Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

          Pewnego popołudnia myśl mnie naszła. Zauważyłem bowiem, że Rebecce bardzo się podobają moje perfumy, a wiedziałem, że nie są oryginalne, co wzbudziło we mnie poczucie pewnego dyskomfortu. Zmartwiła mnie ta okoliczność, bowiem nie chciałem imponować Rebecce de facto swoją nieuczciwością. Usiadłem więc przed internetem oraz rzetelnie sprawdziłem kwestię prawną perfum. Z artykułu takiego i takiego w związku takim to a takim z artykułem takim i takim, takiej i takiej ustawy, interpretowanym przez kilka orzeczeń Sądu Najwyższego w połączeniu z trzema interpretacjami kilku urzędów i ministerstw wyszło mi, że mogłem posługiwać się tymi perfumami, co okazało się w pełni legalne, aczkolwiek faktycznie dwuznaczne moralnie. Dojście do tej prawdy zajęło mi prawdę mówiąc około dwóch godzin. Szczerze mówiąc wcale nie jestem też pewny, czy w ten oto sposób doszedłem do faktycznych i w pełni uzasadnionych prawnie ustaleń, ale niewątpliwie uspokoiłem własne sumienie. Nie, nie dzwoniłem do adwokata. Ta sytuacja jest dla mnie jednym z wielu przykładów, że może warto byłoby się zastanowić nad uproszczeniem systemu prawnego. Sporo osób myśli o tym, ale mało kto wie jak sobie z tym poradzić, choćby w dobie coraz to nowych systemów komputerowych, czy lawinowo rosnącej całej plejady najróżniejszych oskarżeń i podejrzeń. Ot cała tajemnica, bo być może wydaje nam się, że trzeba by było tak uczynić, ale chyba nikt nie ma dobrego pomysłu jak się za to zabrać, a trzeba byłoby to zrobić z głową i tak zwanym pomyślunkiem, bacząc na konsekwencje. Wracając na pozytywną stronę kartki doszedłem więc do wniosku, że psikając się lewymi perfumami Hugo Bossa, a co za tym idzie, czując się jak boss nie popełniałem żadnego wykroczenia, ani tym bardziej przestępstwa. Ulżyło mi. Mogłem dalej tak robić i nie czuć poczucia winy związanego z takim właśnie zachowaniem. Potem jeszcze sprawdziłem w internecie jakiś wspaniały sposób na przyrządzenie fenomenalnej polskiej potrawy z dostępnych we Francji składników. Prawdę mówiąc nie najlepiej gotuję oraz faktycznie nie pamiętam, co planowałem przygotować Rebecce na obiad. Taka prawda, że w moim wieku do spotkań z wartościową kobietą trzeba się trochę przygotować, co z prawdziwą przyjemnością uczyniłem. Spokojnie mogłem do niej zadzwonić i zaprosić ją na obiad, co mi się o tyle udało, że Rebecca wcale a wcale nie rozmyśliła się w postanowieniu odwiedzenia mnie na oodanym na moje wyłączne użytkowanie gospodarstwie, ale o tym za chwilę. Potem napisałem drugi wiersz, rzecz jasna, bo jakże by inaczej, o nikim innym jak o intrygującej Rebecce. Dobrze, ale czy czułem tremę lub coś w rodzaju niepokoju przed kolejnym spotkaniem z Rebeccą?

               Nie, nie czułem, a stało się tak dlatego, że Rebecca okazała mi tak dużo ciepła, zrozumienia i zainteresowania, że zachowywałem się z nią swobodnie i byłem w miarę pewnym siebie. Nie ukrywam też, że byłem przekonany, że bardzo jej się podobają moje perfumy. Czułem, że nie muszę się tutaj niczego obawiać, choć byłem ostrożny, wiedziałem bowiem, że z kobietą trzeba się odrobinę pilnować, zresztą nie tylko z kobietą, bo dotyczy to również słów, pracy, rodziny, urzędów, lokali usługowych oraz wielu, bardzo wielu najróżniejszych płaszczyzn naszego życia. Jakkolwiek jestem zwolennikiem swobody i bezpośredniości nie jestem do końca przekonany, że wszędzie i w każdych okolicznościach są to wartości całkowicie nadrzędne i zupełnie bezwarunkowe. Wydaje mi się, że wszyscy bardzo dobrze zdajemy sobie sprawę z faktu, że tak nie jest. Tu i tam trzeba niekiedy pilnować się i uważać, ponieważ takie jest właśnie życie. Ktoś kiedyś powiedział, że do ostrożnych świat należy i rzeczywiście można się w tych słowach doszukać głębszego sensu. Wiem tutaj jeszcze jedno, a wynika to z mojego doświadczenia, że – jeśli tylko się chce – sens można znaleźć dosłownie wszędzie. Nawet w tym tekście. Proszę jednak o jedno, a mianowicie o niedoszukiwanie się większego sensu w tym opowiadaniu, bowiem miał to być tylko żart, tylko żart. Żart i nic więcej.

              Ale ja jestem głupi, pomyślałem sobie nad ranem w dniu spotkania z Rebeccą. Przecież skoro nasze sprawy szły tak dobrze, mogłem ją zaprosić na kolację, a nie tam na jakiś tam obiad. Ech, Daniel Ty ciągle nic tutaj nie rozumiesz, nic nie rozumiesz... No, ale nic. Stary już chłop, a głupi, coraz głupszy. Umówiliśmy się jak się umówiliśmy, czego nie byłem w stanie ani cofnąć, ani zmienić. Najpierw parę godzin spędziłem w ogrodzie, potem wziąłem prysznic, a następnie ugotowałem polskie pyszności. Potem pod mój dom podjechała Rebecca autem prawdopodobnie japońskim w stanie zadbanym oraz w miarę przyzwoitym i przywitała się ze mną wręczając butelkę hiszpańskiego, różowego wina. Buziak, buziak, piekarnik już nastawiony, a w nim danie, jakiś deser, te sprawy. Rebecca znów świetnie wyglądała, bo miała na sobie ciemne kolory ubioru, na jej twarzy widniał ładny uśmiech, co i rusz poprawiała elegancką fryzurę. A ja momentami krzywo się uśmiechałem popsikany do granic nieprzyzwoitości lewymi perfumami Hugo Bossa. Życzyliśmy sobie po francusku smacznego, rzeczywiście życząc sobie, żeby potrawa nam smakowała. Po raz kolejny bardzo się duchu śmiałem, bo oto na francuskiej Prowansji, wyperfumowany lewymi perfumami od Rosjanina, rozmawiam po angielsku z rodowitą Francuską, jedząc polskie danie i racząc się hiszpańskim winem. Ech, życie potrafi się całkiem nieprawdopodobnie układać. Rozmawialiśmy. Miała byłych. Miałem byłe. Wracając do tematu okazało się, że konsumujemy w bardzo podobnym tempie, właściwie rzecz ujmując lekko za szybko, jakby może zbyt łapczywie, ale to pozorna jest ocena. Rebecce polskie danie bardzo smakowało, choć prawdę mówiąc już nie pamiętam, czy w ogóle poprosiła o dokładkę. Całkiem możliwe, że jednak tak uczyniła z tak zwanej, dobrze rozumianej uprzejmości. Udało się, uff, nie zawiodłem Rebecci. Śmialiśmy się i żartowaliśmy, niekiedy popadając w głębszą zadumę i zastanowienie. Na wieży hi – fi puściłem jakieś angielskie kawałki, odrobinę nastrojowe, żeby nie było. Muza również przypadła Rebecce do gustu. I znów zdążyłem zaobserwować, że naprawdę podobam się Rebecce, co ponownie łączyłem z zapachem używanych przez siebie perfum. Lekko niezdarnie, bo faktycznie bywam niezdarny w tych sprawach zdążyliśmy się przytulić. Miałem pomysł na ten posiłek, a właściwie na jego koniec. Otóż postanowiłem sobie odmówić wypicia wina, a właściwie prawdę mówiąc poprzestając na jednym, symbolicznym kieliszku, a może na maksymalnie dwóch, żeby Rebeccę bezpiecznie odwieść do domu, co również spotkało się ze zrozumieniem, a Rebecca odważnie dała mi się przejechać swoim autem hipotetycznie marki japońskiej. Fakt, że o mało co nie spowodowałem wypadku, wymuszając pierwszeństwo na rondzie przed jakąś, zapewne polską, ciężarówką. Rebecca mieszkała niedaleko, ale na tyle dalej, że dystansu nie można było pokonać inaczej, jak mechanicznym środkiem lokomocji. Ot jakieś dwadzieścia, dwadzieścia pięć kilometrów, nawet jazda rowerem byłaby w tej sytuacji kłopotliwa. Szczerze mówiąc nasze jeżdżenie samochodami musiało wyglądać trochę jednak inaczej, ale pamiętam jedno, że zdarzyło nam się wymienić na auta oraz bardzo uważaliśmy, aby żadne z nas nie prowadziło samochodu pod wpływem alkoholu. Potem Rebecca postanowiła mi się zrewanżować i również zaprosić mnie na obiad, a ja nie byłem w stanie jej odmówić. I tak to poszło, że spotykaliśmy się co jakiś czas w domach, raz u mnie, innym razem u niej, degustując na przemian potrawy kuchni polskiej i francuskiej (np. pyszne krewetki) zbliżając się powoli do siebie, dochodząc do sytuacji gdzie pierwszy raz się pocałowaliśmy, czy złapaliśmy za ręce. Nie wiem, ale może przytrafiło nam się przytyć po jakieś trzy kilogramy? Pilnowałem się jednego, aby nigdy Rebecci nie pytać o sprawy zawodowe i nawet nie wiem dlaczego tak czyniłem. Może po prostu wydawało mi się, że sam mam tutaj niewiele ciekawego do opowiedzenia? Wymienialiśmy się poglądami i spostrzeżeniami, całkiem nieźle się rozumiejąc, choć kilka razy zdarzyło nam się pokłócić o jakieś drobnostki. Większych awantur nie było. Żadne z nas nie potłukło talerzy. Oczywiście bardzo się pilnowałem perfum Hugo Bossa, praktycznie się z nimi na dłużej nie rozstając. Wielokrotnie, zazwyczaj w ubikacji, poprawiałem ulotny zapach perfum. W tym czasie napisałem sporo wierszy, a głównym ich tematem był nie kto inny jak Rebecca. Było pięknie, było miło, było sympatycznie, aż pewnego dnia postanowiłem Rebeccę zaprosić na spacer, a następnie na kolację. Tamten dzień dał mi dużo do myślenia, ale nie uprzedzajmy wypadków. Tamten dzień dał mi dużo do myślenia, ale nie uprzedzajmy wypadków. Mawiają, że przez zapach (najróżniejszy, byle pociągający) i żołądek (dania rozmaite, byle smaczne i strawne) trafia się prosto do serca i może być w tym coś z racji. Ale, z drugiej strony do czego nam potrzebne w ogóle racje?

 

Edytowane przez Leszczym (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Stary cenzor Wasyl Aleksiejewicz Srogin siedział za biurkiem i czytał właśnie rękopis, który mu przyniósł do opinii 36 –letni poeta. Wasyl trzymając papierosa w ustach cedził każde słowo, które wypowiadał komentując obszerne dzieło. - No wot , -mruknął w końcu wypuszczając kłęby dymu nosem. - Nawet byłoby niezłe, ale strasznie długie. Nie dałoby się tego jakoś skrócić ? Te zapychacze w wersach w dodatku wszystko psują. Okropna zaimkoza już na samym początku. Kilka zaledwie wersów i co mamy? wszystkie wasze zaimki po kolei : moja, ty, cię, ten ,cię ,twą ,tobie i tak dalej i tak dalej... - Ależ, proszę pana…to jest inwokacja – usiłował się bronić autor. - Proszę mi nie przerywać, bo nigdy się pan niczego nie nauczy –warknął złowieszczo Wasyl i zapalił kolejnego papierosa. Cały pokój po chwili wypełniony był błękitnym dymem o nieprzyjemnym zapachu. - Okropne poza tym są te rymy – kontynuował cenzor – jak wy to nazywacie? Aaa … rymy częstochowskie…. -istna grafomania panie poeto... -w sumie całość do poprawy albo do wyrzucenia. Poeta posmutniał i rzekł zdławionym głosem : - Trudno, skoro się nie podoba panu to pojadę z tym tekstem do Paryża. -Może tam będą innego zdania i mi to wydrukują. - A jedź pan, gdzie pan sobie chcesz – odrzekł Srogin i zawołał sekretarkę. -Taniu , zrób mi mocnej kawy i odprowadź pana poetę. - -Ha ha chciałby być lepszy od naszego Puszkina ! wykrzyknął jeszcze tubalnym głosem. Poeta wziął z biurka Wasyla rękopis i z szacunkiem przy drzwiach się ukłonił.   Za oknem coraz mocniej świeciło słońce. Na drzewach głośno śpiewały ptaki. Piękna była tamta warszawska wiosna . Był rok 1834.  
    • Wulkan, nie kobieta Moje serce płonie przy tobie Wprowadź mnie do serca wulkanu Będziemy miłością w postaci lawy Nie pozwólmy, by ta lawa ostygła, zapraszam na kawę Nadszedł okres gorących dni oraz miesięcy Na Ziemi kwitną czerwone róże, są wulkany, a ty jesteś wyjątkowa Świat obawia się wulkanów, lecz ja się cieszę, że jesteś Wszystkie wulkany na świecie, łączmy siły, wybierzemy się na wizytę Rozpalimy jego serce Czyż nie zbliża się era wulkanów? Otwieram serce dla wulkanów, zapraszam do środka                                                                                                                                                       Lovej . 2026-02-16           Inspiracje . Siła miłości
    • @iwonaroma@Klip@hehehehe@Jacek_Suchowicz  Dzięki za polubienia i fajne zwrotne limeryki . Pozdrawiam.
    • z kropli które nie chciały spadać i jak  płaszcz powlekany deszczem zrosły bazie w puchatym śniegu wiosna drzemie u  wierz mi wierzby          
    • chłód w bezbarwności szarości  paski czarno w bieli tnę wizualnie  wzorem poszerzenie  skrzyżowane skarpety różowe  w białe chmury szczęściary  granatu przewaga nóg  czubek rudy  cielistości wychłodzenia przy stole  stygnę kawą z kardamonem odczuwalna chłodnia mleka zanim zrównoważę  okno lodówka dopiję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...