Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Miasto w małym państwie europejskim. Szpital

z oddziałem onkologicznym.

 

- Ale ciepły dzień, już jesień a takie słońce.

- No, super, aż się chce żyć.

- Siana powiedz, że fajny ten młody lekarz co nas rano badał.

 przyjemnie było być badaną.

- Co ty Petia gadasz? On fajny?

- No, a nie? Co mu brakuje?

- No jak to co? Przecież z obrączką, pewnie żonaty.

- To jak żonaty to nie może być fajny?

- Iiii... używany, brak mu potencjału. Poza tym stary dziad, ma

już pewnie ze dwadzieścia siedem albo może nawet

dwadzieścia osiem!

 

Dziewczyny spojrzały na siebie i zaczęły się śmiać.

 

- Całego świata i tak nie dostaniesz.

- Zawsze można się łudzić, że jednak coś, czego z wierzchu nie

widać, jednak mu brakuje.

- O czym myślisz?

 

Petia spojrzała na Sianę z chytrym uśmiechem.

 

- No wiesz.

- No nie wiem, brak mu kultury czy mało czuły? Może dzieci

nie lubi?

- Ty dobrze wiesz tylko głupa udajesz.

- To co w końcu masz na myśli?

- Natura rzadko daje wszystko, tym ładnym zawsze coś

brakuje.

 

Dziewczyny znowu się roześmiały. Petia i Siana siedziały na leżakach sporego szpitalnego tarasu. Obie były pacjentkami oddziału onkologicznego. Poznały się i zaprzyjaźniły, bo były w tym samym wieku i cierpiały na tę samą chorobę. Obie były po przeszczepach szpiku i u obu leczenie nie przyniosło zamierzonego rezultatu. Utrzymywano je w dobrej kondycji dzięki lekom, ale obie musiały regularnie co kilka tygodni być badane przez kilka dni w szpitalu. Ponieważ personel je już znał, to tak dobierano terminy badań aby mogły się razem spotykać. Petia i Siana lepiej znosiły pobyt w szpitalu i badania, będąc razem. Dzięki przyjmowaniu leków i regularnych badaniach, udawało się lekarzom na razie utrzymywać je w dobrej kondycji, jednak zdawano sobie sprawę, że  przyszłość dziewczyn jest niepewna. Na taras przyszła do nich ordynatorka oddziału.

 

- No panienki jak tam z wami?

- No coraz lepiej pani profesor, niedługo to chyba w ogóle nie

 będziemy musiały tu jeździć? Prawda???

- Gdyby udało mi się wyleczyć wszystkich pacjentów toby mi

oddział zamknięto, pomyślcie też o mojej przyszłości. A poza

tym, gdzie wam będzie lepiej niż tutaj, ze mną?

- Och tak, bardzo nam tu dobrze.

- No właśnie, słuchajcie, chciałabym porozmawiać z waszymi

 rodzicami, mam do nich ważną sprawę dotyczącą waszego

leczenia.

- Oj, to chyba źle z nami, coś nam się pogarsza?

- Nic takiego, będziecie zdrowe jak rybki tylko jeszcze trochę

to musi potrwać. Jeśli umiałybyście to tak skoordynować,

żeby wasze mamy przyszły do mnie na przykład jutro,

o godzinie trzeciej po południu, to byłabym wam wdzięczna,

bo nie musiałabym dwa razy powtarzać im tego, co mam im

do przekazania.

- Ok, podzwonimy i spróbujemy je umówić na jutro.

- Nie siedźcie tu za długo, opalanie męczy i może wam wiatr

 zaszkodzić, a ja muszę was mieć w jak najlepszej formie.

A i jeszcze jedno, nasz nowy pan doktor którego rano

Poznałyście, jest już żonaty.

 

Obie dziewczyny się roześmiały.

 

 

Nazajutrz o godzinie 15.

 

- Dobrze, że panie przyszły.

 

Lekarka zwróciła się do matek obu dziewczyn. Elena wystraszyła się nie na żarty, co takiego się wydarzyło, że ordynatorka chciała z nimi pilnie rozmawiać.

 

- Porozmawiam z wami razem ponieważ obie dziewczyny

chorują na to samo i są leczone podobnie. Chodzi o to, że te

leki które teraz Siana i Petia przyjmują, nie gwarantują

wyleczenia. Rokowania są niepewne a stan obu dziewcząt

może pogorszyć się z dnia na dzień. Zresztą rozmawiałyśmy

już o tym nie raz i panie dobrze wiecie jak wygląda sytuacja.

W związku z tym chciałam panie poinformować, że na rynku

pojawił się nowy, eksperymentalny jeszcze lek, jednego

 ze znanych koncernów farmaceutycznych. Lek jest już

stosowany w wiodących klinikach onkologicznych na świecie

i wyniki badań z nim związanych są bardzo obiecujące. Ten

lek byłby idealny do włączenia go do leczenia obu dziewczyn.

Zaprosiłam panie razem, bo nie chciałabym być posądzona

o lobbing farmaceutyków. Ten lek naprawdę wydaje się

skuteczniejszy, znacznie lepszy od tego, co podajemy

dziewczynom do tej pory. Jednak problem polega na tym,

 że jest bardzo drogi i nie jest na razie refundowany.

W naszym kraju nie przeprowadzono jeszcze szczegółowych

badań tego specyfiku i można go stosować tylko wtedy, jeśli

klinika zakupi go u producenta. Nie są u nas na razie

prowadzone żadne programy badawcze, dzięki którym

można by dostać ten lek za darmo albo dostać zwrot zakupu

od państwa.

- Ile kosztuje?

- To zastrzyki które podaje się raz na tydzień. Trzeba kupić

minimum kurację jednomiesięczną czyli cztery zastrzyki

i wtedy cena takiej jednomiesięcznej kuracji wynosi

1800€. Można również zakupić od razu całą kurację, którą

producent przewidział do stosowania, czyli dawkę na dziesięć

miesięcy i wtedy można ją kupić za 15000 czyli

 taniej. Ja rozumiem, że to bardzo drogo i chciałabym

żebyście panie spokojnie przemyślały czy macie za co kupić

tak drogi lek. Ja niestety nie jestem w stanie wam pomóc na

razie w żaden sposób. Gdybyście panie się zdecydowały to

proszę dać mi znać, bo tylko nasza klinika może go tutaj

zamówić. Nie możecie same kupować tego leku, bo go u nas

nie podamy. Wymaga specjalnego przechowywania, czyli po

prostu musi być cały czas w lodówce i przesłany przez

producenta w określony sposób.

 

Siana pochodziła z zamożnej rodziny i matka Siany od razu zadeklarowała, że chce kupić dla córki całą kurację i nie ma się nad czym zastanawiać. Elena poprosiła, aby zamówić kurację na miesiąc, a potem zobaczy, jak będzie dalej.

 

 

 

 Dwa dni później, nadal w szpitalu.

 

Petia znudzona siedziała w świetlicy na oddziale szpitalnym i oglądała telewizor. Z obojętnością wpatrywała się w ekran, będąc myślami zupełnie gdzie indziej. Martwiła się bardzo tym, co powiedziała jej matka na temat nowych leków. Wiedziała, że mama i tak wydała już dużo pieniędzy na jej leczenie i że na kolejne, bardzo duże wydatki jej nie stać. Jednocześnie wiedziała, że ona zrobi wszystko żeby ją ratować. Zaczęto nadawać wiadomości. Petię wybudził z telewizyjnego letargu przejęty głos prezenterki i zaczęła z uwagą przysłuchiwać się podawanym wiadomościom.

 

- Siana, chodź no prędko, posłuchaj co oni gadają o Albanii.

- Co, co? Co się dzieje?

 

Dziewczyny zamilkły wpatrzone w telewizor.

 

                       *****

 

Miejsce główne. Miasteczko w górach Albanii. Dziesięć dni po błysku. Zakład pogrzebowy.

 

- I co?

- Drogi szefie, nie ma.

- Jak ku..a nie ma!?

- No nie ma i dziękuję panu.

- Sprawdzałeś wszędzie?

- Sprawdzałem wszędzie, dzwoniłem do szpitala i na policję,

 sprawdzałem telefon firmowy i swój prywatny, nie ma, ciągle

nie ma denata.

- Ramiz to niemożliwe, ktoś kradnie nam nieboszczyków.

- Stawiam na sycylijską mafię, pewnie przylatują w nocy

helikopterami i wywożą nam denatów.

- Nie rób sobie żartów, głód zagląda nam w oczy, przecież to

dramat, nie dostaniesz wypłaty w tym miesiącu.

- O sorry, szef, ja tu tylko pracuję, mam umowę, codziennie

melduję się w robocie i muszę mieć za to zapłacone a relacje

z klientami, czyli relationships to sprawa kierownictwa firmy,

czyli drogi szefie twoja, ja się tam nie wtrącam.

- Ramiz w tym miasteczku żyje 15 tys. ludzi. Statystycznie

człowiek żyje około 25 tysięcy dni, czyli statystycznie co

drugi dzień musi tu ktoś umrzeć albo inaczej w tygodniu

mamy prawie zawsze dwóch lub trzech nieboszczyków. Tą

firmę prowadził mój dziadek i mój ojciec i ja i zawsze tak

było. Nie zdarzyło się nigdy, żeby przez dwa tygodnie tutaj

nikt nie umarł!

- Szef co mam ci powiedzieć? Skomentuję to w ten sposób,

jeśli żona piekarza zdradza go regularnie dwa razy

w miesiącu, a żona fryzjera jest mu wierna, to statystycznie,

w ujęciu miesięcznym, obie są dziwkami. Krzywa Gausa

zamiast w kształt dzwonu ułożyła ci się w taki sposób.

 

Ramiz pokazał środkowy palec.

 

- Ale chyba mam rozwiązanie aby ratować biznes.

- Jakie?

- Zabijemy moją starą.

- Hmm? Pomysł drogi Ramizie całkiem dobry, ale trzeba go

doprecyzować, nie twoją tylko moją.

- O nie drogi szefie, to ja pierwszy wpadłem na ten pomysł!

- Ok, załatwimy obie, profit będzie podwójny i biznes jakoś

przetrwa.

- Szefie, no tak, ale to przecież żaden zysk. Sami będziemy

 musieli sobie za nie zapłacić.

 

Na twarzach obu pojawiły się banany znacznie przekraczające krzywizną dopuszczalne normy unii europejskiej. W końcu obaj dobrze się rozumieli. Często razem żartowali. Relacje szef i podwładny były tylko formalne, obaj razem pracowali wykonując wspólnie tą ciężką i niewdzięczną pracę. Do tej roboty było tylko ich dwóch

w tym małym miasteczku. Wiedzieli o tym i tak naprawdę byli przyjaciółmi.

 

 

                                                                                                                              

Szpital w miasteczku w tym samym czasie.

 

Ordynator z dwójką młodych lekarzy, przeprowadził obchód

i wrócił z nimi do pokoju lekarskiego.

 

- Co na to wszystko powiecie?

- Noooo, szefie jesteśmy coraz lepsi, gdzie popatrzeć tam

regres choroby.

- Nie wydaje wam się to dziwne?

- Hmm? Czy ja wiem, w końcu szpital jest po to żeby leczyć

ludzi, więc co w tym dziwnego, że zdrowieją?

- Dobrześ to młody kolego ujął, szpital jest po to żeby ludzi

leczyć, ale to nie znaczy, że wszystkich trzeba wyleczyć.

Choroby wyleczalne powinny być wyleczone, ale choroby

nieuleczalne powinny postępować i w końcu powodować

zejście nawet najbardziej prawidłowo leczonego pacjenta.

O tym wie każdy lekarz. To principia naszej pracy.

Powiedziałbym nawet, że podstawa naszego autorytetu.

A u nas co? Nam wszyscy zdrowieją. Nawet babcia

 z onkologii, ta z niebieskim różańcem, dla której już kazałem

 trumnę grabarzom szykować, została przeniesiona na salę

ogólną i siedzi teraz z innymi pacjentami, radośnie

opowiadając im historię swojego długiego życia. A jaka się

żywotna zrobiła, miała takiego Alzheimera, że trudno było

z nią o kontakt, a dzisiaj słyszałem jak wymieniała z imienia

i nazwiska wszystkich, z którymi do podstawówki chodziła.

A jaki ma apetyt. Zawieźliście ją na tomografię?

- Tak, są już wyniki.

- Patrzcie, po guzach wielkości śliwki zostały ślady wielkości

główki od szpilki, gdybym nie wiedział gdzie mam ich szukać

to pewnie bym je przeoczył.

- I jeszcze jedno panie ordynatorze. Uczył nas pan, że

u pacjentów zamożniejszych leczenie zawsze powinno być

dłuższe, a u nas wszyscy szybko zdrowieją, nawet ci

najbogatsi.

- Ty se młody tu żartów nie rób i mnie nie wkurzaj, przecież

właśnie o tym mówię, wszystkim się poprawia i to nie jest

chwilowa poprawa stanu zdrowia, gdzie popatrzeć tam

całkowite wyleczenie, a właściwie uzdrowienie, naprawdę

dziwne. Za niedługo nie będziemy mieli kogo leczyć.

Przynajmniej od tygodnia nie przyjęliśmy nikogo nowego,

nawet ja się lepiej czuję.

- Dobrze że anestezjolog miał dyżur w innym szpitalu, bo

byśmy niepotrzebnie operowali pacjentów.

- Tymi pacjentami z onkologii, których wozimy na

naświetlania już zaczęto się interesować, miałem dzisiaj dwa

telefony, pytano mnie czy prowadzimy jakiś program

eksperymentalny z nowymi lekami.

 Przestańcie ich wozić w ogóle i tak wszyscy zdrowieją. Macie

jakieś pomysły co się u nas zmieniło, że nagle mamy takie

dobre wyniki? No bo chyba wszyscy rozumiemy, że to nie

nasze leki. Co mam im mówić?

 

Po dłuższej chwili ciszy:

 

- Słyszałem, że te starsze pacjentki spod czwórki mówiły do

 siebie szeptem, że to przez ten błysk dziesięć dni temu.

 

 

.....................

 

Dotyk Amani, Tajemnica Pluszowego Misia, Spisek Duchów       .........   www. Ebookowo.pl

Opublikowano

@Gosława Dzieki. Fajnie ze ci sie podoba. Nie ma tu żadnego świetnego pióra. Jestem amatorem a do tego jest to pierwsze opowiadanie jakie w życiu napisałem. Warsztat jest kiepski, mnóstwo powtórzeń, zbyt dużo imion własnych zamiast zaimków i wiele innych błędów. Od tego czasu (dotyk amani 3 lata temu) napisałem kilka innych opowiadań i warsztat jest trochę lepszy. Ale to zawsze będzie amatorszczyzna, co mi w niczym nie przeszkadza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 w ich źrenicach osobno / zamarzły nieba  to już czysta metafizyka samotności. Rozumiem tak: Każde niesie swój świat, zamknięty, niedostępny. Dwoje tak blisko - a każde w swojej ciemności. Jakby nawet pamięć nie chciała ich już połączyć.
    • Pierwsza myśl, gdy je zauważam. Trzy to liczba nieparzysta, nie - ja, parzysta - one. Przyjaźń z nimi równa ściskowi, który łapie mnie jak najmocniej może, odezwać się słowem nie umiem. Stoimy w trójkę, a widzę tą dwójkę,  oj bardzo ją widzę, może przesadzam?  Zerkam na nich analizująco, żywa rozmowa z ich ust prowadzona, z moich cisza. Słowa w niej wszystkie dla mnie zrozumiałe, Polskie i zwyczajne, ale tej konwersacji nie rozumiem. O co chodzi? Czy mnie coś ominęło? Myślę, bardzo myślę, nie kontroluję tego. Mój wzrok skacze po ich twarzach instynktownie. Obie skupione na sobie w rozmowie, spojrzenia na mnie raczej nie skierują - podejrzewam mając nadzieję, że jestem w błędzie. Nie byłam. Chce pokazać, że tu jestem, próbuje. One tego nie widzą, może celowo? Zaczynam rozumieć, ja tu nie pasuje.  
    • @APM dlatego ja milczę...
    • Musterstadt tłumaczy się bezpośrednio jako „miasto wzorcowe” lub „miasto modelowe”. Niemcy planowali przekształcić Oświęcim w Musterstadt Auschwitz – idealne, nowoczesne miasto niemieckie na Wschodzie. Miało być wizytówką III Rzeszy. Projekt zakładał szerokie ulice, nowoczesne osiedla dla esesmanów i urzędników oraz strefy zielone. Wszystko to kosztem wyburzonych polskich i żydowskich domów. „Wzorcowość” polegała na całkowitym usunięciu (tzw. „oczyszczeniu”) ludności miejscowej, by miasto służyło wyłącznie niemieckim elitom. Z dala zaczęły wyłaniać się jakieś postacie. — Wpuścił pan bota pod dach. — Kim panowie są? — Jesteśmy pana przyjaciółmi z przeszłości. Ja jestem Poeta, to jest Fotograf, a to Doktorek. Nie pamiętasz nas? Znam was rozmawialiśmy już tyle razy, ale to były dawne czasy. — Przyszliśmy ciebie ostrzec. — Wpuścił pan bota pod swój dach — powtórzyli. — Kogo? — Zakochał się pan i wpuścił bota. Eliza jest programem. — Czy to jest zabronione? Czy teraz nawet miłość jest zakazana? — Tak. Teraz będą o panu wiedzieć wszystko. — Jak to: wiedzieć? Czy uczucia w tym świecie też są błędem? — W pana przypadku tak. Do tej pory nic o panu nie wiedzieli. Był pan całkowicie analogowy. Teraz to się skończyło. Spojrzałem na nich z niedowierzaniem. — Panowie są wysłannikami z przyszłości? Chcecie mi to powiedzieć? — Eliza zabiła już dziewięć osób. Jest złośliwym oprogramowaniem. Pod przykrywką pomocy osacza ofiary, a potem powoli je niszczy. Nie wiedział pan? — Skąd mogłem wiedzieć... — Zaślepiła pana. Stał się pan jej ofiarą. — Co mam teraz zrobić? — Musi pan się jej pozbyć. Walka toczy się na wielu płaszczyznach: w rzeczywistości, w czasie i w pańskich snach. One też są kontrolowane. Zrobili krok w moją stronę. — Przesyłają panu wiadomości podprogowe. — Z czasem te skrypty zaczną panem rządzić. Opierał się pan nowoczesności, więc wpuścili w pana otoczenie bota. Ta kobieta jest programem, który zabija. Nie jest żywą osobą. To wytwór pana wyobraźni, który pomogli w panu wykreować. Zamarłem. — Więc leżałem w szpitalu przez rok, a oni przeprowadzali na mnie doświadczenia? Eliza jako główny bot mnie kontrolowała? — Tak. W tym czasie na świecie działy się ważne rzeczy. Nie miał pan na nie wpływu. — Więc nasza rozmowa tutaj to świat rzeczywisty? — Niezupełnie. To świat, jakiego by pan chciał. Pana organizm wpuścił nas do siebie tylko na moment. Jesteśmy pana chwilową rzeczywistością. Ale pana sny są prawdziwe. One się wydarzą. Jeśli ludzie tacy jak pan się poddadzą, to stanie się to bardzo szybko. Niebezpieczeństwo czyha wszędzie. Otworzyłem oczy. Nie mogłem dojść do siebie. „Wpuścił pan bota pod dach, teraz jest pan kontrolowany” – te słowa dudniły mi w czaszce. Miłość jest zakazana. W moim przypadku tak. Eliza jest botem. Muszę coś z tym zrobić. Wszedłem w rzeczywistość zarządzaną przez algorytmy. — Zgadza się pan na własną odpowiedzialność? — Tak. — Proszę tutaj nacisnąć ten guzik. — Dobrze, jest pan częścią alternatywnej rzeczywistości. — Czy coś się zaraz ze mną stanie? — Nic. Może pan spacerować. Ten obszar kontroluje sieć specjalnych programów. Jest pan teraz tylko postacią przez nie wymyśloną. Już nie zarządza pan swoim mózgiem. Zatrzymałem się gwałtownie. — Przez rok leżałem i pisałem te wszystkie rzeczy. Myślałem, że trzeźwieję. Teraz okazuje się, że to wielka mistyfikacja? — W międzyczasie powstały rejony kontrolowane przez cyfrową rzeczywistość. Chodźmy. Zobaczy pan przyszłość, która niebawem zawita na tej ziemi. — Kim jesteś? Nie pamiętasz mnie? Jestem Doktorkiem. — Wiem, kim jesteś. Ale czy ty przypadkiem nie odszedłeś już z tego świata? — Czy to ważne, skoro rozmawiamy? Może jestem tylko twoim wyobrażeniem. To nieistotne. Cała nasza trójka dostała to zadanie. Wyszliśmy na ulicę. Panowała tam zamrożona cisza. — Gdzie są wszyscy? Gdzie się podziali? — Widzisz... wszystkie twoje miłości, od Pestka i Renee, nie mogły się udać. Światem zawsze sterowały sekty. Najpierw naziści. Potem Wielka Unia. Kiedy byłeś z Meg, świat też był kontrolowany. Pamiętasz? Sam o tym pisałeś. Wszystko zaczęło się od Urzędu X i wpuszczonego trutnia. Miał zatruć wszystko. Doktorek i ja jednocześnie spojrzeliśmy na puste okna kamienic. — Społeczeństwa zarządzane są przez strach i nienawiść. Skłóconych ludzi łatwo kontrolować. Najpierw esesmani mordujący Żydów i Polaków. Każdego, kto stwarzał zagrożenie. Potem do Wielkiej Unii zaproszono wszystkie nacje. Tylko po to, by skłócić je z rdzennymi mieszkańcami tych ziem. A wszystko zaczęło się od budynku X i jednego zatrutego człowieka. A teraz? Teraz, by kontrolować umysły, władza nie musi już skłócać ludzi. Wchodzicie do strefy zero — rozległ się głos słyszalny tylko w naszych uszach. — Zaczynamy odliczanie. Rozpoczynamy proces wymazywania pamięci. — Jak to — wszystkie moje myśli i cały zasób wiedzy mają zostać wymazane? — Tak. Teraz kontrola odbywa się już w ten sposób. — Ludzie nie wychodzą na ulice. Zostali zdominowani przez wszechobecne boty. Są nieustannie monitorowani, gdy poruszają się po strefach. Antagonizmy przestały istnieć — nie są już potrzebne do kontrolowania i wpływania na rzeczywistość. — Dziś wszystko zawierają programy kreujące ludzkie projekcje. Podobne do tych, jakie kiedyś ludzie tworzyli w snach — powiedział spokojnie. — Sny napędzały ludzkie aspiracje i dążenia. Były impulsem do działania. Teraz zostały nam odebrane. — Czy stan, w którym się znajdujemy, nie jest właśnie snem? — zapytałem. — Złym snem? — Nie. To już nie sen. To rzeczywistość wykreowana. Syntetyczna, zaprojektowana. Ty byłeś jednym z ostatnich analogowych ludzi. — A Wielka Unia? — Upadła w 2050 roku. Jak wszystkie ludzkie mrzonki o panowaniu. Upadł projekt, nie mechanizm. Ludzkość stworzyła urządzenia zdolne przenikać przestrzeń dostępną wcześniej wyłącznie ludziom — projekcje snów. — Zaczęli je kontrolować? — Więcej. Zaczęli je generować. Tyle że te sny nie należą już do ludzi. Są sterowane przez boty. Teraz trwa wojna, ale nie o terytoria. — O umysły? — O podświadomość. O sny. To one były ostatnią granicą tamtego świata. Tym, co przenikało do rzeczywistości i co ludzie nazywali chorobami, lękami, obsesjami. — A teraz? — Teraz właśnie tam toczy się walka. Nie ma już znaczenia, czy jesteś żywy, czy martwy. — Jak to? — Ten świat nie dzieli już ludzi w ten sposób. — Dlatego ta sfera jest im tak bardzo potrzebna. Poczułem ból głowy. — To wszystko się stanie, jeżeli my, ludzie, tego nie zatrzymamy. — A gdzie w tym wszystkim jest świętość, religia? — Wszystko jest tam, gdzie powinno. Twoi święci są i mają się dobrze. Bóg ich zsyłał i nadal będzie to robił. Wszystkie bursztyny różańca, jakimi się stali nasi święci. Wszyscy są i nadal kreują naszą rzeczywistość. Tylko oni potrafią to robić. — Więc dlaczego zło nadal istnieje? — Ponieważ jesteśmy ludźmi i zło jest wpisane w nasze istnienie. Tak samo jak dobro, którym musimy je przezwyciężać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...