Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

  Po kolejnym tygodniu dopracowaliśmy zestaw urządzeń. Siedzieliśmy przy tym całymi dniami, do domów chodziliśmy tylko na kilka godzin. Nie potrafiliśmy się oprzeć fascynacji. Aż Gina zaczęła się nami interesować i donosić nam jedzenie z fast foodów. Relacje z Giną już dawno nam się poprawiły. Przebaczyła nam niestosowność Jacka. Choć formalnie była naszą sekretarką, to tak naprawdę byliśmy zgraną paczką przyjaciół. Traktowaliśmy ją jak kumpelę i ona nas tak samo, choć doskonale rozumiała, że pracujemy nad czymś bardzo ważnym i fascynującym. Jak nas poznała lepiej, to zrozumiała, że choć jesteśmy młodzi i pracujemy na luzie, to robimy coś, co wymaga ogromnej wiedzy i intelektu. Z czasem coraz lepiej pojmowała, że pracuje z ludźmi nieprzeciętnymi i coraz bardziej dawało się wyczuć jej dystans do nas, jako do kogoś znacznie od niej znaczącego. Zauważyłem, że z coraz większą niepewnością przychodzi jej spoufalanie się z nami. Poza tym wygadała się kiedyś, że znalazła sobie chłopaka.
  Skonfigurowaliśmy zestaw urządzeń w ten sposób, że po włączeniu generatora cząstki, komputer kwantowy separował wybraną składową sygnału i przesyłał bezpośrednio do zestawu dekodera w czasie rzeczywistym. Na głównym monitorze mieliśmy obraz tego co widzi wybrany przez nas człowiek, a na monitorze dodatkowym, w tym samym czasie widzieliśmy obrazy jego wyobraźni. W głośnikach słyszeliśmy rzeczywiste dźwięki oraz jeśli nie były po angielsku, to tłumaczenie w czasie rzeczywistym. Wypowiadane i słyszane słowa słyszeliśmy normalnie, a myśli podsłuchiwanego, dla rozróżnienia o ton niżej. Zaobserwowaliśmy ciekawe zjawisko. Człowiek w czasie wypowiadania słów najczęściej o niczym więcej nie myśli. 
W ten sposób byliśmy w stanie poddawać pełnej inwigilacji w czasie rzeczywistym, wybrane przez nas osoby. Każdego kto żyje na tym świecie. Każda transmisja mogła trwać maksymalnie około 15 minut. Tyle stabilnie pracował Teddy. Potem należało zresetować system i rozpocząć od początku. Przed takim sposobem inwigilacji nie było żadnej technicznej bariery. Zdawaliśmy sobie oczywiście sprawę, że nie jest to etyczne działanie i z pewnością łamaliśmy prawo oraz naruszaliśmy prywatność ludzi, jednak wiedzieliśmy również, że odkryliśmy nadzwyczajne zjawisko i jego badanie, nas naukowców, wcale nie musi krępować w żadnym zakresie. 
A poza tym nikomu nie robiliśmy  krzywdy. Szybko przekonaliśmy się, że podglądanie ludzi może być naprawdę ciekawe a jednocześnie zdawaliśmy sobie sprawę, jak niebezpieczne mogłoby być nasze odkrycie, gdyby dostało się w niepowołane ręce. Jak wiele zła można by wyrządzić światu i jak bezbronna byłaby każda armia, a nawet cywilizacja świata, gdyby przeciwnik wyposażony był w nasz zestaw urządzeń. Naukowcy którzy nałożyli klauzule tajności na nowo odkrytą cząstkę, naprawdę mieli intuicję. My ustaliliśmy wspólnie tylko dwie proste zasady.

 

- Słuchajcie koledzy, musimy sobie coś wspólnie ustalić 
i przyrzec. 
- Gadaj Thomas.

 

Odpowiedział mi Georg.

 

- Przysięgnijmy sobie, że nie będziemy podglądać się
nawzajem.

 

Zgodziliśmy się natychmiast.


- I jeszcze jedno. Nigdy, nikomu o tym nie powiemy.

 

Nastało milczenie. W końcu Jack się odezwał:

 

- Thomas, jak to sobie wyobrażasz? Dokonaliśmy odkrycia na
miarę trzech Nobli i mamy z tym umrzeć. Zabrać to do
grobu?

 

Nie wiedziałem co mam odpowiedzieć.

 

- No to może, jak już uznamy wspólnie, że przyszła
odpowiednia pora to zademonstrujemy to światu, ale nie
powiemy jak to zrobić?

 

Roześmialiśmy się wszyscy.

 

- Thomas, zginiemy w męczarniach torturowani przez
wszystkie wywiady, rządy i organizacje terrorystyczne świata.
Zabiją nasze kobiety, porwą nasze dzieci, poobcinają nam
palce i uszy, wywiercą dziury w głowie, żeby się tego
dowiedzieć. Zresztą jak już będą wiedzieć że to możliwe to 
i tak to odkryją, tak jak my, to tylko kwestia czasu i pieniędzy.
- No to jak to ma być?
- Umówmy się co do jednego, nigdy, nikt z nas nie zdradzi
odkrycia bez zgody pozostałych, a potem się zobaczy.

 

Stwierdziliśmy wspólnie, że na to możemy się umówić.

 Próbowaliśmy intensywnie rozszyfrować pozostałą część sygnału, ale zdaliśmy sobie sprawę, że nie będzie to możliwe. Podejrzewaliśmy, że może dotyczyć podstawowych stanów ludzkich zmysłów i odczuć. Szukaliśmy intensywnie i jedną z dodatkowych składowych udało nam się jeszcze rozszyfrować. Jednym z przypadków na jakie natrafiliśmy w czasie pierwszych obserwacji był kilkunastoletni chłopiec w Indiach. Chłopak był uczniem szkoły podstawowej. Obserwowaliśmy jego zachowanie i zauważyliśmy, że ma trudne relacje z innymi uczniami. Był wątłej budowy i nie umiał bronić się przed starszymi kolegami. Oni to wykorzystywali i często go bili. Zwłaszcza jeden z uczniów ciągle go zaczepiał. Wtedy właśnie zauważyliśmy tą składową sygnału, która pojawiała się u chłopaka na samą myśl o swoim oprawcy. A w przypadku bezpośrednich relacji, mocno się nasilała. Postanowiliśmy poszukać tej samej składowej u innych ludzi i stwierdziliśmy, że jest powszechna i dość często się pojawia. Już świadomie, wybraliśmy kobietę w jednym z krajów Europy wschodniej, która miała męża sadystę. Często prześladował ją i dzieci. Bił ich, kiedy pijany wracał do domu. U kobiety i jej dzieci w każdym takim przypadku obserwowaliśmy aktywność tego właśnie sygnału. Znaleźliśmy w jednym z krajów Ameryki Południowej dwa zwaśnione gangi, których bojówki napadły na siebie. W trakcie walki na noże, widzieliśmy bardzo intensywne oddziaływanie tego wskaźnika u niemal wszystkich uczestników bójki. Uświadomiliśmy sobie przy okazji, jak potężnym narzędziem w systemie walki z przestępczością różnego rodzaju, byłoby wykorzystywanie zestawu naszych urządzeń. Byliśmy już pewni, że ta składowa sygnału, którą udało nam się zidentyfikować, odpowiada za odczucie niepokoju czy wręcz strachu. Składowa ta pojawiała się 
z różnym natężeniem w zależności od zagrożenia w jakim znalazł się obserwowany człowiek. Dodaliśmy do oprogramowania monitora wyobraźni wskaźnik w kształcie cienkiego, czerwonego paska na brzegu ekranu, który pojawiał się wraz z pojawiającym się sygnałem zagrożenia. Jego długość, odwzorowywała stopień zagrożenia. Nazwaliśmy go wskaźnikiem niepokoju.
  Przejrzeliśmy jeszcze raz nasz projekt i stwierdziliśmy wspólnie, że jest gotowy i kompletny. Zakończyliśmy prace badawcze ponieważ uznaliśmy, że nie jesteśmy w stanie w żaden sposób posuwać się już do przodu. Udało nam się rozszyfrować około 65 % pojedynczej składowej transmisji. Nie wiedzieliśmy w jaki sposób kodowana jest jej pozostała część i co zawiera oraz nie mieliśmy pojęcia po co Natura to stworzyła i czy jest lub kiedyś był ktoś lub coś, co odbiera ten przekaz. Podejrzewaliśmy, że to, czego nie umiemy rozszyfrować, odnosi się być może do stanu naszych uczuć albo innych odczuć naszych zmysłów. Ale były to tylko nasze przypuszczenia. Nie mieliśmy pojęcia do czego ktoś lub coś, miałoby te przekazy wykorzystywać. Stwierdziliśmy również, że próby komunikacji z tym czymś nie mają sensu, skoro To, wie o nas wszystko i cały czas czyta nasze myśli. Po prostu każda nasza myśl, była już udanym komunikatem przesyłanym do nieokreślonego odbiorcy.


  Zakończenie badań dało nam trochę oddechu i uspokoiło nasze emocje. Wróciliśmy do normalnego życia i zaczęliśmy znowu realizować zadania powierzone nam przez instytut. Szybko uzyskiwaliśmy dobre wyniki naszej właściwej pracy. Oczywiście nie zapomnieliśmy o naszym odkryciu. Zabezpieczyliśmy dane jak tylko potrafiliśmy, żeby nikt ich nie przejął. Codziennie, o różnych porach, poświęcaliśmy godzinę lub dwie na wspólne sesje “zdobywania informacji o świecie”. Uczciwie mówiąc, oddaliśmy się namiętnie pasji inwigilacji wybranych przez nas ludzi. Na początku wybieraliśmy obserwowanych losowo, to znaczy wybierał nam ludzi Teddy, ale szybko zaczęliśmy kreować nasze seanse. Zapoczątkował to Georg.

 

- Mam pewien pomysł.
- Gadaj Georg.
- Spróbujmy poobserwować jakiś konkretny, wybrany przez
nas obiekt.
- Co spróbujemy podglądnąć?
- No nie wiem, coś na próbę. No na przykład... w naszym
mieście jest salon masażu. Słyszałem plotki, że tam nie tylko
masują. Może byśmy zajrzeli, żeby to sprawdzić?
- Prostytucja zakazana, ale sprawdzić można. 

 

Pokiwaliśmy zgodnie głowami.

 

- No to wpadniemy tam na chwile. No tak, żeby tylko
popatrzeć, w celach badawczych oczywiście. Donosić nie
będziemy.

 

Zobaczyłem błysk w oczach moich towarzyszy.

 

- No jeśli w celach badawczych to trzeba sprawdzić.

 

Powiedział Jack, chytrze się przy tym uśmiechając. Weszliśmy do internetu i znaleźliśmy wybrany lokal a następnie pobraliśmy z mapy dokładne współrzędne. Wprowadziliśmy dane do Teddy‘ego i uruchomili aparaturę. Zasiedliśmy przed monitorami. Teddy przekazał transmisje obiektu najbliższego wybranej lokalizacji. Zobaczyliśmy na ekranie parking przed przybytkiem oczyma kierowcy, który na niego wjeżdżał. Samochód się zatrzymał a kierowca otworzył osłonę przeciwsłoneczną. Spojrzał na kilka sekund w lusterko a my zobaczyliśmy twarz starszego mężczyzny w wieku pomiędzy 60 a 70 lat. Nasz “starszy pan” poprawił sobie ręką siwą, mocno przerzedzoną fryzurę a następnie widzieliśmy jak ze schowka wyciąga opakowanie z tabletkami. Znaliśmy ten specyfik z telewizyjnych reklam. Najpierw wspólnie wybuczeliśmy gościa a potem zaczęliśmy się wszyscy trzej śmiać bez opamiętania.

 

- Thomas zobacz, to ty za lat 40!
- Uspokójcie się wreszcie!
- On to bierze do masażu! 

 

Gość zażył tabletkę i nagle usłyszeliśmy z głośników treść jego myśli:

 

- “Cruzita, moja słodka Cruzita, żeby tylko była, chcę tylko ją.
 Cruzita, Cruzita. Moja słodka cipeczka. Za chwile będziesz
moja. To ja, ci ją wymasuję.”

 

Jednocześnie na monitorze obrazującym wyobraźnie przez moment zobaczyliśmy wielką waginę. Staraliśmy się nie śmiać choć przez chwilę. Ale było nam naprawdę trudno. Gość wyszedł z samochodu i w tym momencie usłyszeliśmy dźwięk melodii jego telefonu. Wyciągnął telefon i spojrzał na wyświetlacz. Zobaczyliśmy jego oczami na wyświetlaczu twarz młodej dziewczyny i napis ze spisu adresów, “sekretariat”. Facet odebrał telefon. Usłyszeliśmy miły głos młodej dziewczyny:

 

- Panie profesorze, gdzie pan jest? Wszyscy pana szukają.
Dzwoniła pani docent z instytutu, że jutro będziemy
przyjmować zagraniczną delegację naukową. Podobno
będzie pan musiał udzielić wywiadu w telewizji. Aha i jeszcze
dzwoniła pana żona. Prosiła żeby przypomnieć, że idziecie
dzisiaj państwo do opery.

 

Facet w ogóle się nie przejął. Znowu usłyszeliśmy treść jego myśli:


- “Ech, tobie też bym wylizał. Może byś tyle nie piszczała i nie
paplała bez sensu.”

 

Monitor wyobraźni na moment pokazał głowę profesora, głęboko zassaną pomiędzy udami młodej dziewczyny, leżącej na wielkim, czarnym, profesorskim biurku. Niemal w tym samym momencie usłyszeliśmy jego spokojny i miły głos:

 

- Dobrze Evelyn, to nic ważnego, zajmiemy się tym jutro.
Udzielę wywiadu oczywiście, to dla mnie codzienność.
Jestem na ważnym spotkaniu. Jeśli ktoś by mnie jeszcze
szukał, to dzisiaj mnie już nie będzie i niech nikt na razie do
mnie nie dzwoni.
- Dobrze panie profesorze.

 

Nasz sprośny profesor wyszedł z samochodu i udał się wprost do salonu masażu. Na drzwiach wejściowych umieszczono napis “poczekalnia”. Profesor wszedł do dużego pomieszczenia na parterze, z zasłoniętymi na stałe oknami. Pomimo, że było wczesne popołudnie to w pomieszczeniu panował półmrok słabo rozświetlony czerwonymi, ledowymi lampkami, umieszczonymi w suficie. „Poczekalnia” wzdłuż ścian obstawiona była półotwartymi boksami. W każdym boksie był zestaw skórzanych kanap na których mogło wygodnie usiąść kilku ludzi. W środku każdego z boksów postawiony był niski, kawowy stolik. Na środku zamontowano rurę do tańca. Lokal był prawie pusty. Tylko w kącie siedziało dwóch młodych “pacjentów“. W centralnej części “poczekalni” był odgrodzony barierą, obstawiony wysokimi krzesłami, drink-bar z pełnym zestawem kieliszków podwieszonych na uchwytach nad barierką. Całość zwieńczała pokaźna półka, wypełniona różnymi rodzajami napojów alkoholowych. Nad drink-barem widniał duży napis “rejestracja”. Za barierką stał “rejestrator”, czyli dobrze zbudowany młody, biały facet z nieogoloną twarzą, ubrany w biały lekarski fartuch z krótkimi rękawami. Każdy kto na niego spojrzał, musiał zwrócić uwagę na jego odsłonięte, niemal całkowicie i bardzo gustownie wytatuowane, muskularne ramiona. Tatuaże były stylowe. Artysta który dokonał tego dzieła musiał inspirować się stylem japońskiej Yakuzy. Sięgały palców i ciemne kolory rysunków pięknie wyróżniały się w kontraście ze złotem pokaźnych sygnetów, które pan miał na każdym palcu z wyjątkiem kciuków. Rejestrator, na widok profesora, wyraźnie się ożywił i na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech.

 

- Dzień dobry panie profesorze. Jak miło pana znowu widzieć.
Widać nasze zabiegi panu służą.
- Szkoda tylko, że są takie drogie.
- Panie profesorze, zdrowie jest bezcenne. Na zdrowiu nie
warto oszczędzać.
- Cruzita jest?
- Oczywiście, niestety w tej chwili... ma pacjenta. Może dla
odmiany skorzysta pan profesor z usług innej terapeutki?
- Specjalnie przyszedłem wcześniej, żeby nie było pacjentów,
chcę Cruzitę. 
- Panie profesorze, gdyby zdecydował się pan na skorzystanie
z innej terapeutki, to moglibyśmy zaoferować zniżkę... za
zabieg. Cenimy stałych klientów.
- Cruzita, tylko ona mnie interesuje.
- Nie ma problemu, za kilka minut będzie wolna. Proszę
poczekać, może drinka?
- Nie, przyjechałem samochodem.

 

Profesor usiadł w milczeniu w jednym z boksów a my mogliśmy podsłuchiwać jego myśli:

 

- “Nie będziesz mi głupi alfonsie dyktował kogo będę du...ć.
Swoje zniżki możesz sobie wsadzić. Cruzitka, moja
cipeczka.”

 

  Po chwili z drzwi prowadzących do części “przychodni” w której usytuowane były “gabinety zabiegowe” wyszedł młody mężczyzna. Jego oblicze promieniowało radością. Widać, że zabieg miał bardzo korzystny wpływ na jego samopoczucie. Wyszedł tanecznym krokiem stąpając lekko jak motylek. Wytatuowany “rejestrator” skasował klienta z wielką wprawą, tak jakby ten płacił za hot doga czy burgera. Usłyszeliśmy rutynowe:

 

- Płacisz gotówką, kartą czy czipem implantacyjnym?
- Gotówką.

 

Rejestrator odliczył resztę a pacjent skwitował uśmiechem transakcję, mówiąc:
 
- Paragonu nie potrzebuję.

 

Rejestrator zapytał:

 

- Jak usługa?

 

Pacjent odpowiedział:

 

- Cruzita jest doskonała.

 

Nasz profesor słysząc to zareagował nerwowo, formułując myśl:


- “Spieprzaj już gnoju. Kto ci dał prawo du...ć do moją
Cruzitkę? Jeszcze ją czymś zarazisz. Ja miałem być dzisiaj
pierwszy.”

 

Rejestrator gdzieś zadzwonił, mówiąc cicho do telefonu tylko jedno krótkie zdanie. Po kolejnych trzech minutach z tych samych drzwi wyszła ona... Cruzita. Odruchowo cała nasza trójka przybliżyła swe oblicza do monitora. Zareagowaliśmy wszyscy werbalnie w bardzo emocjonalny sposób:

 

- Ooooo jacie !!!
- Mamoooo !!!
- Jaka dupa !!!
- Nasz gość to koneser! 
- Profesor w końcu, to się zna.

 

W drzwiach ukazała się szczupła, wysoka dziewczyna o latynoskiej urodzie i śniadej cerze. Powiedzieć o niej że była ładna, to nic nie powiedzieć. Była zjawiskowa. Ubrana była w bardzo krótki pielęgniarski kitelek. W zasadzie z ledwością zasłaniał tylko krocze. Całe jej bardzo, bardzo długie, szczupłe nogi natychmiast wprowadzały w stan hipnozy każdego heteroseksualnego mężczyznę w wieku od lat 14 do wieku nielimitowanego. Efektu tego nie zaburzał, a wręcz wzmacniał fakt, że Cruzita wyszła boso. Delikatne szczupłe palce jej stóp tylko wzmacniały hipnotyczny efekt. Nieprzeciętnie ładną delikatną twarz Cruzity częściowo przysłaniały długie do ramion, kręcone, kruczo czarne, gęste włosy. Dwa guziczki pielęgniarskiego, nieco przyciasnego kitelka,  na wysokości biustu w napięciu ledwie trzymały się swoich dziurek, 
a kitelek pomiędzy guziczkami tworzył ponętne szparki, przez które widoczne były kształtne piersi młodej dziewczyny. Cieniutki kitelek w oczywisty sposób zdradzał, że pod nim Cruzita nie miała stanika. A właściwie to niczego nie miała. Cienki materiał słabo maskował kształt zalotnie zadartych i lekko rozchylonych sutków. W linii opadających ramion uwagę przyciągały długie, smukłe, niemal zupełnie pozbawione mięśni ręce, zakończone delikatnymi, długopalczastymi dłońmi. Dzieło natury dopełniało dzieło zdolnej manikiurzystki, która doprowadziła długie, perłowo białe paznokcie do perfekcyjnego wyglądu. Cruzita naprawdę była gotowa... do zabiegu. Usłyszeliśmy wyrażany wzrost tętna u naszego profesora. Na twarzy dziewczyny pojawił się kiepsko udawany uśmiech.


- Dzień dobry panie profesorze. Miło mi znowu pana widzieć.
- Witam cię moje słonko, stęskniłem się za tobą.

 

Cruzita uśmiechnęła się szerzej, choć tak samo sztucznie. Widać słowa profesora zachęciły ją do poufałości. Chwyciła pacjenta za krawat i odwróciła się bokiem, ciągnąc go do “pokoju zabiegowego” jak buhaja na postronku.

 

- Choć mój profesorku, zrobię ci masaż.

 

Akcja nabrała tempa, a my zamilkliśmy w napięciu i podnieceniu. Cruzita wciągnęła pacjenta do “gabinetu”. Gabinet miał zasłonięte na stałe okno i był słabo oświetlony, również czerwonym światłem. Widać ten kolor oświetlenia uważano generalnie w tej przychodni jako czynnik działający terapeutycznie. Gabinet wyposażony był wyłącznie w jedno urządzenie zabiegowe a mianowicie duże małżeńskie łoże. Łóżko było niedbale przykryte zmiętym kocem i miało pomięte, kolorowe prześcieradło. Wprawne oko estety, dbającego o porządek, natychmiast zauważyło by, że Cruzita nie specjalnie przejmowała się o swój “terapeutyczny” warsztat. Może wskutek pośpiechu, nie zmieniła pościeli po poprzednim pacjencie. A może doświadczenie zawodowe słusznie jej podpowiadało, jej ze profesor nie będzie szczególnie spostrzegawczy, przynajmniej na początku zabiegu.
  Cruzita kilkoma wprawnymi ruchami rozebrała pacjenta z garnituru i koszuli. Majtki ściągnął sam, a wtedy nasza bohaterka położyła go na plecach, na wielkim łożu. Widać znała już jego upodobania i możliwości. Patrzyliśmy w czwórkę na to, co musiało nastąpić. W czwórkę, to znaczy profesor z uniesioną głową i nasze trzy naukowe oblicza, wlepione wybałuszonymi oczami w monitor. Cruzita odwróciła się tyłem i jednym wprawnym ruchem pozbyła się swojego kitelka. Zobaczyliśmy to, czym w istocie kończyły się te piękne, długie nogi. A mianowicie parę najwspanialszych na świecie pośladków. Potwierdziła się nasza hipoteza, że pod kitelkiem Cruzita jest naga. I wtedy ona odwróciła się przodem.

 

- O jacie !!!
- Kurde, ona jest nie z tego świata.

 

Byliśmy zafascynowani urodą tej pięknej dziewczyny. Jack skonstatował językiem naukowym:

 

- To cipka z Sevres.
- Tak, z Sevres pod Paryżem.
- No.

 

Oczami profesora ujrzeliśmy nad brzuchem końcówkę a właściwie to przekrwioną główkę, całkiem pokaźnego profesorskiego członka w zwodzie, którego nie powstydziłby się napalony nastolatek. Słyszeliśmy również wyraźnie szybkie tętno wysilonego serca pacjenta, które zaskoczone, nagle musiało z trudem, bardzo szybko przepompowywać dużą ilość krwi przez zapchane złogami cholesterolowymi tętnice. Cruzita weszła na profesora i nasunęła na niego pośladki. Wiodącym akcentem naszego widoku były jej zgrabne, idealnie okrągłe, jędrne piersi oglądane od dołu, które w jakiś przedziwny i sprzeczny z grawitacją sposób, pomimo że zwisały opięte delikatną kawową skórą dziewczyny, to wcale nie straciły swojego idealnego kształtu. Podniecone, ciemnoczerwone sutki w kształcie dwóch ziarenek grochu, dopełniały harmonię tego obrazka. Już miało dojść do kulminacji i wtedy stało się coś zupełnie niespodziewanego. Stało się nieszczęście. Napięte milczenie w naszym laboratorium, gwałtownie przerwane zostało dzikim, wręcz histerycznym śmiechem. Nasze oczy wypełniły się łzami. Na początku nie zorientowaliśmy się, co właściwie się stało. Pierwsze co usłyszeliśmy to myśl profesora:

 

- “Co to ku..a jest?!”

 

Profesor w kulminacyjnym momencie zacisnął dłonie na prześcieradle, oczekując na nasunięcie się muszelki Cruzitki na jego oręż i wtedy poczuł w ręce coś wilgotnego. Podniósł miękki przedmiot do góry na tyle, żeby mógł go zobaczyć i wtedy wraz z nami stwierdził, że trzymał zużytego kondoma pełnego spermy. Może na kimś innym nie zrobiłoby to wielkiego wrażenia. W końcu przedmiot ten, choć nie powinien się tu znaleźć, był naturalnym wyposażeniem tej pracowni i harmonijnie wpisywał się w nastrój czerwonego światła. Jednak jak się potem okazało, bo na drugi dzień z ciekawości znaleźliśmy na chwilkę jeszcze raz naszego profesora w pracy, ponieważ byliśmy ciekawi czy nie ma podbitego oka, był on kierownikiem instytutu mikrobiologii, światowej sławy specjalistą a z wykształcenia wirusologiem i bakteriologiem. Odrzucił z obrzydzeniem kondoma, robiąc na ścianie mokrego gluta. Normalny pacjent na tym by pewnie poprzestał i z pełnym oddaniem kontynuował zabieg, jednak profesor miał przez dziesięciolecia wypracowany odruch zawodowy. Panicznie obawiał się skażenia organizmu niebezpiecznym materiałem biologicznym. A przecież nie założył przed zabiegiem lateksowych rękawiczek i maseczki. Psychiczna siła oddziaływania tego odruchu była tak przemożna, że pięknie wzwiedziony i zaprawiony w wielu bojach oręż profesora, pomimo farmakologicznego wsparcia, natychmiast zwiotczał. Cruzita była nie miej zaskoczona od samego pacjenta. Pomimo młodego wieku, miała już duże doświadczenie zawodowe i niewiele mogło ją w tym fachu zdziwić, ale z takim przypadkiem, żeby pomimo nadzwyczajnej urody jej ciała i pełnego zaangażowania z jej strony, on opadł i to tak gwałtownie, spotkała się pierwszy raz.
Często jej pacjenci, zwłaszcza młodsi, zanim dobrze zaczęli zabieg to już go skoczyli, ale z zupełnie z innego powodu. To co się stało, boleśnie dotknęło dumę zawodową dziewczyny. 
Z głośników popłynęło z wyraźnym wyrzutem:

 

- Co z tobą profesorku?

 

A w odpowiedzi myśl profesora:

 

- “Ty flejtucho, jeszcze się idiotko głupio pytasz?”

 

Cruzita wzięła się gorliwie do naprawienia swojego higienicznego zaniedbania i odzyskania równowagi swojego pacjenta, ale żadne sposoby, pomimo pełnego profesjonalizmu z jej strony, nie były skuteczne. Profesor był psychicznie zdruzgotany. Na monitorze wyobraźni profesora pojawił się na chwilę czerwony pasek niepokoju. W końcu skonstatował: 

 

- Zostaw mnie już. Na dzisiaj koniec zabiegu.

- Oraz pomyślał: 

- “Pierwszy raz mnie zawiodłeś!”

 

Profesor szybko się ubrał i czerwony na twarzy, zawstydzony, upokorzony i pełen obaw o swoje zdrowie, wyszedł do poczekalni a następnie udał się bezpośrednio w stronę wyjścia. Jednak rejestrator był czujny i błyskawicznie zaszedł mu drogę.

 

- Hej profesorze, chyba o czymś zapomniałeś?
- Zabiegu nie było.
- Jak to nie było? Dlaczego?
- Bo burdel tu macie.
- Przecież właśnie o tym mówię, w burdelu nie ma “za
darmo”.
- Nic ci nie zapłacę?
- Co takiego? Kasa albo w ryj dostaniesz. Jak ci nie staje to
twój problem. Musisz płacić.
- Zostaw mnie chamie!

 

Niestety pomimo naszego zainteresowania dalszym rozwojem sytuacji, w tym momencie Teddy stracił stabilność swojej pracy i przekaz został przerwany. Ale nawet zawód z tego, że sprzęt nas zawiódł, nie mógł zniweczyć naszego nastroju. Po prostu rżeliśmy ze śmiechu jak stado źrebaków. A łzy płynęły nam po policzkach. 

 

...........................

 

Dotyk Amani, Tajemnica Pluszowego Misia, Spisek Duchów       .........   www. Ebookowo.pl

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...