Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Na ustach znowu połowy niemal świata

z radością zaśpiewałaby  ci skrzydlata

brać a na stole stałby tort ze świeczkami

jeszcze jedna jak co roku by  przybyła

 

Mateńko moja kochana gdybyś żyła…

tak brakuje twojej  matczynej miłości

 

Dziś podzielisz tort z chmur z aniołami

w krainie błogiej ciszy i pokoju

wypijesz  napój życia ze zdroju

 

A dziś dzień kiedy każdy  co roku z powrotem

staje się na chwilę uśmiechniętym brzdącem

znów rok minął razem z  myśli lotem

jak mrugnięcie okiem odeszły miesiące

 

Teraz Mamusiu patrzysz z wysokości

na nas wszystkich i ziemski świat

gdzie jest ten wielki tort ze świeczkami

 

Piszę  kolejny wiersz z życzeniami

tylko tortu Mamo nie będę dziś jadł

bo gorzkiego życia mi już nie osłodzi

czeka niejedna burza po łez powodzi

 

Ale nie martw się - dam radę jeszcze

choć w sercu tak często padają deszcze

u ciebie same dni pogodne i słoneczne

 

wszystkie leki i zabiegi są tam zbyteczne

przecież nie czujesz już ani jednego bólu

 

Naprawdę dzisiaj tortu nie ma na stole

bezradny na przeznaczenie jak pacholę

 

wspomnę twoje urodziny kochana Matulu

 

 

Opublikowano

@Maciej_Jackiewicz Wzruszające, urocze epitafium dla Matki. Może troszkę jeszcze trzeba by popracować nad tekstem, ale przekaz jest jasny. Po co jeść tort, skoro nad głową przepływa i obrazuje wielki tort niebieski. Matka zje go tam, w niebie, a dziecko podzieli sie nim z ziemi, chłonąc wzrokiem obrazy... Tak to sobie wymyśliłam. Pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena Jacku Wiersz pokazuje faceta, który nie zna umiaru,  (Ja to odczytuję z Twoich słów) wlewa siebie całego, nie patrząc, czy druga osoba może to udźwignąć. To jest żar, który zachwyca, ale i parzy. Dla kogoś wrażliwszego, ostrożniejszego, może to być przytłaczające, nawet jeśli uczucie jest szczere. Może klucz nie leży w nasilaniu tej intensywności, tylko w regulowaniu temperatury. Pokaż jej obecność, nie żar – drobne gesty, które mówią - jestem tu -  bez dramatycznej, eksplodującej pasji niczym lawina. Nie naciskaj, słuchaj jej reakcji – prawdziwa obecność oznacza reagowanie na to, co druga osoba faktycznie czuje, a nie na to co Ty.   A teraz dostanę po łbie, sorry, jestem po Waszej stronie, chciałam dobrze. 
    • @Łukasz Jurczyk Łukasz, wyśmienite, jest wyobraźnia, piękna polszczyzna, rozmach. Ożywiasz kulturę antyczną. Strawa dla duszy. 
    • nierozerwalność na godziny   w tanich momentach rozkłada po siebie ręce dla siebie nogi o siebie ręce i myśli o miłości i o miłości myli osamotnienia   więc mówi by słuchać by słyszeć głos zniża do szeptu do szeptu zniża by zadrżeć   podnosi podnosi po echa
    • @Migrena ... wczoraj to nie sen  to i bajka z dzieciństwa  spojrzenie licealne na świat    to potłuczone kolano  które dziś krwawi  nie zrozumiem wczoraj    dziś miało być ... piękne  ... jak ja to rozumiem  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • idę przez siebie jak przez dom po pożarze ściany jeszcze stoją ale wszystko co miało imię wsiąkło w tynk oddycham dymem twoje byłaś twoje byłeś puchną tu jak echo które straciło usta a jednak nie potrafi umrzeć dotykam powietrza stawia opór ma twoją gęstość jest szorstkie jak wapno zdziera mi skórę z dłoni gdy próbuję się przez nie przebić pamięta więcej niż ja wypukłość obojczyka ciężar dłoni nagle nie mam gdzie odłożyć ciała każdy centymetr podłogi zajęła twoja nieobecność łóżko jest nekropolią zagięcia prześcieradła to rany krajobrazu bawełna parzy mrozem każde włókno pilnuje kształtu twoich bioder którego nie śmiem zgnieść granice państwa którego już nikt nie uzna tylko noc jest wierna przynosi mi cię w strzępach we włosie wbitym w poduszkę w chłodnym wgłębieniu ciszy w oddechu który wychodzi ze mnie i nie wraca tęsknota nie jest brakiem tęsknota jest obecnością odwróconą plecami stoi we mnie i pije mój oddech rośnie jak pęknięcie w szkle z każdą sekundą uczy się światła tylko po to by mnie oślepić chciałbym zapomnieć ale pamięć ma korzenie głębsze niż sen pije mnie powoli bez pośpiechu twoje imię już nie krzyczy sączy się cicho jak rdza zaciera gwinty moich gestów skleja powieki aż staję się pomnikiem postawionym na twoją cześć w samym środku niczego i zostaje nie ma dla mnie końca wszystko co było nie umarło tylko zmieniło ciężar i teraz mieszka we mnie bez wyjścia chodzę z tym światłem po tobie jak z raną która nauczyła się świecić nie potrafię przestać bo ta tęsknota to jedyny dowód że miłość była prawdziwa że wydarzyła się naprawdę i dlatego boli tak długo aż ból staje się jedyną rzeczą którą rozpoznaję w lustrze moją nową twarzą w której zapisane jest twoje ostatnie imię          
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...