Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       Jeśli ją zobaczysz, jeśli zobaczysz, że jest, to znaczy, że Ty też jesteś, Wszystko staje się sobą i Ty także :)
    • @KOBIETA Oboje mamy, dlatego nam tak słodko (w duecie). ;)
    • Działo się to "dawno, dawno temu w odległej galaktyce" - jak twierdzą jedni. Drudzy dopuszczają myśl - i twierdzenie - że zdarzyło się to całkiem niedawno w innym wymiarze. Są i tacy, których zdaniem opis ten stanowi przedstawienie wydarzeń z równoległej rzeczywistości. Inni wreszcie, i tu trudno określić, czy stanowią większość, czy też małoznaczną mniejszość - uważają ten ciąg zdarzeń za niezaistniały, czytaj wyjęty z mniej lub bardziej odległej przyszłości. Jednak czy nie można założyć, w każdym razie z pewnym prawdopodobieństwem, że racja jest po każdej ze stron? Innymi słowy: że działo się, dzieje i dziać będzie?                   *     *     *       Kanclerz Palpatine, trochę utrudzony intensywnym dniem, którego część przyszło mu spędzić w Galaktycznym Senacie na wysłuchiwaniu forsujących swoje zdanie i korzyści delegatów, częściowo zaś w biurze i na szybkiej wyprawie do bliskiego Courusant systemu, wszedł pod wieczór do swego apartamentu w wysokościowcu, usytuowanym jedenaście przecznic od budynku Senatu. Przy okazji warto napomknąć, iż należał doń nie tylko ów apartament, ale i cały wieżowiec. Prawda ta była znana wielu - w końcu trudno zakładać, że przywódca Republiki ledwie wiąże koniec z końcem - ale jak przedostała się do ona do naszych czasów? Być może Autor tej opowieści ma wgląd za zasłony czasu i innych światów? Jednak czego nie wiemy, tego nie wiemy. Być może ma.    - Usiądę sobie najpierw w obrotowym fotelu - postanowił - i pomedytuję. Wejdę w Mrok, otworzę nań umysł. Ach... - westchnął z rozkoszą, gdy znajomy chłód zaczął wkraczać w jego mentalne przestrzenie. Tak. To jest to. "Witaj Mroku, druhu mój"- zanucił ulubiony utwór - "porozmawiać chciałbym znów." Skinął uprzejmie głową i dłonią postaci, która pojawiła się tuż obok, odziana - wiadomo - w szaty o rozmaitej intensywności czerni, względnie uszyte z materiałów o różnym nią nasyceniu.    - Mów, słucham - powiedziała, odwzajemniwszy skinięcia.     Uznawszy po pewnym czasie, że wystarczy otwierania umysłu na Ciemność, kanclerz podziękował i uniósł się z fotela.     - Do następnych odwiedzin - pożegnał gościa ukłonem.    Skierował kroki do sypialni, zatrzymując się we drzwiach. W niej, siedząc na kanapie, czekała wyznaczona osobiście przezeń na ten wieczór dziewczyna: naturalna blondynka o jasnej cerze. Ubrana zgodnie z życzeniem w dwuczęściowy czarny garnitur, spodnie i żakiet. Dla kontrastu ze swoją karnacją i z jego urzędową powłóczystą szatą. Dodatki w postaci rajstop i pantofli, oczywiście czarnych, dopełniały wizerunku. W dni, kiedy przychodziła mu ochota na kobiece towarzystwo, udawał się do utrzymywanego z budżetu Senatu - alegalnie, rzecz jasna - haremu i wybierał sobie jedną. Nigdy więcej. Według nastroju blondynkę, brunetkę lub szatynkę. Wyłącznie ludzką, w wieku między dwadzieścia jeden a dwadzieścia pięć lat. Stosunki seksualne z kobietami w innym wieku wykraczały poza jego upodobania, tak samo jak z przedstawicielkami innych ras. I to azależnie od atrakcyjności.    - Masz jeszcze coś na sobie? - sucho zapytał Palpatine.    Dziewczyna zarumieniła się, trudno jej było utrzymać spojrzenie.    - Nie, kanclerzu - po chwili milczenia zaczęła odpowiedź. - Nic ponad to, co widzisz... zgodnie z twoim życzeniem.    - Świetnie - kiwnął głową, nie łagodząc tonu.    - Napijemy się przedtem - oznajmił, podchodząc do stojącego obok kanapy stolika. Sięgnął po butelkę ciemnoczerwonego, półwytrawnego wina - zawczasu odkorkowanego przez kamerdynera - i nalał najpierw sobie, potem dziewczynie. Puchary wykonane były z czarnego kryształu, wino w nich wydawało się równie czarne. Wiaderko do lodu, w którym chłodziło się wino, było oksydowane na ciemnosrebrny kolor.     - Wypijmy za noc - uniósł naczynie i nie czekając, aż dziewczyna wypije, sam spełnił pierwszy łyk. Odstawił puchar.     - Chodź tu - polecił jej bez cienia łagodności. Gdy podeszła, zaczął ją rozbierać, zaczynając od spodni.     - Masz bardzo zgrabne nogi - stwierdził. Nie śmiała przytaknąć, chociaż doskonale to wiedziała, przytłoczona jego chłodem. - Obróć się, polecił zachowując aprzyjemny ton. - Chcę zobaczyć twój tyłek.    Odwróciła się powoli. Niezgrabnie, mając zsunięte na stopy spodnie, krępujące ruchy.     - Teraz żakiet - użył tylko trochę cieplejszego tonu. - Gdy będziesz całkiem naga, połóż się - wskazał łoże. - Zaraz wrócę - rzucił, tknięty niemiłym dlań energetycznym poczuciem.                   *     *     *      - A, to ty, Mistrzu Windu - wycedził zimno, wszedłszy do salonu. - W sumie dobrze, że przyszedłeś. Uprzyjemnisz mi wieczór.    - To ja - Mace pozwolił sobie w uśmiechu na odrobinę mroku. - Uprzyjemnię. I owszem. Ale sobie.     Aktywował świetliście fioletową klingę swojego miecza. Nim Palpatine włączył własny, błyskawicznym ciosem pozbawił go broni. Razem z prawą dłonią.     " - A teraz zakończę to" - oznajmił tonem wojownika pewnego swojej przewagi - "raz na zawsze" - wymierzył drugie cięcie, po którym kanclerska głowa potoczyła się po ciemnomarmurowej posadzce salonu.     "- Raz na zawsze" - powtórzył, spojrzawszy na głowę, leżącą odeń kilka metrów, a potem na swoją dłoń, w ktorej trzymał wciąż włączony świetlny miecz. Poruszył nią lekko, uśmiechnąwszy się.    " - Władza Sithów już nigdy nie powróci."    Zgasił promień i wszedł do już po-kanclerskiej sypialni. Na jego widok dziewczyna zerwała się z łoża na równe nogi i zasłoniła ściągniętą z niego pościelą.     - Ubierz się i wyjdź stąd - polecił jej. - I zapomnij, że tu byłaś. Oraz o tym, kogo i co tu widziałaś - dodał, wysyłając telepatyczny sygnał do jej umysłu.       * Oznaczone cudzysłowami cytaty pochodzą oczywiście z Epizodów "Gwiezdnych Wojen".        Kartuzy, 17. Marca 2026             
    • @KOBIETA A mi ani trochę, bo będzie rekompensata. A wiersze i tak mam, w zbiorach komputerowo-smartfonowych.
    • @FaLcorN   no

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      a powód, który mnie poruszył… w ogóle nie jest zrozumiały ! z głową trzeba mieć, żeby z takiego powodu wiersze pisać po dwudziestu latach
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...