Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Osiem lat, to wystarczający wiek, na wybudowanie miasta dla lalek. Nazwę ją Atlantydą, bo to podobno tajemnica jakaś. Tak pomyślała niewielka Zuzia, pewnego uroczego dnia, kiedy to znalazła porzuconą, tyci szmaciankę w kształcie ludzika. Po wielu żmudnych przygotowaniach, do których zaangażowała okoliczne dzieci, budowa z pomocą innych rąk i głów, szła jej wyjątkowo sprawnie. Aczkolwiek to ona była głównym zarządzającym, w sensie co i jak ma wyglądać. Letnia,wakacyjna pogoda też służyła pomocą. Całkiem znośna, czasem fajna, a nawet raz po raz, super, dodawała wigoru. Altanka w ogrodzie, nieco nadgryziona zębem czasu, zawalona różnymi rupieciami i pająkami oraz obrośnięta, czym tylko natura mogła opleść, idealnie się do realizacji pomysłu nadawała.

 

*

No nie – mówi Zuzia sama do siebie. – Błękitnych włosów na tle nieba, w ogóle nie widać. Muszę założyć inne, lub zmienić tekturkę tłową z tyłu. Po chwili zastanowienia, ozdabia zieloną czupryną, głowę lalki. To w zasadzie koniec budowy. Gest, który uczyniła przed chwilą, miał być ostatnim, finałowym. W tym ważnym momencie, chciała być sama, chociaż nie wiedziała, dlaczego. Jutro mają przyjść wszystkie dzieci, co pomagały. A nawet części ich rodziców, by przeciąć wstęgę, którą wyżebrała od starszej pani, która ofiarowała jej ze swojego koka, mając teraz włosy w nieładzie. Leciwemu mężowi od tego widoku, fajka wypadła i spłoszyła domek żółwia, że aż smyrnął pod szafę.

 

Nagle słyszy za sobą kroki. Ktoś wszedł do altanki. Przebiegła gęsia skórka strachowa, po dzieckowych plecach, bo może to jakiś straszny zbój lub morderca. Odwraca się. Nie. To nie żaden zbój. Gorzej. Upierdliwy, nieznośny kolega, który cały czas, przeszkadzał w budowie. Nie niszczył, ale życie uprzykrzał, głupim dogadywaniem. Nie tylko głównej dowodzącej. Pozostałym dzieciom też. Teraz też przyszedł, ubrany jak zwykle w kraciastą koszulę i z maską błazna śmiechowego na twarzy, by na koniec powiedzieć swoje, pragnąc wnerwić doszczętnie rezolutną Zuzię.

 

–– Ej Zuś! W tym durnym mieście, jeszcze tylko studni brakuję, żebyś się mogła w niej utopić. Hłe Hłe. Bezrozumny topielec byłby z ciebie. Oślizgła żaba. Znajda, którą nawet bocian nie chciał. Kto to widział, budować takie pokraki z byle czego. No ale cóż. Jaka mierna projektantka, nie wiadomo skąd, taki mierny rezultat.

 

Niedobry, nieobyty w empatii prowokator, ma nadzieję, że rozegra się fajna scenka, w której będzie miał sposobność, jeszcze bardziej podokuczać, nikczemnym zachowaniem. Nic z tego. Adresatka milczy, niczym przysłowiowa urna. A skoro tak, to po ostatniej kąśliwej uwadze, agresor psychiczny opuszcza altankę, zawiedziony. Zuzia rozgląda się po katach, coś tam grzebie i po godzinie, wychodzi. Miasto jest gotowe na uroczyste otwarcie.

 

Niestety. Na drugi dzień nie ma żadnego otwarcia, bo jakiś zapewne miastowy kradziej, miasto skradł, bez pytania o zgodę, z dziada pradziada, właścicielki. Wściekła Ziuzia, patrzy wokół rozżalonymi, wrzącymi gałkami w oczodołach stresowych, aż w końcu normalne łzy dławią pożar, nieodżałowanej straty. Współczujące dzieci, głaszczą budowniczkę po drgającym z nerwów, owłosionym łebku. Nawet burmistrz, przytula częścią władzy, rozdygotane serduszko. Tyle pracy na nic. Przez jakiegoś palanta – wpada w roztropną konkluzję Zuzia. Po usilnych poszukiwaniach, miasto nie zostaje odnalezione i jak z bicza strzelił, mija około: wiele, wiele lat.

  

*

–– Sąsiadko, słyszałaś?

–– Wiem, ale nic nie wiem. Mówże prędko.

–– Świeżo upieczonego męża, od tej naszej cudacznej, znaleziono. Podobno stoczył się na dno i popełnił samobójstwo.

–– Wiadomo… młodzi… od tej?

–– Tak. Kilka miesięcy po ślubie. Ludzie gadają, że coś go dręczyło. Ją też.

–– Co niby?

–– A bo ja to wiem. Nie jestem wcibicka, jak to niektóre.

–– Podobno jakąś makietę znaleziono –– dodaje trzecia sąsiadka.

–– A tak. Tego miasta sprzed dwudziestu lat, co ją Atlantydą nazwała. Pamiętasz?

–– Coś jarzę. No i…

–– Na środku rynku…

–– Jakim rynku?

–– No tym, na makiecie... stoi studnia. Taka jak u nas. A wewnątrz znaleziono szmacianego ludzika.

–– Też coś słyszałam –– dosławia czwarta kuma. –– Gadają, że w kraciastej koszuli.

–– No i co z tego? Mało naszych tak przyodzianych.

–– E tam… nie wiadomo. Deszcz barwy rozmoczył.

   

Ośmioletnia Córka Zuzi, co już nigdy ojca nie zazna, wpada na wspaniały, budowniczy pomysł. Ma tylko pewien problem...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • -Opowiadanie-   Promienie słońca poczęły zalewać świat wokół swoim bursztynowym blaskiem. Godzinowa wskazówka zegara chyżo zbliżała się do ósemki, a niebo pokryte już było licznymi, szarawymi obłokami.    Do parku wybierała się pewna dziewczynka. Mocno trzymając w dłoni małą, miedzianą monetę, radośnie wędrowała brzegiem ulicy. Jej ubrania były niechlujne i ubłocone a włosy splecione w zaskakująco staranne warkocze, przewiązane czerwoną wstążeczką. Jej twarz promieniała szczęściem.    Idąc krętymi uliczkami, jej uwagę przykuł chłopiec siedzący na dębowej ławce pod drzewem, którego cień był ratunkiem przed letnimi upałami. Mimo szelestu liści, śpiewu ptaków i szmeru pobliskiego strumyka, można było usłyszeć ciche szlochanie.    Zaniepokojona dziewczynka podeszła bliżej. - Odejdź - rzekł, pociągając nosem, gdy usłyszał zbliżające się kroki. - Nie odejdę, póki nie upewnię się, czy wszystko dobrze - odpowiedziała z troską w głosie. - A więc co cię trapi? - wbiła w niego przenikliwy wzrok.    Chłopiec delikatnie otworzył usta, jakby miał coś powiedzieć, lecz szybko je zamknął i obrócił głowę ku górze. - Jesteś nieszczęśliwy? - spytała ostrożnie wcale nie oczekując odpowiedzi, bo było to oczywiste. - A ty nie? - Dlaczego tak sądzisz? - skrzywiła się. - Przecież jesteś biedna, pewnie ledwo stać cię na kromkę chleba. Nie masz pieniędzy, za które mogłabyś kupić sobie chociaż zabawkę. Jak tu być szczęśliwym?    Spojrzeli na siebie bez zrozumienia. - A ty jesteś bogaty, wszystko masz na wyciągnięcie ręki. Mógłbyś za kawałek majątku wykupić najdroższą chatkę w mieście oraz kupić całe stosy zabawek. Dlaczego więc jesteś nieszczęśliwy? Czyż pieniądze nie dały ci szczęścia? Czego ci brakuje, chłopcze? - Ja… - umilkł. Myśli w jego głowie krzyczały i plątały się - jednak nawet w nich nie znalazł odpowiedzi.    Pokazując monetę, znów zabrała głos: - Może i to jest jedyna rzecz, którą mam, ale i ona nie daje mi szczęścia. Pieniądze są jak woda - nie utrzymasz ich w miejscu. Za to będąc dobrym człowiekiem, utrzymasz przy sobie rodzinę, przyjaciół i rzeczy niematerialne, które dadzą ci szczęście, o którym nawet nie śniłeś - powiedziała, po czym poklepała go po ramieniu.    Chłopiec objął ją mocno, szlochając jeszcze głośniej.    Toteż i oni, po całym dniu rozmów, wrócili do swoich domów, ciesząc się i radując każdą chwilą. Jak się okazuje, szczęścia nie należy szukać w pieniądzach; nawet mając ich w nadmiarze, możemy go nie znaleźć.
    • Uśmiechasz się.   Ile razy oberwiesz tyle razy wstaniesz.   Czemu się uśmiechasz? Przecież przegrałeś.   Padłeś na deski.   Nie odklepałeś.   Znowu wstajesz.   Znowu chcesz oberwać?   Czemu się uśmiechasz…   Przecież przegrałeś.   Uśmiechasz się...
    • Byłem    Zobaczyłem    Straciłem    Szansę Na twój uśmiech    Byłaś    Zobaczyłaś    Straciłaś    Szansę  Na mój powrót    I znów wszystko  Kończy się tak samo!     
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Berenika *** Racine'a Poego czy też Aragona Liryka, epika bierze ją w ramiona Poświatowska pisze ach ta Berenika Ten jej długi warkocz poezję przenika. *** Queer *** Aragon zabierze w ramiona Poego Uparty Racine pobabrze w epice Liryka rozplecie włosy Poświatowskiej  A Berenika szukać będzie warkocza. ***
    • @Poet Ka Sentymentalnie, aż chciałoby się tam przenieść w czasie. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...