Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Czy poezja to są słowa?
Czy poezja to są myśli?

Czy jest sens by wciąż od nowa
Wykrzykiwać coraz głośniej
Co już dawno wykrzyczane
Przez miliony gardeł było?
Czy te myśli co nad ranem
Tak okrutnie w głowie wyją
Odbierając chęć na wszystko,
Czy jest warto pisać o nich,
Czy też rzeczą jest naiwną
Sensu szukać w ich pogoni?

Czy poezją są te myśli
Czy też słowa, które potem
Mniej lub bardziej lekkomyślnie
Na ich temat nędznie plotę?

Co wierszami czyni wiersze?
Co stanowi część ich wspólną?
Rymy nie są wszak konieczne,
Resztę zaś uchwycić trudno.
Czy to wersy, czy natchnienie,
Czy akcenty, rytm czy zgłoski?
Same słowa, ich znaczenie,
Brzmienie, sens, czy szyk ich boski?

Wiersze pisze się słowami,
Te w skład wchodzą wielu wierszy,
Lecz pytanie jest jak dalej
Wierszy cechę tę spostrzegłszy
Mam podążyć, na czym skończyć,
Przez co przejść, od czego zacząć?
W jaki sposób mam rozłożyć
Wiersz na części nic nie tracąc,
Tak by pojąć ten mechanizm,
By ogarnąć tę zasadę,
Tę, bez której zda się na nic
Tusz, który na papier kładę,
I choć coraz głębiej grzęznę
To nic nigdy się nie uda
I skazana jest na klęskę
Wszelka wierszowania próba?

Jak mam znaleźć sedno wierszy?
Co stanowi ich pryncypał?
Pytam Was, bo prawdę rzekłszy
Sam bym chętnie coś napisał...

Opublikowano

Ha! Podobało mi się bardzo!
Początek mnie zaciekawił już (egocentrycznie, gdyż kiedyś napisałem miniaturkę, która zaczynała się bardzo podobnie treściowo), później trochę to wrażenie ginie pod natłokiem słów, ale peunta jest świetna! Zabawna i sympatyczna. Bardzo fajnie podsumowuje ten utwór i sprawia, że go raczej zapamiętam.
Mógłbym zarzucić utworowi rozciągłość, jednak jego łopatologiczność i oczywistość (w zamierzeniu, czyli pozytywnie) oraz forma rymowanego pouczenia, wykładu, usprawiedliwiają to. Rymy bardzo ładne, niekiedy niegramatyczne, zrymowane tak jak lubię żeby było zrymowane. Liczba sylab w wersie się zgadza, gdyby tylko dodać wszędzie średniówkę i stopy, to by puenta wypadała naprawdę imponująco! Ale i tak podobało mi się bardzo bardzo!
Pozdrawiam serdecznie, Jędrek.

Opublikowano

Bardzo zgrabny i udany wiersz. Przekorna puenta. W ośmiozgłoskowym wierszu, moim zdaniem, średniówka nie jest konieczna.
Drobna uwaga:
Pryncypał - to przestarzale szef, kierownik może lepiej - "pryncypia"?
No i jeszcze:
Pytam się, bo prawdę rzekłszy
Sam bym chętnie coś napisał...


"Pytam się" jest nieładne, choć podobno dopuszczalne w mowie, ale bardzo potocznej.
Proponuję zmianę na przykład: Pytam, bo, tak prawdę rzekłszy,

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Racja, ze nie jest, jednak ja mialem co innego na mysli wspominajac o sredniowce. Mianowicie, zaakcentowaloby to jeszcze lepiej puente. Wiersz bylby maksymalnie dopieszczony i przez to pytanie PeeLa byloby jeszcze bardziej ironiczne i raczej kompletnie nie do zakwestionowania.. No bo że Autor pisac potrafi - to wiadomo :)

Mam nadzieje, ze nie pogmatwalem zbytnio...
Pozdrawiam serdecznie i przepraszam za brak polskich fontow. Cos mi sie spsulo.
Jedrek
Opublikowano

Dziękuję za komentarze. Chciałem poczekać z odpowiedzią, żeby nie zacząć się tłumaczyć zanim nie usłyszę całej krytyki. Więc po kolei:

Co do stopy, to miał być trochej, choć oczywiście nie wszędzie jest tak, jak być powinno, zwłaszcza w przedostatniej zwrotce. Być może zbyt wiele razy już to czytałem, ale wydaje mi się, że słyszę słabą średniówkę w większości wersów w połowie, a przynajmniej da się tak czytać, jakby tam była. Ale miałem też i inny pomysł, żeby mianowicie zapisać to jako szesnastozgłoskowiec:

Czy poezja to są słowa? Czy poezja to są myśli?
Czy jest sens by wciąż od nowa wykrzykiwać coraz głośniej
Co już dawno wykrzyczane przez miliony gardeł było?
Czy te myśli co nad ranem tak okrutnie w głowie wyją
Odbierając chęć na wszystko — czy jest warto pisać o nich,
Czy też rzeczą jest naiwną sensu szukać w ich pogoni?
...

Wtedy byłyby rymy wewnętrzne, być może nie od razu zauważalne. Zrezygnowałem z tego, ponieważ miałem wrażenie jakby rytm nieco się gubił w długich wersach, zwłaszcza pod koniec wiersza, który i bez tego czyta się wystarczająco ciężko.

Co do pryncypału, to miałem na myśli pryncypał w organach. Jako szef, faktycznie nie miałoby to sensu.

To „pytam się” rzeczywiście nie pasuje. Najchętniej zmieniłbym to na „pytam was” (was, czyli tytułowych poetów, adresatów pytań).

Z wielu rzeczy jestem raczej niezadowolony, ale już chciałem wreszcie skończyć, a ciężko było się wydostać, zwłaszcza z przedostatniej zwrotki. Zostawiłem więc „Tusz, który na papier kładę” z jakimś zacięciem akcentów oraz chyba najgorszy wers „To nic nigdy się nie uda”, który powstał jako ostatni i już nie chciałem nic z nim robić, żeby przypadkiem nie pojawiły się kolejne zanim skończę. I tak sporo w końcu wyrzuciłem.

To pierwszy wiersz, jaki udostępniam szerszej publiczności, nigdy wcześniej nie napisałem nic szczególnie ciekawego, a zacząłem nad nim pracować kiedy znalazłem to forum i pomyślałem, że chętnie sam bym coś napisał, zatem jest on w istocie znacznie bardziej dosłowny niż mogłoby się wydawać.

Następnym razem postaram się dodać również jakąś treść.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...