Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Optymistyczna wizja machine (dual)


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Optymistyczna wizja

 

Marzyciel Dobromir z wsi Babki

chciał zgrzeszyć z sąsiadką bez wpadki.

Co trzeba to nabył

i poszedł do baby.

Po fandze zrezygnował z randki.

 

*

 

Sex machine

 

Kolekcjoner uniesień z Bombaju
pragnął w pełni się oddać kochaniu.
Rzucił pracę, rodzinę,
by w niecałą godzinę
paść trupem po morderczym oraniu.

 

 

___

21 sierpnia obchodzimy Światowy Dzień Optymisty i Międzynarodowy Dzień Seksu

 

 

 

Edytowane przez ais (wyświetl historię edycji)
  • ais zmienił(a) tytuł na ***
Opublikowano

Niech będzie po mojemu:)

Marzyciel Dobromir - wieś Nosy Poniatki
chciał zgrzeszyć z sąsiadką ale bez wpadki.
Co trzeba to nabył
i poszedł do baby,
Skutek - wydatki i na grobie bratki.

Pozdrawiam serdecznie.

  • ais zmienił(a) tytuł na Optymistyczna wizja machine (dual)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...