Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Ty jesteś mą wodą, mym światłem, mym życiem,

mego serca głośnym biciem.

Gdybym Cię stracił, tonął bym w smutkach -

Straszna to śmierć w skutkach.

Nie znalazłbym innej, piękniejszej od Ciebie, insze te nie istnieją.

Me myśli biegną do Ciebie, czy one z miłości szaleją.

A niech i będę najgłupszy i niech mnie okrzykną "dziwadło"!

Nic nie wiem krzyczał Sokrates, do sławy go powiodło.

Zatem nie będę doń gorszy i tak oto zapiszę te słowa:

"Niech mnie słucha cała epoka nowa!

Nic nie wiem to jego słowa, moje będą inne zgoła -

wiem wszystko co mi trzeba na kawałek choćby chleba, lecz by przerosnąć Koheleta

muszę ćwiczyć jak atleta.

Uczyć się więcej i chłonąć wiedzy

Być mądrzejszy niż inni koledzy.

Taki i ja mam cel iście literacki

Więc zostanę wieszczem jak Juliusz Słowacki".

Niechaj będą one stalowe jak u kowala podkowa.

Stalowe znaczy się wieczne,

Do zapamiętania każdemu konieczne.

Mój pomnik trwalszy niż ze spiżu postawię,

Lepszy niż Horacy i Kochanowski sobie sprawię.

Może i nie wyrosłem z tęższego pospołu,

Jednak odrodzę się jako feniks z popiołu.

I kunsztem im dorównam i dorównam wiedzą.

Nie będę z tyłu siedział niczym mysz za miedzą.

Jednak wróćmy do rzeczy, gdyż żem zagubił wątek.

Kocham Cię Helciu tak i dziś jak i w piątek.

Czy jednak mi wierzysz, czy jednak dasz wiary,

Że jesteś mi jedyna, z Tobą tworzę parę?

Jednak jeśli pocałunek tego Ci nie wyraził

Sprawię bym inaczej miłością Cię zaraził.

Oczywiście nie tak jak wirusem, złośliwym COVID'em

Jednak innym, wspanialszym ogniwem.

Ciepłym słowem, uczynkiem lub innymi czynami

Daj mi znać, niech miłość będzie między nami.

Jeśli mnie zdradzisz nie ukryję ni razu

Jak mnie boli te kilka wyrazów.

"Kocham Cię" pozostanie w mym sercu

Stań ze mną Helciu na ślubnym kobiercu.

Kocham Ciebie ponad życie,

Miłość okazać chcę obficie.

Dać Tobie wszystkie dary świata,

Uczynić Cię świecą co zmrok z kątów zmiata.

Chcę byś widziała we mnie partnera,

Dlatego zacznę wierszyk od zera.

Droga ma Helciu, piszę do Ciebie

Bowiem Ty jesteś jak anioł na niebie.

Miłuję Cię sercem całym rozpalonym

Z miłości do Ciebie całkiem rozświetlonym.

Nie ma innej na świecie, żadna lepsza od Ciebie

Przysięgam Ja Tobie, kocham Cię w tej osobie.

Kocham Cię razy trzy tysiące słyszałaś tyle razy

Moja miłość podobna jest do złośliwej zarazy

Chwyta cała i wnętrze ogarnia, zżera od środka

Łapie za serce, zamieniając kamień w puch, kamienne serce w diamentowy róg, który dzwoni o młodości, o miłości, o piękności, bo piękne to są idee

a w całym świecie ich tak niewiele.

Nawołuję do wolności

w okazywaniu radości i miłości.

Każdy zasługuje na ich okazanie,

Nie tylko poprzez mozolne pisanie.

Miłość najlepiej wyrażać czynami

Jeżeli tak uważasz, dziel się nią razem z nami!

Zapraszamy do zapoznania się z miłością

To uczucie warte okazania gościom,

Koleżance lub koledze jeśli wiesz co mam na myśli

Jeśli będziesz wyrozumiały może Ci się jakaś przyśni.

Ja już miałem sny czerwone, znaczy miłosne różami usypane

W każdym tym śnie widziałem osoby kochane.

Niektóre częściej w snach u mnie widziane.
Czy wszystkich na równi kocham, szczerze
sam już w to powoli nie wierzę.

Jednych stawiam nad innymi
innych równam z najbardziej ukochanymi

Jedną z nich Ty jesteś Helciu

Jesteś słodka moja Belciu

Jam Wokulski jest przy Tobie

Jak w lekturze co Lalka się zowie

Bolesław Prus był pisarz doskonały

Zasłużył i u mnie na promyczek chwały.

Ja jego dzieła bardzo sobie cenię

choć nie czytałem Lalki, bo jestem leniem…

Ale Katarynkę owszem, całkiem ładne dziełko

Nowela poruszająca i bardzo na czasie

Choć nie lepsza niż “starca oko i szkiełko”

To spodobała mi się całkiem,

Choć kataryniarza pogoniłbym wałkiem.

Jam jest szlachetny jak Pan Tomasz i wyznam Tobie szczerze,
iż w prawdziwą miłość od pierwszego wejrzenia wierzę.

Moja Belciu w krótkich słowach pozwól, że zamknę me dzieło

Kocham Cię ponad życie i wyrażę to nawet epopeją.

Nie będzie plagiatu, same moje słowa.

Więc pozwól, iż całą wypowiedź napiszę od nowa,
choć nie w nowym wierszu lecz kontynuować będę
jednak na nowo treść zawrę i rozwinę puente.

Kochana Helciu, przesyłam życzenia
i zdrowia, i szczęścia, i niech spełnią się marzenia.

Gdy powrócisz kochanie możesz być pewna,
że będę Cię kochał, boś Ty ma królewna.
Razem powędrujemy, pół świata zwiedzimy,

bo dzikiej przygody obaj się nie boimy.
Zabiorę Cię wszędzie, choćby na karaiby

i możesz mi wierzyć nie mówię na niby.

Z miłości szaleję i piszę te słowa,

Kocham Cię Helciu niech pamięta to Twa głowa.

Bo ja ci wbiję, wygraweruję, narysuję lub na ścianie namaluję.
Mam na to kilka licznych sposobów. Jednak tego nie kupuję.

Wolę bardziej humanitarne metody,
jak na przykład pisanie listów - to są miłości dowody
Dowód i twierdzenie są trwalsze od diamentu,
Nie znajdziesz dla miłości lepszego fundamentu.

Gloria amore wołajmy społem,
mojej wierności Ty jesteś aniołem.
“Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci a i ona nas nie rozłączy. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy jedyny i Wszyscy Święci.” - dokładnie tak powiem w dniu ślubu do mojej żony
W ten sposób zwieńczę jej skronie wierszem korony.
Bo choć nikt nam diamentów nie da, gdyż one nie są w tej cenie,
wiedz, iż ja naszą miłość po stokroć wyżej wycenię.
Chłopi się na tym nie znają i wielmoży także, jedni wódkę miłują, drudzy tytuły i fortunę.
Ja mogę zapewnić Tobie coś więcej czego za pieniądze nie kupią wcale ale mogę Ci to darować i nie zaszkodzi nam to wcale. Wzbogacimy się dosadnie i będziemy jak Panowie,
Na swych stołkach, na swych dworkach jaśni wielmożowie.

Ponieważ to miłość walutą się stanie i zwojuje z pół świata,
nie ostanie się żaden złodziej i nie znajdziesz kamrata.
Wszystko li dla nas pozostanie li też nasze będą włościa
o tym zdecydujem sami w jakim grodzie, gdyż waszmościa,
tak się zwać odtąd będziemy, taki tytuł honorujemy.
Oby tak długo jeszcze Bóg da pożyjemy.
Miłości błonie rozpostarły się niczym stepy
Wielkie widzę tego owoce i same zalety.
Jam co prawda nie Mickiewicz no i Dziadów nie napiszę,
jednak kunsztem chcę dorównać, więc kto wie czy się nie popiszę.
Odę do miłości stworzę i tak nazwę moje dzieło,
Bo to z uczuć - z miłości we mnie się wzięło.

Gdybym chmurę ja chciał zaszyć,

biorąc najmniejszą igłę

więcej szkód bym jej narobił, a może wystraszył?

Baranki lepiej jest oglądać nawet kiedy płaczą.

Wełna z czasem się rozczesze, jest za wcześnie na nią.

Igła źle się nam kojarzy, swetry inne mary,

zatem nowe szczotki Panie nie będą włosów rwały.

Ty jesteś moim barankiem i wszyscy o tym wiedzą.

Niech wszyscy o tym rozmawiają i niechaj Ci powiedzą,

Że Cię kocham moja chmurko, kocham niesłychanie.

Tyś jest pierwsza w mym spojrzeniu, bądź zawsze, wszędzie ze mną kochanie.

Edytowane przez sarmich13 (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie


    • ------------------------------
      ## Chrypka Louisa
      (Leo mierzy własny mit)
      {Piano pieśni}


      Przyjaciele odeszli, posiwiała mi skroń
      Boli mnie to, co kiedyś grało aż strach. I ta woń...
      Chciałbym w miłosny wpaść szal, ale los nie tak chciał
      I w Wieży Pieśni płacę czynsz, czym Pan Bóg dał.


      Spytałem Hanka: „Jak smutno może być?”
      Jeszcze mi nie odpowiedział, lecz
      Słyszę całą noc, jak kaszle, aż się odechciewa żyć,
      Ze sto pięter wyżej w Wieży tej. I właśnie w tym rzecz,


      Że urodziłem się tak, taki już mój los
      Urodziłem się z darem: mam anielski głos
      I dwudziestu siedmiu aniołów Wielkiego Manitou
      Przywiązało mnie do tego stołu, w tej Wieży tu.


      Tak, wbijaj se szpileczki w laleczkę voodoo,
      Bardzo mi przykro, droga, ona nie przypomina wcale mnie.


      Stoję przy oknie, słońce nieźle grzeje tu
      Nawet kobiecie nie pozwolą cię zabić, nie w Wieży Pieśni tej jak zły sen.


      Powiesz, że zgorzkniałem, lecz jedno pewne jest (może robię błąd):
      Bogacze wpuszczają biednych w kanał swej TV
      I nadchodzi (jak dobrze liczę) przedostatni sąd,
      Bo widzę, słyszę te dziwne głosy w Wieży Pieśni, co na schwał


      Ciebie widzę też: stoisz po drugiej stronie, gdzieś hen
      (Nie wiem, kiedy tak rozrósł się strumyk ten...);
      Kochałem cię, kochanie, kiedyś, dawno tak...


      Wszystkie mosty, którymi mogliśmy uciec, płoną dziś
      Lecz tak bliskie mi to wszystko, co uszło w dym
      Nigdy, przenigdy nie dam nam tego stracić znów (słyszałem znak)


      Żegnam cię, nie wiem, kiedy wrócę tu (chyba nie wnet)
      Jutro przenoszą nas do tej wieży, gdzie pociąg kończy bieg
      Ale będziesz mnie słyszeć, miła, długo po tym, jak odejdę stąd!


      Będę dla ciebie górne pieśni piał z okna w Wieży mej (Étage Four)
      A choć w tej tu Wieży dają wikt co zwał,
      To i tak czasem wpadam w szal, taki temperament Bóg dał...


      Przyjaciół brak, coraz bielszy włos
      Boli mnie wszystko to, co...
      I tylko ten głos...
      ------------------------------


      ## (Blue) Hotel California


      Mój zabójco/bracie?


      Nie wiem, co mam ci powiedzieć, ale niech tak już będzie;


      Jest czwarta nad ranem, i grudzień się kończy,
      Piszę do ciebie list, by sprawdzić, czy lepiej ci życie się toczy.


      W Nowym Jorku mi zimno, ale dobrze mi, gdzie mieszkam.
      Na Clinton Street co wieczór muzyka gra, słyszę ją w kątach wszystkich...


      Właśnie: słyszałem, że dom sobie budujesz
      Gdzieś na pustyni, z dala od ludzi...
      Nie masz już nic, nie wiesz, po co żyjesz.
      Mam nadzieję, że robisz jakieś zapiski.


      Aha, Jane mi przyniosła z twojej grzywy lok
      Mówi, że to ty jej dałeś go
      W tę noc, kiedy planowałeś złożyć pokutę.
      Czy kiedyś w końcu pokajałeś się, przed kimkolwiek?


      Ach, ostatnim razem, gdy tu wpadłeś
      Wyglądałeś jakbyś się nagle postarzał.
      Twój słynny niebieski płaszcz od deszczu
      Miał na ramieniu dziurę na przestzał,


      Chodziłeś na Union wyglądać pociągów,
      Lecz wracasz do domu bez Lili Marlene w końcu,


      I ofiarowałeś mojej kobiecie
      Płatek łupieżu szarego jak życie
      A kiedy wróciła w domowe pielesze
      Nie była niczyją żoną. I ciągle cię widzę


      Z tą samą przywiędłą różą w zębach
      Jak jeszcze jedna wychudła cygańska złodziejka


      A, widzę, że Jane jednak nie śpi
      Przesyła całusy ci


      Co mam ci powiedzieć, mój zabójco, bracie?
      Co mogę? Nic mi nie przychodzi do głowy
      Chyba, że za tobą tęsknię, i chyba wybaczam...


      Cieszę się, że mi tak wszedłeś w drogę
      Jeśli kiedyś wpadniesz, po Jane albo mnie,
      Wiedz, że twój wróg śpi, a jego kobieta w końcu wolna jest...


      A, i dziękuję za to, że zdjąłeś jej z oczu to spojrzenie wiecznie głodne –
      Ja nawet nie próbowałem: myślałem, że to już na dobre,


      A, Jane mi przyniosła lok z twojej grzywy
      Mówi, że to ty dałeś jej go jako amulet
      W tę noc, kiedy miałeś złożyć pokutę.
      (Czy w końcu doczekałeś się skruchy? Takiej prawdziwej?)


      Ściskam mocno, 
      L. Cohen
      ------------------------------


      ## Suzanne
      Suzanne zabiera cię w dół,
      Tam, gdzie mieszka, nad Rzekę
      Słyszysz, jak przepływa łodzi tłum,
      Możesz spędzić noc u jej boku...


      I wiesz, że jej brak piątej klepki,
      Ale właśnie dlatego z nią być chcesz,
      Karmi cię dietą pomarańczy i herbaty,
      Które aż z Chin przypływają, by tu się znaleźć.


      I właśnie wtedy, gdy chcesz jej ogłosić,
      Że nie jesteś w stanie dać jej miłości,
      Nastraja cię na fal swoich długość,
      I rzeki daje oznajmić falom,
      Że byłeś jej kochankiem przez całą wieczność.


      I chcesz pójść w tę podróż z nią,
      Gotów podróżować w ciemno,
      I wiesz, że ci się powierzy cała,
      Bo dotknąłeś jej doskonałego ciała
      Swym umysłem przez chwilę jedną...


      A Jezus był żeglarzem, kiedy chodził po wodzie,
      I spędził czasu moc obserwując ludzi
      Ze swojej samotnej wieży z drewna,


      A kiedy wiedział już na pewno,
      Że widzą go tylko tonący,
      Powiedział, że każdy będzie odtąd żeglarzem,
      Dopóki morze go nie uwolni.


      Ale jemu samemu kości połamano
      Na długo zanim niebo się otwarło,
      Porzucony, niemal jak człowiek, zatonął jak kamień
      Pod twojej mądrości ciężarem...


      Chcesz pójść w tę podróż z nią,
      Gotów podróżować w ciemno,
      I wiesz, że ci się powierzy cała
      Bo dotknąłeś jej doskonałego ciała...
      Swym umysłem przez chwilę jedną.


      A ty chcesz z Nim w tę wyruszyć podróż,
      I chcesz w ciemno za Nim iść
      I myślisz, że może powierzysz mu każdy swój odruch,
      Bo dotknęła Jego doskonałego ciała
      Twoja myśl przez parę chwil...


      Suzanne bierze cię za rękę i prowadzi nad rzekę, cała
      W łachmanach i piórach z wrót Armii Zbawienia,
      A słońce miód leje na Świętą Marię Zatok
      Pokazuje, gdzie szukać wśród śmieci i kwiatów,


      Bohaterów w wodorostach, a dzieci o poranku
      Szukają miłości i będą tak wciąż, aż do spełnienia,
      A Suzanne tylko trzyma przed nimi lustro.


      I chcesz podróżować z nią
      Chcesz jej wierzyć, ślepo wierzyć że...
      I wiesz, że możesz jej powierzyć swój los
      Bo dotknęła twego idealnego ciała myśl jej
      (Tylko na papierze)
      ------------------------------


      ## El polaco


      „Canto / El reloj cuenta maquinalmente las horas / Da lo mismo las siete que las doce / Yo no estoy aquí / Es la señal de carne que dejé al irme / Para saber mi sitio al regresar”


      „Śpiewam
      Zegar odlicza godziny machinalnie
      Wszystko jedno, siedem czy dwanaście
      Mnie nie ma tu –
      To znak ciała porzuconego, że mam iść,
      Że mam znać swoje miejsce, gdy przyjdę znów”


      Bo w Wiedniu jest z dziesięć pięknych kobiet,
      Jest rękaw, gdzie Śmierć wypłakuje swój śmiech,
      I hol gdzie jest z dziewięćset okien,
      I drzewo, gdzie synogarlice idą czekać na Śmierć.


      Jest, urwany od ranka, szczątek,
      Co wisi w Galerie Beschränkt...


      Aj, aj, aj, aj, aj, aj
      Weź ten walc, w ten walc wejdź, w
      Ten walc, co klamrę ma u szczęk


      Och, pragnę cię, pragnę cię, tak pragnę
      Na krześle z gazetą wyblakłą muszę cię wziąć
      Przy jadle, w jaskini lwa, na lilii prątku,
      W korytarza głębi, co na miłości wizytę czeka wciąż,


      Na łóżku, gdzie księżyc się poci zajadle,
      W krzyku, który wypełniają kroki i proch.


      Aj, aj, aj, aj, aj, aj
      Weź ten walc, tego walca ton,
      Weź jego złamany kark w swoją dłoń...


      Ten walc, ach walc, ach walc, walc ten!
      A w jego oddechu – Schnapps i Śmierć;
      Co wlecze ogon swój po morza dnie,


      Jest w Wiedniu do dziś ta Philharmonie,
      Gdzie tysiąc recenzji było już twych ust
      I bar, gdzie chłopcy od lat siedzą, razem smutniej im:
      Na śmierć skazani, przez szok, przez blues...


      Patrz, ktoś wspina się na twój cokół
      Z wieńcem świeżo ściętych łez...


      Aj, aj, aj, aj, aj, aj
      Weź ten walc, wzejdź nim w morze łez,
      Ten walc nam umiera jak bez...


      Jest strych, gdzie w klasy bawią się dzieci,
      Gdzie szybko musimy spocząć w miłości złóg
      By śnić o latarniach tych, kiedyś w Trieście
      We mgle popołudnia, którą Bóg...


      I zobaczyć co jeszcze na łańcuszek smutków nawlekłaś
      Prócz baranów i ze śniegu róż...


      Aj, aj, aj, aj
      Weź ten walc, wyjdź w walca cień,
      I to twoje „Nigdy cię nie zapomnę, wiesz!”


      Ten walc, ach walc, ach walc, walc jak sen!
      A w jego oddechu – Śmierć i znój,
      Co po życia dnie wlecze odwłok swój...


      I zatańczę z tobą znów w Wiedniu –
      Przebiorę się za rzeki cud,
      Dziki hiacynt w butonierkę wepnę,
      Me usta na rosie twych ud,


      I duszę mą pogrzebię w albumie,
      Gdzie fotografie całkiem mech skrył,
      I dam porwać twego piękna lawinie –
      Skrzypki me i mój krzyż,


      A ty poniesiesz mnie w dół w twoim walcu
      W kałużę łez, co na ślepo wierzy, że...


      Och, miła ma, kocham cię, jak w tym tańcu –
      Zakwitnij w walc, w ten walc wstąp –
      Jest teraz twój. Jest tylko on


      {Instrumental}
      (Aj, Aj, Aj, Aj)
      ------------------------------


      ## Bękart bez kart


      Jeśli ty karty rozdajesz,
      Nie mam żadnych kart
      Jeśli ty łaski szafujesz,
      Ja – za co łaska żart
      Jeśli Twoja jest chwała
      Jam potępienia wart
      Chcesz, by było ciemniej?
      Płomień gasi czart


      Wywyższone, uświęcone
      Będzie Imię Twe
      Z czci odarte, umęczone
      W ludzkiej formie tej
      Choć milion świec płonie
      Pociechy brak w godzinie złej
      Chcesz, by ciemniej było?
      Diabeł mówi.. Ok!

      חינני
       חינני
      Jestem gotów, Panie mój...

      W tej historii jest kochanek,
      Lecz wątek wciąż ten sam:
      Prócz na ból kołysanek -
      Paradoks, co jest winien. Nam

      Ale w Piśmie zapisane -
      To nie wybieg dla dam...
      Chcesz, by ciemność nastała?
      Płomień gaśnie u bram

      Jeńcy już w więzieniu
      A straż unosi broń
      Me demony oswojone
      I klasy muszej są
      Widać mam pozwolenie
      Pistolet wymierzyć prosto w skroń
      Chcesz ciemniej mieć?
      Podnosimy dłoń...

      ## Katharisméni ékdosi
      [Teil I: Mehr Dunkelheit!]
      אני מוכן, אדוני...

      W tej historii jest kochanek,
      Lecz wątek wciąż ten sam –
      Prócz na ból kołysanek
      Paradoks, co wszystko winien nam.
      Ale w Piśmie zapisane –
      To nie wybieg dla dam.
      Chcesz, by ciemność nastała?
      Płomień gaśnie u bram.


      Jeńcy już w więzieniu,
      A straż unosi broń.
      Me demony oswojone
      I klasy muszej są.
      Widać mam pozwolenie
      Pistolet wymierzyć prosto w skroń.
      Chcesz ciemniej mieć?
      Podnosimy dłoń...

      [Część II: Mackie Złota Rączka]


      Jeśli chcesz mężczyzny,
      Zrobię, o co prosisz mnie.
      A jeśli mam ukryć blizny 
       Maskę włożę, czemu nie?

      Jeśli chcesz partnera,
      Za rękę mnie chwyć,
      Chcesz mnie w złości sponiewierać –
      Jestem do usług twych.

      Jeśli chcesz boksera,
      Dla ciebie wystawię się na strzał.
      Gdy szukasz felczera,
      Zbadam każdy twego ciała cal.

      Trzeba ci szofera?
      Drzwi są tu.
      Chcesz mnie w pole, jak frajera...
      Twoją myśl łapię w słowa pół –
      Jestem cały twój.

      Ach, księżyc razi mnie,
      Łańcuch za krótki jest,
      Bestia nie chce położyć się.
      Każda obietnica przechodzi przez myśl –
      Z tych, co je złożyłem i nie mogłem spełnić ich.

      Ale nikt nigdy nie odzyskał kobiety swej,
      Choćby na kolana padł
      I czołgał się, itd.,
      I kładł ci się do stóp,
      I do twej urody wył
      Jak w rui pies,
      I błagał: „Proszę, proszę cię”.
      Jestem mężczyzną. Chętnie służę. Jak chcesz...

      A kiedy cię zmorzy sen
      Na drodze pisanej nam,
      To poprowadzę ja ten cały kram
      A gdy zechcesz sama wejść w jasny latarni cień,
      Zniknę dla ciebie, jak w raz sam 


      Gdy oddasz mi dziecko swe,
      By sama trochę przespacerować się
      Po plaży, cichej jak nasze dni – Z przyjemnością. Bardzo miło mi

      Jeśli chcesz partnera,
      Za rękę mnie chwyć,
      Chcesz mnie w złości sponiewierać –
      Jestem do usług twych.

      Jestem. Służę ci.
      Jeśli chcesz mechanika,
      Zrobię, o co prosisz mnie.
      A jeśli powiesz: „Znikaj!”,
      Założę maskę, jeśli chcesz.

      Jeśli chcesz kochanka,
      Zrobię wszystko, o co prosisz mnie.
      A, ma być przebieranka?
      Założę maskę, nawet dwie.
      Jestem. Służę. Tak, wiem...
      Bum!
      ------------------------------


      ## Exit Alexandriae me peccare fecit

      Nagle noc stała się zimniejsza.
      Bóg miłości do odejścia gotuje się;
      Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza 
      Gdy prześlizgują się między strażnikami serc.

      Karmiąc się jedynie prostotą czaru,
      Wychodzą w światło, w bezkształt się splatają w śnie mym
      I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę,
      Wstępują w uścisk głosów i win.

      To nie żaden trik, to zmysły cię zawodzą,
      Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak –
      Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi,
      Zażegnaj ból, że Aleksandry brak.

      Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach, 
      Choć co dzień pocałunkiem budzi cię,
      Nie mów, że  chwilę tą sobie wyobraziła,
      Nie uciekaj się do wymówki tej.

      Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję,
      Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz 
      Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem, 
      Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz.

      A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór,
      I dzięki temu odzyskałeś honor swój –
      Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność,
      Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg.

      Chociaż spała na twej pościeli ruinach, 
      Choć co dzień pocałunkiem budziła cię,
      Nie mów, że tę chwilę sobie uroiła,
      Nie zniżaj się do wymówki złej.

      Tak długo szykowaleś się na tę okoliczność,
      Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu.
      Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie,
      Te pierwsze śluby znów namacalne, tu.

      Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie
      Zawsze byłeś kapitanem planów, co rozbiły się w pył –
      Więc nie uciekaj w tanie "tak, ale',
      Co  'dlaczego' i 'więc' zakłóca rytm.

      Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie;
      Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch –
      Więc nie bądź, jak ci z liniowca Titanic
      Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o 'jak' i 'bo'.

      A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens,
      któremu kod złamano, przekreślono krzyż -
      Zażegnać już teraz nie możesz nic.
      Przeżegnaj się bo Aleksandra martwa jest.

      Noc staje się coraz zimniejsza.
      Bóg miłości odszedł do pieleszy swych,
      Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza:
      Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki - Στυξ


      Ich atme Gesang.

      Sprawiasz, że śpiewam
      By zapomnieć świata pleśń
      Sprawiasz, że śpiewam
      Jedyną, jaką miałem, pieśń 

      Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu
      Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw
      Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu 
      Z mego marnego kopczyka sław
      Wciąż śpiewam, śpiewam ci 

      Nawet jeśli przeminął świat
      Sprawiasz, że śpiewam
      Śpiewam tą samą pieśń od stu lat
      Sprawiasz, że śpiewam
      Alleluja, mój hymn
      Sprawiasz, że śpiewam
      Jak więzień swój ostatni Rym 

      To dziękin tobie śpiewam
      Nawet jeśli wieści są złe
      I ciągle śpiewam
      Jedyną, jaką miałem, pieśń 

      Sprawiasz, że śpiewam
      Odkąd rzeka umarła mi
      Sprawiasz, że śpiewam
      By zapomnieć na parę chwil 
      Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci 

      Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore,
      Alleluja, mój hymn
      fac me hymnum canere
      W tej Wieży Pieśni, więzieniu mym

      Dajesz mi śpiew, więc śpiewam 
      Choć się skończył świat
      Życie to śpiew, i śpie-wam wam 
      Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat

      Wciąż śpiewam, śpiewam ci
      Choć pełen dziur ten świat
      Noszę dumnie głos swój pełen łat

      Wciąż śpiewam, śpiewam ci
      Choć mi prawie wiek pękł 
      Wnoszę dumnie swój głos pełen łat
      Na jedno z najniższych Wieży piętr

      A ty - dajesz mi śpiewać, śpiewać mi 
      Śpiewać ci... Ich atme Gesang.

       Für dich
       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Link do piosenki:  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Nie mów, że wszystko, że zawsze Nie mów, nie mów   Nie mów, że wszędzie, że stracone Bo są to kwestie złożone Nie mów, nie mów   Nie pragnij, nie tęsknij Uspokój się i zaśnij   Tej nocy nie odbierze nikt Snu, który tkliwie w serce puka Zobacz jak natrętny obraz znikł Jak Twoich myśli szuka   Noc odsłania wdzięki swoje To my, to nas dwoje Przy księżyca blasku srebrnym Odchodzimy w sen podniebny   Tam spójrz: gwiazdy złocą się i mienią Świat otworzą, świat odmienią Z ich uśmiechem, z ich promieniem Noc w dzień, a dzień w noc zmienię   Niech w snach jak w bajce albo baśni Dzień słoneczny radość tworzy Zaśnij miła, proszę zaśnij To świat snu tej nocy ożył   Bierz kochanie to złudzenie, bierz ten sen Niech przeplata się dzień z nocą, z nocą dzień   Uleć jak na skrzydłach – zapomnij żal I płyń w powietrznych wstęgach fal Płyń przez marzenia, płyń przez sen Niech tej nocy w Twoje serce wejdzie dzień   A gdy rano wstaniesz rozmarzona Snem co piękniejszy był niż baśń Pomyśl, że dusza Twoja jest stworzona By marzenia najjaśniejsze kraść
    • ------------------------------ ## Chrypka Louisa (Leo mierzy własny mit) {Piano pieśni} Przyjaciele odeszli, posiwiała mi skroń Boli mnie to, co kiedyś grało aż strach. I ta woń... Chciałbym w miłosny wpaść szal, ale los nie tak chciał I w Wieży Pieśni płacę czynsz, czym Pan Bóg dał. Spytałem Hanka: „Jak smutno może być?” Jeszcze mi nie odpowiedział, lecz Słyszę całą noc, jak kaszle, aż się odechciewa żyć, Ze sto pięter wyżej w Wieży tej. I właśnie w tym rzecz, Że urodziłem się tak, taki już mój los Urodziłem się z darem: mam anielski głos I dwudziestu siedmiu aniołów Wielkiego Manitou Przywiązało mnie do tego stołu, w tej Wieży tu. Tak, wbijaj se szpileczki w laleczkę voodoo, Bardzo mi przykro, droga, ona nie przypomina wcale mnie. Stoję przy oknie, słońce nieźle grzeje tu Nawet kobiecie nie pozwolą cię zabić, nie w Wieży Pieśni tej jak zły sen. Powiesz, że zgorzkniałem, lecz jedno pewne jest (może robię błąd): Bogacze wpuszczają biednych w kanał swej TV I nadchodzi (jak dobrze liczę) przedostatni sąd, Bo widzę, słyszę te dziwne głosy w Wieży Pieśni, co na schwał Ciebie widzę też: stoisz po drugiej stronie, gdzieś hen (Nie wiem, kiedy tak rozrósł się strumyk ten...); Kochałem cię, kochanie, kiedyś, dawno tak... Wszystkie mosty, którymi mogliśmy uciec, płoną dziś Lecz tak bliskie mi to wszystko, co uszło w dym Nigdy, przenigdy nie dam nam tego stracić znów (słyszałem znak) Żegnam cię, nie wiem, kiedy wrócę tu (chyba nie wnet) Jutro przenoszą nas do tej wieży, gdzie pociąg kończy bieg Ale będziesz mnie słyszeć, miła, długo po tym, jak odejdę stąd! Będę dla ciebie górne pieśni piał z okna w Wieży mej (Étage Four) A choć w tej tu Wieży dają wikt co zwał, To i tak czasem wpadam w szal, taki temperament Bóg dał... Przyjaciół brak, coraz bielszy włos Boli mnie wszystko to, co... I tylko ten głos... ------------------------------ ## (Blue) Hotel California Mój zabójco/bracie? Nie wiem, co mam ci powiedzieć, ale niech tak już będzie; Jest czwarta nad ranem, i grudzień się kończy, Piszę do ciebie list, by sprawdzić, czy lepiej ci życie się toczy. W Nowym Jorku mi zimno, ale dobrze mi, gdzie mieszkam. Na Clinton Street co wieczór muzyka gra, słyszę ją w kątach wszystkich... Właśnie: słyszałem, że dom sobie budujesz Gdzieś na pustyni, z dala od ludzi... Nie masz już nic, nie wiesz, po co żyjesz. Mam nadzieję, że robisz jakieś zapiski. Aha, Jane mi przyniosła z twojej grzywy lok Mówi, że to ty jej dałeś go W tę noc, kiedy planowałeś złożyć pokutę. Czy kiedyś w końcu pokajałeś się, przed kimkolwiek? Ach, ostatnim razem, gdy tu wpadłeś Wyglądałeś jakbyś się nagle postarzał. Twój słynny niebieski płaszcz od deszczu Miał na ramieniu dziurę na przestzał, Chodziłeś na Union wyglądać pociągów, Lecz wracasz do domu bez Lili Marlene w końcu, I ofiarowałeś mojej kobiecie Płatek łupieżu szarego jak życie A kiedy wróciła w domowe pielesze Nie była niczyją żoną. I ciągle cię widzę Z tą samą przywiędłą różą w zębach Jak jeszcze jedna wychudła cygańska złodziejka A, widzę, że Jane jednak nie śpi Przesyła całusy ci Co mam ci powiedzieć, mój zabójco, bracie? Co mogę? Nic mi nie przychodzi do głowy Chyba, że za tobą tęsknię, i chyba wybaczam... Cieszę się, że mi tak wszedłeś w drogę Jeśli kiedyś wpadniesz, po Jane albo mnie, Wiedz, że twój wróg śpi, a jego kobieta w końcu wolna jest... A, i dziękuję za to, że zdjąłeś jej z oczu to spojrzenie wiecznie głodne – Ja nawet nie próbowałem: myślałem, że to już na dobre, A, Jane mi przyniosła lok z twojej grzywy Mówi, że to ty dałeś jej go jako amulet W tę noc, kiedy miałeś złożyć pokutę. (Czy w końcu doczekałeś się skruchy? Takiej prawdziwej?) Ściskam mocno,  L. Cohen ------------------------------ ## Suzanne Suzanne zabiera cię w dół, Tam, gdzie mieszka, nad Rzekę Słyszysz, jak przepływa łodzi tłum, Możesz spędzić noc u jej boku... I wiesz, że jej brak piątej klepki, Ale właśnie dlatego z nią być chcesz, Karmi cię dietą pomarańczy i herbaty, Które aż z Chin przypływają, by tu się znaleźć. I właśnie wtedy, gdy chcesz jej ogłosić, Że nie jesteś w stanie dać jej miłości, Nastraja cię na fal swoich długość, I rzeki daje oznajmić falom, Że byłeś jej kochankiem przez całą wieczność. I chcesz pójść w tę podróż z nią, Gotów podróżować w ciemno, I wiesz, że ci się powierzy cała, Bo dotknąłeś jej doskonałego ciała Swym umysłem przez chwilę jedną... A Jezus był żeglarzem, kiedy chodził po wodzie, I spędził czasu moc obserwując ludzi Ze swojej samotnej wieży z drewna, A kiedy wiedział już na pewno, Że widzą go tylko tonący, Powiedział, że każdy będzie odtąd żeglarzem, Dopóki morze go nie uwolni. Ale jemu samemu kości połamano Na długo zanim niebo się otwarło, Porzucony, niemal jak człowiek, zatonął jak kamień Pod twojej mądrości ciężarem... Chcesz pójść w tę podróż z nią, Gotów podróżować w ciemno, I wiesz, że ci się powierzy cała Bo dotknąłeś jej doskonałego ciała... Swym umysłem przez chwilę jedną. A ty chcesz z Nim w tę wyruszyć podróż, I chcesz w ciemno za Nim iść I myślisz, że może powierzysz mu każdy swój odruch, Bo dotknęła Jego doskonałego ciała Twoja myśl przez parę chwil... Suzanne bierze cię za rękę i prowadzi nad rzekę, cała W łachmanach i piórach z wrót Armii Zbawienia, A słońce miód leje na Świętą Marię Zatok Pokazuje, gdzie szukać wśród śmieci i kwiatów, Bohaterów w wodorostach, a dzieci o poranku Szukają miłości i będą tak wciąż, aż do spełnienia, A Suzanne tylko trzyma przed nimi lustro. I chcesz podróżować z nią Chcesz jej wierzyć, ślepo wierzyć że... I wiesz, że możesz jej powierzyć swój los Bo dotknęła twego idealnego ciała myśl jej (Tylko na papierze) ------------------------------ ## El polaco „Canto / El reloj cuenta maquinalmente las horas / Da lo mismo las siete que las doce / Yo no estoy aquí / Es la señal de carne que dejé al irme / Para saber mi sitio al regresar” „Śpiewam Zegar odlicza godziny machinalnie Wszystko jedno, siedem czy dwanaście Mnie nie ma tu – To znak ciała porzuconego, że mam iść, Że mam znać swoje miejsce, gdy przyjdę znów” Bo w Wiedniu jest z dziesięć pięknych kobiet, Jest rękaw, gdzie Śmierć wypłakuje swój śmiech, I hol gdzie jest z dziewięćset okien, I drzewo, gdzie synogarlice idą czekać na Śmierć. Jest, urwany od ranka, szczątek, Co wisi w Galerie Beschränkt... Aj, aj, aj, aj, aj, aj Weź ten walc, w ten walc wejdź, w Ten walc, co klamrę ma u szczęk Och, pragnę cię, pragnę cię, tak pragnę Na krześle z gazetą wyblakłą muszę cię wziąć Przy jadle, w jaskini lwa, na lilii prątku, W korytarza głębi, co na miłości wizytę czeka wciąż, Na łóżku, gdzie księżyc się poci zajadle, W krzyku, który wypełniają kroki i proch. Aj, aj, aj, aj, aj, aj Weź ten walc, tego walca ton, Weź jego złamany kark w swoją dłoń... Ten walc, ach walc, ach walc, walc ten! A w jego oddechu – Schnapps i Śmierć; Co wlecze ogon swój po morza dnie, Jest w Wiedniu do dziś ta Philharmonie, Gdzie tysiąc recenzji było już twych ust I bar, gdzie chłopcy od lat siedzą, razem smutniej im: Na śmierć skazani, przez szok, przez blues... Patrz, ktoś wspina się na twój cokół Z wieńcem świeżo ściętych łez... Aj, aj, aj, aj, aj, aj Weź ten walc, wzejdź nim w morze łez, Ten walc nam umiera jak bez... Jest strych, gdzie w klasy bawią się dzieci, Gdzie szybko musimy spocząć w miłości złóg By śnić o latarniach tych, kiedyś w Trieście We mgle popołudnia, którą Bóg... I zobaczyć co jeszcze na łańcuszek smutków nawlekłaś Prócz baranów i ze śniegu róż... Aj, aj, aj, aj Weź ten walc, wyjdź w walca cień, I to twoje „Nigdy cię nie zapomnę, wiesz!” Ten walc, ach walc, ach walc, walc jak sen! A w jego oddechu – Śmierć i znój, Co po życia dnie wlecze odwłok swój... I zatańczę z tobą znów w Wiedniu – Przebiorę się za rzeki cud, Dziki hiacynt w butonierkę wepnę, Me usta na rosie twych ud, I duszę mą pogrzebię w albumie, Gdzie fotografie całkiem mech skrył, I dam porwać twego piękna lawinie – Skrzypki me i mój krzyż, A ty poniesiesz mnie w dół w twoim walcu W kałużę łez, co na ślepo wierzy, że... Och, miła ma, kocham cię, jak w tym tańcu – Zakwitnij w walc, w ten walc wstąp – Jest teraz twój. Jest tylko on {Instrumental} (Aj, Aj, Aj, Aj) ------------------------------ ## Bękart bez kart Jeśli ty karty rozdajesz, Nie mam żadnych kart Jeśli ty łaski szafujesz, Ja – za co łaska żart Jeśli Twoja jest chwała Jam potępienia wart Chcesz, by było ciemniej? Płomień gasi czart Wywyższone, uświęcone Będzie Imię Twe Z czci odarte, umęczone W ludzkiej formie tej Choć milion świec płonie Pociechy brak w godzinie złej Chcesz, by ciemniej było? Diabeł mówi.. Ok! חינני  חינני Jestem gotów, Panie mój... W tej historii jest kochanek, Lecz wątek wciąż ten sam: Prócz na ból kołysanek - Paradoks, co jest winien. Nam Ale w Piśmie zapisane - To nie wybieg dla dam... Chcesz, by ciemność nastała? Płomień gaśnie u bram Jeńcy już w więzieniu A straż unosi broń Me demony oswojone I klasy muszej są Widać mam pozwolenie Pistolet wymierzyć prosto w skroń Chcesz ciemniej mieć? Podnosimy dłoń... ## Katharisméni ékdosi [Teil I: Mehr Dunkelheit!] אני מוכן, אדוני... W tej historii jest kochanek, Lecz wątek wciąż ten sam – Prócz na ból kołysanek Paradoks, co wszystko winien nam. Ale w Piśmie zapisane – To nie wybieg dla dam. Chcesz, by ciemność nastała? Płomień gaśnie u bram. Jeńcy już w więzieniu, A straż unosi broń. Me demony oswojone I klasy muszej są. Widać mam pozwolenie Pistolet wymierzyć prosto w skroń. Chcesz ciemniej mieć? Podnosimy dłoń... [Część II: Mackie Złota Rączka] Jeśli chcesz mężczyzny, Zrobię, o co prosisz mnie. A jeśli mam ukryć blizny   Maskę włożę, czemu nie? Jeśli chcesz partnera, Za rękę mnie chwyć, Chcesz mnie w złości sponiewierać – Jestem do usług twych. Jeśli chcesz boksera, Dla ciebie wystawię się na strzał. Gdy szukasz felczera, Zbadam każdy twego ciała cal. Trzeba ci szofera? Drzwi są tu. Chcesz mnie w pole, jak frajera... Twoją myśl łapię w słowa pół – Jestem cały twój. Ach, księżyc razi mnie, Łańcuch za krótki jest, Bestia nie chce położyć się. Każda obietnica przechodzi przez myśl – Z tych, co je złożyłem i nie mogłem spełnić ich. Ale nikt nigdy nie odzyskał kobiety swej, Choćby na kolana padł I czołgał się, itd., I kładł ci się do stóp, I do twej urody wył Jak w rui pies, I błagał: „Proszę, proszę cię”. Jestem mężczyzną. Chętnie służę. Jak chcesz... A kiedy cię zmorzy sen Na drodze pisanej nam, To poprowadzę ja ten cały kram A gdy zechcesz sama wejść w jasny latarni cień, Zniknę dla ciebie, jak w raz sam  Gdy oddasz mi dziecko swe, By sama trochę przespacerować się Po plaży, cichej jak nasze dni – Z przyjemnością. Bardzo miło mi Jeśli chcesz partnera, Za rękę mnie chwyć, Chcesz mnie w złości sponiewierać – Jestem do usług twych. Jestem. Służę ci. Jeśli chcesz mechanika, Zrobię, o co prosisz mnie. A jeśli powiesz: „Znikaj!”, Założę maskę, jeśli chcesz. Jeśli chcesz kochanka, Zrobię wszystko, o co prosisz mnie. A, ma być przebieranka? Założę maskę, nawet dwie. Jestem. Służę. Tak, wiem... Bum! ------------------------------ ## Exit Alexandriae me peccare fecit Nagle noc stała się zimniejsza. Bóg miłości do odejścia gotuje się; Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza  Gdy prześlizgują się między strażnikami serc. Karmiąc się jedynie prostotą czaru, Wychodzą w światło, w bezkształt się splatają w śnie mym I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę, Wstępują w uścisk głosów i win. To nie żaden trik, to zmysły cię zawodzą, Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak – Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi, Zażegnaj ból, że Aleksandry brak. Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach,  Choć co dzień pocałunkiem budzi cię, Nie mów, że  chwilę tą sobie wyobraziła, Nie uciekaj się do wymówki tej. Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję, Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz  Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem,  Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz. A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór, I dzięki temu odzyskałeś honor swój – Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność, Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg. Chociaż spała na twej pościeli ruinach,  Choć co dzień pocałunkiem budziła cię, Nie mów, że tę chwilę sobie uroiła, Nie zniżaj się do wymówki złej. Tak długo szykowaleś się na tę okoliczność, Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu. Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie, Te pierwsze śluby znów namacalne, tu. Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie Zawsze byłeś kapitanem planów, co rozbiły się w pył – Więc nie uciekaj w tanie "tak, ale', Co  'dlaczego' i 'więc' zakłóca rytm. Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie; Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch – Więc nie bądź, jak ci z liniowca Titanic Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o 'jak' i 'bo'. A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens, któremu kod złamano, przekreślono krzyż - Zażegnać już teraz nie możesz nic. Przeżegnaj się bo Aleksandra martwa jest. Noc staje się coraz zimniejsza. Bóg miłości odszedł do pieleszy swych, Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza: Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki - Στυξ Ich atme Gesang. Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć świata pleśń Sprawiasz, że śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń  Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu  Z mego marnego kopczyka sław Wciąż śpiewam, śpiewam ci  Nawet jeśli przeminął świat Sprawiasz, że śpiewam Śpiewam tą samą pieśń od stu lat Sprawiasz, że śpiewam Alleluja, mój hymn Sprawiasz, że śpiewam Jak więzień swój ostatni Rym  To dziękin tobie śpiewam Nawet jeśli wieści są złe I ciągle śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń  Sprawiasz, że śpiewam Odkąd rzeka umarła mi Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć na parę chwil  Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci  Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore, Alleluja, mój hymn fac me hymnum canere W tej Wieży Pieśni, więzieniu mym Dajesz mi śpiew, więc śpiewam  Choć się skończył świat Życie to śpiew, i śpie-wam wam  Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć pełen dziur ten świat Noszę dumnie głos swój pełen łat Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć mi prawie wiek pękł  Wnoszę dumnie swój głos pełen łat Na jedno z najniższych Wieży piętr A ty - dajesz mi śpiewać, śpiewać mi  Śpiewać ci... Ich atme Gesang.  Für dich    
    • Samotny syn Tomasz syka
    • I Lily pękła, wrogu. Hugo rwał kępy Lili   I, i Lily pękła, wrogu. Hugo rwał kępy lilii
    • Akty rok mam, i mam korytka
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...