Mrok porozlepiał wokół ciszę,
spadły ze ścian pejzaże trwóg,
słyszę jak się dom kołysze
pełny twych ust i stóp i snów.
Na szybach zdechły zimowe pawie
śmiercią przyjrzystą jak lód.
Okna wieczorne - zapłakane,
a wzrok masz ciemny jak grób.
Chcę jeszcze raz źrenice twe pożreć
brutalnie jak śmierci cios,
wedrzeć się w ciebie i ogrzać,
usnąć wśród ciepłych burz.