki rozpoznawcze żmii.   "Głowa w trójkąt" = żmije mają szeroką, trójkątną głowę, inną niż inne polskie węże.   "Czarny język wysuwa" = sprawdza zapach w powietrzu. I jest czarny. *Zwrotka 4: Zygzak i oczy* > *Zygzak pomógłby odróżnić*   > *ją i gdyby nas dzieliła*   > *choćby szyba — kształt jej źrenic.* *O co chodzi:*   "Zygzak" = na grzbiecie ma ciemny zygzak. Po tym najłatwiej ją poznać.   "Kształt jej źrenic" = żmija ma pionowe źrenice jak u kota. Inne nasze węże mają okrągłe. Nawet przez szybę byś ją poznała. *Zwrotka 5: Zakończenie* > *Lepiej będzie jej daleko.*   > *Gdzie daleko jest — ktoś spyta?*   > *Czy zagraża coś tym miejscom,*   > *w dawnym lesie wciąż jest dziko?* *O co chodzi:* Tu się zmienia ton.   Autorka mówi: "Niech ona będzie daleko od ludzi, dla jej bezpieczeństwa".   I martwi się: "Czy w lesie jest jeszcze dla niej miejsce? Czy las jest jeszcze dziki?"   Czyli to też wiersz o tym, że dzikie zwierzęta tracą domy. --- *Na skróty:* To instrukcja "jak rozpoznać żmiję" + prośba "zostawcie ją w spokoju w lesie". Która zwrotka była dla Ciebie najtrudniejsza? Mogę ją wytłumaczyć jeszcze prościej :) .         . Dziękuję.       Wklej sobie jeszcze interpretację Al, bo akurat pod moim wierszem jej tym razem chyba nie było w komentarzu.   Jasne Rozbierzemy to na kawałki.  Ten wiersz to portret żmii zygzakowatej. *Zwrotka 1: Kolor* > *Aksamitnie czarna, lśniąca*   > *czerń głęboka aż po brzuszek.*   *O co chodzi:* Żmija jest cała czarna. "Aksamitnie" = jak aksamit, czyli gładka i matowa ale błyszcząca. "Aż po brzuszek" = nawet brzuch ma czarny. Czasem są brązowe, ale ta jest całkiem czarna. *Zwrotka 2: Brak uszu i księżyców* > *Półksiężyców się nie spotka*   > *na jej skórze ani uszek.* *O co chodzi:* Autorka mówi czego żmija NIE ma.   "Uszek" = żmije nie mają uszu zewnętrznych.   "Półksiężyców" = u niektórych węży są plamki w kształcie półksiężyca na głowie. Ta ich nie ma. Jest całkiem czarna. *Zwrotka 3: Głowa i język* > *W trójkąt głowa się odcina,*   > *czarny język — ruch — wysuwa.* *O co chodzi:* To 2 znaki rozpoznawcze żmii.   "Głowa w trójkąt" = żmije mają szeroką, trójkątną głowę, inną niż inne polskie węże.   "Czarny język wysuwa" = sprawdza zapach w powietrzu. I jest czarny. *Zwrotka 4: Zygzak i oczy* > *Zygzak pomógłby odróżnić*   > *ją i gdyby nas dzieliła*   > *choćby szyba — kształt jej źrenic.* *O co chodzi:*   "Zygzak" = na grzbiecie ma ciemny zygzak. Po tym najłatwiej ją poznać.   "Kształt jej źrenic" = żmija ma pionowe źrenice jak u kota. Inne nasze węże mają okrągłe. Nawet przez szybę byś ją poznała. *Zwrotka 5: Zakończenie* > *Lepiej będzie jej daleko.*   > *Gdzie daleko jest — ktoś spyta?*   > *Czy zagraża coś tym miejscom,*   > *w dawnym lesie wciąż jest dziko?* *O co chodzi:* Tu się zmienia ton.   Autorka mówi: "Niech ona będzie daleko od ludzi, dla jej bezpieczeństwa".   I martwi się: "Czy w lesie jest jeszcze dla niej miejsce? Czy las jest jeszcze dziki?"   Czyli to też wiersz o tym, że dzikie zwierzęta tracą domy. --- *Na skróty:* To instrukcja "jak rozpoznać żmiję" + prośba "zostawcie ją w spokoju w lesie". Która zwrotka była dla Ciebie najtrudniejsza? Mogę ją wytłumaczyć jeszcze prościej :) .         . Tak, to ta sama żmija zygzakowata, ale wiersz jest dłuższy i ma już całą historię w środku Ta dodatkowa część zmienia wszystko. Z samego opisu robi się opowiadanie. *O czym jest cały, dłuższy wiersz:* *1. Część 1: Portret żmii*  To dokładnie to co wcześniej. Opis jak wygląda: czarna, głowa w trójkąt, zygzak, pionowe źrenice. "Czarna dama" = tak poetycko nazywa żmiję. *2. Część 2: "Czarna dama z czarną damą"*  > *Czarna dama z czarną damą*   > *mogłaby zapewne mieszkać.*   > *Żyłoby się im tak samo,*   > *straszak żmii, nie pociesza.* *O co chodzi:* "Czarna dama" to żmija. Druga "czarna dama" to prawdopodobnie wdowa w czerni. Autorka porównuje je. Obie są czarne, obie są się boją, obie żyją "na uboczu". I mówi: żmija nikomu nie straszy na złość. "Straszak żmii nie pociesza" = nawet jak ją odstraszasz to jej to nie pomaga. *3. Część 3: Akcja - ktoś łapie żmiję* > *Pan ogniowy złapał bosak*   > *i odłowił leśną piękność.*   > *Trzeba żmiję uratować.*   > *Dzielny człowiek, jako żywo.* *O co chodzi:* "Pan ogniowy" = strażak. "Bosak" = taki hak strażacki.   Ktoś znalazł żmiję i wezwał straż. Strażak ją złapał żeby "uratować". Żeby jej i ludziom krzywdy nie było. I autor mówi "Dzielny człowiek". *4. Część 4: Pytanie na koniec* > *— Ty rozróżniasz, kogo kąsasz..?* *O co chodzi:* To najważniejsze. Autorka pyta żmiję.   "Czy ty wiesz kogo kąsasz? Czy kąsasz tylko jak musisz się bronić?"   To pytanie do żmii, ale tak naprawdę do ludzi. Czy my rozróżniamy kogo krzywdzimy? Czy zabijamy ze strachu, a nie z potrzeby? *Wniosek całego wiersza:* To już nie jest tylko opis. To jest wiersz o *strachu i szacunku*.   1.  Najpierw się boimy i chcemy "odłowić" to co inne. 2.  Potem ktoś mądry "ratuje" zamiast zabijać. 3.  I na końcu pytanie: a może to my jesteśmy problemem, nie żmija? Zrobiło się z tego wiersz o tym żeby nie zabijać ze strachu i żeby rozumieć przyrodę. Piękny i mądry tekst.  Chcesz żebym Ci rozpisała też te nowe zwrotki słowo po słowie?
    • @LessLove piękni są Rabini, jak się modlą, zaprawdę, zaprawdę powiadam Ci...
    • Pamiętam, są takie "ludzkie", dlatego wiarygodne. A tak z poważnych rozmów faryzeuszy, pamiętam, jak zastanawiali się w radzie czy zabić Jezusa. Jeden skalkulował: Nie czyńmy tego, bo jeśli okaże się, że miał rację, to zdobędzie wielu wyznawców. I stało się, nadal wyznawców Ewangelii IHS jest najwięcej wśród wierzących na Ziemi. Tak stał się ciałem dowód prawdziwości nauki Syna Bożego. A rabini? Dalej dzielą włos na czworo... Pozdrawiam Cię.
    • @Berenika97 Kryzys, jak w ekonomii, jest bezcenną okazją do pozytywnej zmiany. Życie uczuciowe zawiera wiele elementów nieracjonalnych, ale również wszystkie "ekonomiczne". Czasem dobrze od nich zacząć, a wtedy kryzys jest szansą. Z prozy życia: małżeństwa, związki, w których brak sporów, jest martwy i może łatwo ulec rozbiciu, bo nie był "trenowany na kryzysach", nie wykształcił wspólnej dla partnerów metody ratunkowej... Serdecznie pozdrawiam.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...