Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Barber


Gość

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@OloBolo Znasz powiedzenie "wyżej dupy nie podskoczysz"? No więc właśnie czuję, że zdolność posługiwania się kobiecą logiką to taka moja dupa ;]

Opublikowano

@mati pati Być może nie załapałeś, więc Ci to wyłożę łopatologicznie: ten wierszyk miał na celu wyśmianie stereotypów. Bo takimi właśnie stereotypmi myślą mężczyźni w małych miejscowościach, którzy nigdy w życiu z barberem nie mieli do czynienia. A napisałem to - uwaga - po wizycie u barbera. Błagam, opamiętaj się, troszkę mniej kija w dupie.

Opublikowano

@mati pati Myślę, że gdyby ta satyra naprawdę obrażała profesję barbera, nie byłbyś jedynym reagującym z takim oburzeniem. Szacun dla kontynuowania rodzinnej tradycji. U mnie w rodzinie jest kilkupokoleniowa księgarnia, która się kontynuacji niestety nie doczeka.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ale Ty masz talent do rozdyskutowanych postów!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

A weź, strach już cokolwiek wstawiać. Dziwnym trafem tylko na tym forum trafiam na tak drażliwych ludzi. Ale cóż, dzień bez dramy dniem straconym.

Opublikowano

@mati pati Akurat ostatnia zwrotka to krytyka wymierzona w peela i stereotypy, jakimi się kieruje. Człowieku, nie przeczytałeś wiersza ze zrozumieniem. Całkowicie rozminąłeś się z jego sensem. Traktujesz głupi wierszyk-żart jakby to był zamach na jakąś świętość. Naprawdę, wystawiasz moją cierpliwość na wielką próbę, a siebie ośmieszasz biorąc wszystko tak śmiertelnie serio. Nie mieści mi się w głowie, jak można być człowiekiem do tego stopnia pozbawionym dystansu i poczucia humoru.

 

Chyba że to wszystko to jednak jakiś żart, w który dałem się wkręcić. Kuriozalność Twoich zarzutów na to wskazuje, ale jak na żart ciągniesz to zbyt długo. Co by to miało nie być, idź już sobie, błagam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...