Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Podsumujmy:
żyjemy na okruchu skały
pędzącym 80 000 km/h
wokół gazowej kuli rozżarzonej do milionów stopni.
Pod naszymi stopami wrze ocean płynnej magmy,
nad głowami bezkresna próżnia w temperaturze bezwzględnego zera.
Przed niechybną śmiercią chronią nas:
delikatne pole magnetyczne
i cieniutka warstewka gazów
której życiodajny skład zależy od tego,
ile bakterii jest w oceanie,
ile trawy wyrośnie na stepach,
ile drzew zostawimy w lasach,
jaki dystans pokonają nasze pojazdy.
Jeśli w promieniu 30 świetlnych lat
wybuchnie supernowa,
znikniemy.
Słońce
i wszystkie jego planety
okrążają jądro galaktyki
z prędkością 800 000 km/h
a sama galaktyka
mknie 2 000 000 km/h w stronę Wielkiego Atraktora
i nikt nie wie,
czym on właściwie jest.
W jej centrum ogromna czarna dziura
przenosi okoliczną materię w stan którego nie rozumiemy
Co kilka miesięcy 
tuż obok nas
przelatują okruchy kosmicznego śmiecia
zrodzone na początku Kosmosu,
przed wszelkim życiem,
mogące zniszczyć świat jaki znamy.
A jednak
zdaje się, że ważniejsze jest,
jaki kapelusz założyła angielska królowa,
który telefon wygra w konkursie na największy ekran,
ile pomyj w jednym zdaniu może wylać polityk obrażając drugiego polityka.
Ludzki mózg to niezwykły organ:
pozwala zapomnieć,
pomaga ignorować,
daje błogą nieświadomość
i zrzuca odpowiedzialność za świat
na niewidzialnych przyjaciół.
Ludzki mózg,
kiedy dopada go astronomia
usuwa ją w niebyt.

  • 2 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...