Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

 

Nas mężczyzn chętnie się dzisiaj wystawia. Za próg.

 

Na wiatr. Na zamieć. Na zawieruchę.

Na meandry wyobraźni. Na obczyznę wyobcowania.

 

Najbardziej jednak się nas wystawia do wiatru i na żarty

zaiste poważne nie na żarty.

 

Czyni się tak w imię wyimaginowanych, nadpisanych,

przepisanych, dorozumianych i wybiórczych pobieżnością teorii.

Skazują nas na pożarcie w imię pojedynczych niechęci

oraz zresetowanej kilkoma niedopowiedzeniami pamięci.

W imię pomyłek nie znających słowa „porównanie”.

Bazgrze się tutaj na kolanie krzywe równania totalnej

niewiedzy, niezrozumienia i koślawych interpretacji.

 

Mężczyzna jest zawsze winnym, bo jest mężczyzną.

Zasługi są jakoś inaczej wyjaśniane.

 

Im więcej się będziesz tutaj tłumaczył tym głębiej

- mój przyjacielu – zabrniesz w kłamstwa, oszustwa i matactwa.

Nie poskromisz łez. Pójdziesz z torbami. Pożegnasz się na amen.

 

Famy, plotki i legendy nie wzruszysz

choćbyś łbem walił o wszystkie ściany.

O megafony. O mikrofony. O kozetki.

Etc. itd. itp.

 

Ach moje byłe, ech przyszłe niedoszłe – nie mam wyjścia -

muszę w opamiętaniu smutkiem krzyknąć – żegnam Was -

A czynię to kierwa z uśmiechem, łagodnie i serdecznie.

 

Wiem, że są tutaj tacy, którzy wiedzą o czym jest mowa.

Wiedzą nawet znacznie lepiej ode mnie.

Są jednak tak wykończeni, że nie mają sił. Nie mają weny.

Są zamgleni niepowodzeniem i to są doprawdy łagodne słowa

na taką rozpacz.

 

Muszę Wam obiecać, że nic nikomu nie wyjaśnię i nie wyjawię,

bo całkiem przewrotnie mam w planach zaciemnić obraz.

Własnej skóry i męskości nie da się inaczej uratować,

co ja akurat już wiem, ponieważ sprawdziłem,

bo będąc głupim i naiwnym też się tutaj tłumaczyłem.

 

Ja z tych mężczyzn co uwielbiają tajemnice.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...