Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Pan Ropuch zmienił(a) tytuł na małe jest małe + pięć grzechów głównych
Opublikowano

@Pan Ropuch To się musi udać! W start-upie dostaniesz fuchę nawet w zarządzie ;) Byłbyś wyzwalaczem myślenia out of the box i nicowania zużytych procedur. Totalnie widzę Cię w tej roli. Twoje motto - z wróbla robię orła, ale najpierw czołgam go przez pranie móżdżka :P Aby jednak wolne żarty nie przyćmiły Twojego wiersza. Peel poddał mnie cywilizacyjnej chłoście - w stronę oczyszczenia. 

Opublikowano (edytowane)

@GrumpyElf Nicowanie zużytuch procedur :DDD

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Mam certyfikat podwodny spawacz konstrukcji drewnianych myślę że to może się w końcu przydać. Motto nie jedno się wymyśli: lepszy orłujący wróbel nie w garści niż gołąb obsrajda na dachu... wiem wiem za długie ale chodzi o sam koncept, później nożyczki i się dotnie tu i ówdzie i zostanie: orłój jak wróbel nie sraj jak gołąb 

 

ps. Mam nadzieję tylko że właśnie nie wypowiedziałem wojny światowemu stowarzyszeniu miłośników gołębi z ich głównymi sponsorami (żarówkami firmy OSRAM czy batoników MARS czytanych od końca) 

 

 

@beta_b Becia nigdy nie wiesz jak to mawia klasyk: mały ale wariat! Ja do wróbli mam ogromny szacunek taki jakby był conajmniej orłem :)

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

czekam z niecierpliwością żeby nie być gołosłownym już się ubrałem. W interview nie mam sobie równych na ostatnim wypiłem trzy litry wody jedyne pytanie jakie pamiętam to: jeszcze jedną? 

 

Nie oddzwonili widocznie to Ci co zakręcają wodę podczas mycia zębów i biorą 2 minutowy zimny prysznic. 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...