Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

NOSTALGIC SOUNDS, OR MORE ABOUT CHILDHOOD NOSTALGICZNE DŹWIĘKI, CZYLI JESZCZE RAZ O DZIECIŃSTWIE 

 

Music by Alexandre Zatsepin
Muzyka przez Aleksandra Zacepina
Lyrics by Leonid Derbenyov
Tekst przez Leonida Dierbieniowa

TO WHERE DOES CHILDHOOD GO?

KUDA UCHODIC DIETSTWO? 
DOKĄD ODCHODZI DZIECIŃSTWO?

 

To where does childhood go?
What cities is it in?
Which way should people follow
To get there, not in dreams?
It'll go away in silence,
When all the city sleeps.
It'll never send you letters
And hardly ever ring.

 

Kuda uchodic diectwo?
W kakije goroda?
I gdie najti nam sriedstwo,
Sztob wnow' popasć tuda.
Ono ujdioc nieslyszno,
Poka wieś gorod spic,
I pisiem nie napiszec,
I wriad li pozwonic.

 

Dokąd odchodzi dzieciństwo?
Do jakich miast?
I gdzie znaleźć sposób,
Aby się tam znowu dostać.
Przejdzie niesłyszalne,
Podczas gdy całe miasto śpi
I nie napisze żadnych listów,
I nigdy nie zadzwoni.

 

CHORUS
In winter or in summer,
Not here, somewhere else,
Babes will crave for wonders
In excess.
In the deep white snowdrifts,
In the puddles by the stream,
Someone will be running,
But not me.

 

I zimoj i letom
Nebywalych żdać ciudies
Budiec diectwo gdie-to,
No nie zdieś.
I w sugrobach biełych,
I po lużam u rućja
Budiec kto-to biegać
No nie ja!

 

Zarówno zimą jak i latem

Na niebywały kraju cudu
Dzieciństwo będzie czekało,
Ale nie tutaj.
I w białych zaspach
I przez kałuże nad strumieniem
Ktoś będzie sobie biegał,
Ale nie ja!

 

To where does childhood go?
Where is it now, say?
It's likely in the borough
Where films are on all day,
Where nightly, like in here,
There pours the Moon's blue light,
But where we, my dear,
Will not belong two times.

 

Kuda ukhodic diectwo?
Kuda uszlo ono?
Nawierno, w kraj ciudesnyj,
Gdie każdyj dień kino,
Gdie tak że noćju siniej
Strujica lunnyj swiet,
No nam s toboj otnynie
Tuda dorogi niet.

 

Dokąd odchodzi dzieciństwo?
Dokąd to poszło?
Prawdopodobnie do cudownej ziemi,
Gdzie na co dzień wyświetla się filmy,
Gdzie tak samo, jak tu nocą błękitną
Tryska światło księżyca,
Ale od teraz dla nas z tobą
Nie ma tam drogi.

 

To where does childhood go?
It goes not too far,
To boys next door, I think so,
I was like them some time.
It'll go away in silence,
When all the city sleeps.
It'll never send them letters
And hardly ever ring.

 

Kuda uchodic diectwo?
W nedalnije kraja.
K riebiatam po sosiedstwu,
Takim że, kak i ja.
Ono ujdioc nieslyszno,
Poka wieś gorod spic,
I pisiem nie napiszec,
I wriad li pozwonic.

 

Dokąd odchodzi dzieciństwo?
Do nie odległych krain.
Do dzieci z sąsiedztwa,
Które są taki sami, jak byłem.
Przejdzie niesłyszalne,
Podczas gdy całe miasto śpi
I nie napisze żadnych listów,
I nigdy nie zadzwoni.

 

The song was first heard in the "Fantazii Wiesnuchina" ("Wiesnuchin's Fantasies")

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

filmed by the Odessa Film Studio in 1976. The song was performed by Alla Pugachova. The lyricist was Leonid Derbenyov, one of the leading lyricists of his country at that time, and the composer was Alexandre Zatsepin, no less talented than Vladimir Cosma. Vladimir Cosma moved to France from Romania, and Alexander Zatsepin from Russia.

 

 

Piosenka została po raz pierwszy usłyszana w filmie "Fantaziji Wiesnuchina" ("Fantazji Wiesnuchina") nakręconym w Studiu Filmowym w Odessie w 1976 r. Wykonała ją Ałła Pugaczowa. Autorem tekstu był jeden z wtedy czołowych autorów piosenek Leonid Dierbieniow, a kompozytorem Aleksandr Zacepin, nie mniej utalentowany niż Władimir Cosma. Władimir Cosma przeniósł się do Francji z Rumunii,

 

The suite from "Le coup de parapluie"  by Vladimir Cosma. Suita z filmu "Zabójczy parasol" przez Władimira Cosma

 

i Aleksandr Zatsepin z Rosji.

 

The suite from "Briliantovaya ruka" (The Brilliant Arm") by Alexandre Zatsepin. Suita z filmu "Brylantowa ręka" przez Aleksandra Zacepina

 

The song has remained popular so far, as is being evidenced by a large number of its modern cover versions. This song is performed both by soloists

 

By Pelagheia (the babushka, the crone in the box, is ma'am Pugachova herself). After finishing the song, Pelagheya warmly gratulates its composer Alexandre Zatsepin who is in the box to the right from Pugatchova. To the left is her younger husband Maxim  Galkin. Przez Piełagieję (ten babsztyl w loży to madame Pugaczowa(-)sama). Po skończeniu piosenki Piełagieja ciepło gratuluje  kompozytorowi Aleksandrowi Zacepinowi, który znajduje się w łoży na prawo od Pugaczowej. Po lewej stronie jest jej młodszy mąż Maksym Gałkin.

 

Piosenka jak dotąd pozostaje popularna, o czym świadczy duża liczba jej nowoczesnych kawierów. Ta pieśń wykonywana jest zarówno przez solistów

 

By Sofia Fisenko Przez Sofię Fisenko

 

and bands,

 

By "Slivki" (The Creamers) band. Przez "Sliwki" ("Śmietanki") zespól

 

oraz zespoły,

 

By Anzhelika Kairatovna   and the Kids Star band "Alga" ("C'mon, go ahead!") from Kirgizstan. Przez Anżelikę Kairatowną i  zespół dziecięcych pop gwiazd  "Ałga" ("No dalej!") z  Kirgizstanu. 

 

not only by women, but also by men, both by vocalists and by instrumentalists,
nie tylko przez kobiety, ale także przez mężczyzn, zarówno przez wokalistów, jak i instrumentalistów,

 

By Slava Makovskiy. Przez Sławy Makowskiego

 

and even by all together.
a nawet przez wszyscymi razem.

 

The professional and amateur musicians and singers from 10 Russian cities where the nuclear power plants are located. Śpiewają muzycy i piosenkarze, profesjonaliści i amatorzy z 10 miast w Rosji, gdzie znajdują się elektrowni atomowe.

 

In this sense, it is not a golden oldie, but literally an evergreen hit.
W tym sensie nie jest to złoty stary przebój, ale prawdziwy ponadczasowy hit.

 

THE END KONIEC

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

A propos, one of the newest Russian pop singers, I've mentioned above, I mean, Sofia Fisenko, sings not only the Russian pop songs, but also the traditional songs in Turkish! She is under the care of Pelagheya

 

 

A propos, jedna z najnowszych rosyjskich pop piosenkarek, o której wspomniałem tu powyżej, mam na myśli Sofia Fisenko, śpiewa nie tylko rosyjskie piosenki popowe, ale także tradycyjne piosenki w języku tureckim! Ona jest pod opieką Piełagieji. 

 

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Previously, I wrote in here about Larissa who successfully transformed from a Russian pop star of the 60s into a West German pop star of the 70s. That Jewish girl from Kazakhstan made a brilliant career in Latvia, then moved to Moscow and then became the only of all Russia's pop stars who had managed to repeat  their  native  land's success in the West before the T.a.t.u duet. She had got a rare gift of speaking foreign languages without a slightest accent and seamless assimilating the different foreign cultures.

 

Wcześniej pisałem tutaj o Larissie, która z powodzeniem przekształciła się z rosyjskiej  pop gwiazdy lat 60. w zachodnioniemiecką pop gwiazdę lat 70. Ta żydowska dziewczyna z Kazachstanu zrobiła błyskotliwą karierę na Łotwie, potem przeniosła się do Moskwy i stała się pierwszą  rosyjską gwiazdą popu, która powtórzyła swój sukces na Zachodzie do T. a. t. u. Miała rzadki dar mówienia obcymi językami bez najmniejszego akcentu i bezproblemowej asymilacji różnych obcych kultur.

 

Just compare  her participation in a Russia  show of the 60s
Wystarczy porównać jej udział w rosyjskim pokazie lat 60.

 

 

and that of in a German show of the 70s. i niemieckim lat 70.

 

 

She is everywhere in her element! 

Ona jest wszędzie w swoim żywiole!

 

 

Opublikowano

 

Fixed neuter gender bug in CHORUS. There are two grammatical genders in French, but three in Polish, German and Russian.  Childhood is "it".

 

Naprawiono błąd w gramatycznim rodzaju nijakim w CHORUSie. W języku francuskim istnieją dwa rodzaje gramatyczne, natomiast w języku polskim, niemieckim i rosyjskim trzy. Dzieciństwo to "ono".

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. taka na odległość rzęs

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Każdy z nas ma jakieś "gdzieś gdzie jeszcze nie był a bardzo chce" Pozdrawiam serdecznie 
    • @Wiechu J. K. zielsko anielsko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @aff dziękuję Agatko  Twoje słowa są niezwykle budujące

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...