Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Obrączka


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

obrączka ślubna

gadżet praktyczny

zasłona dymna

w celach taktycznych

 

gdy któraś pyta

czy za nią przepadam

mówię: przemilczę

gdyż żonę posiadam

 

dla mego sumienia

jest to z pożytkiem

nie muszę mówić

że jesteście brzydkie

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Kobiety - chyba łatwo wywnioskować. Coś Ty dzisiaj taki czepliwy? :P

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

W jakiś dziwny sposób zabrzmiało jak happy end :P

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Moja teoria jest taka, że obrączki gołębiom zakładają mężowie, którzy usiłują te obrączki "zgubić" :D

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Z obrączkami w ogóle związane są jakieś idiotyczne zwyczaje. Kiedy jeszcze nosiłem swoją regularnie, nakładałem ją na palec u prawej dłoni, bo na lewej miała za dużo luzu. I ktoś mi kiedyś powiedział, że obrączka na prawej ręce to znak, że jestem wdowcem xD

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Czy nie posiadając ślubu kościelnego wolno mi się tym nie przejmować? ;D

Opublikowano

@error_erros

co się tyczy obrączek, to tak rzecz z moimi się ma, o ile to kogoś oczywiście interesuje:

 

pierwszą mi ukradli

drugą przetopiłem

trzecią zgubiłem

czwarta mnie uwiera, więc jej nie noszę 

 

piąta będzie jak ulał, do grobowej deski, pochowają mnie z nią :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...