Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

NAD MORZEM, NAD MORZEM NIEBIESKIM  

BY THE SEA, BY THE BLUE SEA

The song  "Koi-no Bakansu (Love Vacation, Vacances de l'amour)" composed by Mr. Miyagawa Hiroshi (宮川泰) and written by Ms. Iwatani Tokiko (岩谷時子) in 1963 and first sung by The Peanuts duet  has been very popular in Russia so far.

 

The Peanuts sisters Siostry Peanuts

 

Piosenka "Koi-no Bakansu (Love Vacation, Vacances de l'amour)" skomponowana przez pana Miyagawa Hiroshi (宮 川泰) i napisana przez panią Iwatani Tokiko (岩 谷 時 子) w 1963 roku, a po raz pierwszy zaśpiewana przez duet The Peanuts nadal pozostaje bardzo popularnа w Rosji.

 


Enough to remember a nice performance by the `FABRIKA` female trio. Wystarczy przypomnieć miły występ kobiecego tria "Fabrika".

 

Not for the first time these nations have exchanged their works of art to make them them their own ones.

To nie po raz pierwszy, kiedy te narody dzielą się dziełami sztuki i czynią je swoimi.

 

Music by Miyagawa Hiroshi

Lyrics by Leonid Derbenyov
BY THE SEA, BY THE BLUE SEA
We are by the sea, by the blue sea,
You are by my side, we`re carefree.
The sun shines, and the tide alone
Sings for us from dawn to dawn.

 

The fathomless azure`s above us,
And seagulls shout over the shoreline.
They shout that we shall be always coupled
Like the sea and sky above.

 

CHORUS
I look at the bay,
And I don't regret
That over again
Ships keep swimming away.
They swim, 
But wherever and far they are, 
They won't wait for the happiest love.

 

The seagulls rush straight as the crow
O`er the sea, o`er the sea that`s below.
The tender kisses of our salty lips
Seem so sweet by the blue sea.

 

CHORUS
When stars rise at night, 
And the tide goes to sleep, 
The dolphins will swim
Side by side you and me.


O dolphins, o dolphins,
Tell the other seas
How happy I am with him, please!

You are by my side, and I know
Our love is as endless as the ocean.
The Sun shines, and the tide alone
Sings for us from dawn to dawn.

 

The pub 'Kronga's Bar' in Sevastopol. The song 'Koi-no  Bakansu' was being played by their pianist Viktor Bobrakov in the sound of voices, yet he received an ovation of the pub's visitors. Of course, it would have been better, if that time there had been the rumble of waves, the more so because he  set a tone! 

Knajpa "Bar Kronga" w Sewastopolu. Pianista Wiktor Bobrakow wykonuje "Koi-no Bakansu" na tle zgiełku zwiedzających. Byłoby lepiej, gdyby to był szum fal! Ale grał dobrze, i zasłużył na gromkie brawa

 

Music przez Miyagawy Hiroshiego
Lyrics przez Leonida Dierbieniowa

NAD MORZEM, NAD MORZEM NIEBIESKIM
Nad morzem, nad  morzem niebieskim
Jesteś ze mną, jesteś obok mnie.
A słońce świeci i dla ciebie i dla mnie,
Przybój śpiewa przez cały dzień.

 

Przezroczyste niebo nad nami, 
A mewy krzyczą ponad falami. 
Krzyczą, że zawsze będziemy blisko

Jak niebo i woda.

 

CHORUS
Patrzę na zatokę,
I trochę mi żal,
Że znowu statki odpływają w dal.
Statki płyną, ale w dowolnej dali (gdziekolwiek indziej, nigdzie indziej na świecie. - AAO

Nie znajdą szczęśliwszej miłości.

 

A nad morzem, nad  morzem łagodnym
Mewy pędzą prostą drogą.
I wydaje się słodki na brzegu
Pocałunek słonych ust. 

 

CHORUS
Gwiazdy wzejdą,
A przybój zaśnie.

Delfiny pływają przez tobą i mną.

Delfiny, delfiny,
Na innych morzach
Powiedzcie, jakże
Jestem szczęśliwa!

 

Nad morzem, nad morzem niebieskim
Jesteś ze mną, jesteś obok mnie.
Nasza miłość jest nieskończona jak morze,
A słońce świeci i dla ciebie i dla mnie
Przybój śpiewa przez cały dzień.

 

In 1964 the song Koi-no Bakansu was sung in Russian by a pop singer Nina Panteleyeva, and later by the Akkord ensemble. W 1964 roku piosenkarka  Nina Pancelejewa pierwszą wykonała piosenkę "Koi-no Bakansu" w języku rosyjskim, a później zespół "Akkord".

 


In 1965 that melody was performed by a brass band as a march in the Russian feature film "Inostranka" ("Иностранка" (`A Foreign Girl`)). 

W 1965 roku ta melodia została wykonana przez orkiestrę dętą jako marsz w rosyjskim filmie fabularnym „Inostranka” ("Zagraniczna dziewczyna"). 

 

(watch from 13:20 to 13:56; oglądaj od 13:20 do 13:56)

 

Besides that song became a part of the soundtrack of another motion picture shot by a remarkable Soviet Uzbek film director Elior Ichmoukhamedov. The title of that wonderful poetic film was `Tenderness` ("Niezhnosc")(`Uzbekfilm`, 1966)

 

 


Poza tym ta piosenka została częścią 2:30-4:16,21:39-22:16 ścieżki dźwiękowej innego filmu nakręconego przez wybitnego radzieckiego uzbeckiego reżysera Eliora Iszmuchamiedowa. Tytuł tego wspaniałego filmu poetyckiego brzmiał "Czułość" ("Niezhnosc") ("Uzbekfilm", 1966)

 

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Antoine W

Pochlebia mi  wasza odpowiedź na moje  bazgroły.

Myślę, że raczej tu jestem komik, artysta kabaretowy, a nie poeta czy nawet tłumacz.

Trochę krytyk sztuki, ale z umiarem. 
Japonia to moja stara miłość, tylko boję się, że utonie lub z powodu promieniowania stanie się niezdatna do zamieszkania.  Mam nadzieję, że Rosjanie schronią Japończyków wtedy na swoim terenie, bo ich bardzo kochają. 

Opublikowano (edytowane)

@Antoine W

Bardzo dziękuję za pomoc, poprawiłem już tekst.


Jeśli chodzi o Kurylów, to jest polityka, ale mam na myśli geofizykę i fizykę, klęski żywiołowe, ekologicznе i katastrofy spowodowane przez człowieka. W latach 70. Japonia dyskutowała z Rosją na temat możliwości stworzenia zapasowej Japonii na Syberii, w miejscach, z których plemiona proto-japońskie zaczęły kiedyś przemieszczać się w kierunku archipelagu japońskiego. 

Do:dzo. 

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Antoine W

 

Mój wybór: "Delfiny (prze) pływają przez tobą i mną". 

 

@Antoine W

 

Przez, obok (tobie i mną), 

koło, pobliżu, między... nawet "wzdłuż"! 

 

Sytuacja jest podobna do anegdoty. Lekarz jest pytany, kiedy lepiej pić, przed tego czy po? Lekarz odpowiada: "Lepiej "zamiast"!

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

The piano cover of the song reveals that it is composed by a great maestro. 

 

Fortepianowa okładka utworu pokazuje, że piosenka została skomponowana przez wielkiego maestro.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Miyagawa Hiroshi (宮川泰) worked in all styles of music, pop, jazz, Classical, soundtracks!

 

Miyagawa Hiroshi (宮 川泰) pracował we wszystkich stylach muzycznych, pop, jazz, klasyka, ścieżki dźwiękowe!

 

 

He composed and conducted symphonic suite of the Space Battleship Yamato (1999). 

 

Skomponował i dyrygował suity symfonicznej Space Battleship Yamato.

 

 

Besides he formed the Hiroshi Miyagawa & His band where he played accordeon. 

 

Poza tym założył zespół Hiroshi Miyagawa & His, w którym grał na akordeonie. 

 

 

And he was always infatuated with jazz! Miyagawa Hiroshi (right) and Haneda Kentaro (left) playing as a jazz piano duet. 

 

Zawsze był zauroczony jazzem! Miyagawa (po prawej) i Kentaro Haneda (po lewej) grają jako jazzowy duet fortepianowy. 

 


`The Silver Way`, that famous Japanese song which is performed by the Japanese pop stars together when in the concerts was composed by Miyagawa Hiroshi to lyrics by Shigeru Tsukada!

 

"The Silver Way" ("Srebrna ścieżką"), słynna japońska piosenka wykonywana na koncertach wspólnie przez japońskie gwiazdy popu, skomponowana przez Miyagawę Hiroshi do słów Shigeru Tsukady. 

 

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@mmmarian

Dzięki, oczywiście, ale to straszne przewartościowanie mojej bardziej niż skromnej osoby. Nie jestem nawet poetą ani pisarzem,
nie walczę o sukces i uznanie, nie rywalizuje. Chodzi o prostotę: zabawiam się na amatorskim, domowym poziomie.
Czasami, jak przyznaję, jestem prawdopodobnie,  chociaż przypadkowo zabawny, ale w tym samym czasie też  jestem "załganow". I nic więcej.
Dodatkowo mam dla was trochę statystyk: "jedna śnieżynka - jeszcze nie śnieg, jedna kropelka - jeszcze nie deszcz".

 

 

Więc przewartowanie jest ewidentne. Oceniam wszystko trzeźwo, bardzo trzeźwo. Ale gdyby płacili na stronie poezja.org, wykorzystałbym odpowiedzi do autopromocji. Byłby to jednak tylko handel, ale z taką samą trzeźwą wewnętrzną samooceną.

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@mmmarian

Piszę mało, przypadkowo i przy okazji. W końcu to nie jest zawód. Wszystkie materiały są
oparte  na imitacji starej dobrej polskiej humorystycznej estetyki magazynów takich, jak "Przekrój" i "Szpilki", a częściowo wschodnioniemieckiego magazynu "Eulenspiegel".
Korzystam również z technik dawnych rosyjskich kabaretów telewizyjnych, ktory byli oparty na polskie źródła.
Tylko ja, ponieważ piszę w Polsce, korzystam ze źródeł w Rosji, Skandynawii, Persji, Chinach, Japonii i Brazylii. Piszę o tym, co mi się podoba.
Dlaczego Rosja? Ponieważ uwielbiam powieść Anthony'ego Burgessa i film Stanley'a Kubricka "Mechaniczna pomarańcza".
Rosja ciągnie ze sobą Skandynawię, bo to kolejny kraj  Skandynawii, rozciągający się niczym śledź wzdłuż Oceanu Arktycznego. Rosja jest też droga do Persji, do Eurazji i Japonii. A współczesna Japonia na końcu tej drogi jest ściśle związana z Brazylią.  Ameryka Północna i Europa są dalej. Podróż kulturalna dookoła świata! Rejs wokółziemski  kapitana Krzysztofa Załganowa.

 

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ciepło u Ciebie, można się ogrzać:) Lepiej mieć Wróbla w garści:)
    • Naprzeciw mnie stała sztaluga  z gotowym płótnem. Obok niej Wild miał swój,  mały stolik na kółkach. Był cały pobrudzony pozostałościami farb, których słoiczki stały na nim  wraz z paletą oraz zestawem pędzli. Patrzyłem jak Wild krząta się jeszcze  przez chwilę po drugiej stronie izby. Szukał czegoś pod stołem. Po chwili to znalazł. W jego dłoni, odzianej o dziwo w wełnianą rękawiczkę  spoczywały dwa cynowe,  pojedyncze świeczniki. Zabrał je ze sobą. Ustawił na stoliku  pomiędzy mną a swoim stanowiskiem. Wziął z parapetu okna  dwie świeże świece o krótkich knotach i umieścił je w świecznikach. Wyprostował się z trudem  i już miał odpalić świece  gdy widać przypomniał sobie o czymś, szybkim ruchem sięgnął do zamaskowanej w materiale płaszcza kieszeni  i wyjął kolejny zwitek kartki. Wręczył mi go. Odebrałem go i odczytałem treść.   Panie Scholl. W trosce o prywatność i dobre samopoczucie  zarówno Pana jak i moje, zadbam o to by żaden szczegół mający wpływ na atmosferę pracy, nie zakłócał nam porządku ani stanu nerwów. Widział Pan przecież po wejściu do domu, moje rozwieszone prace. I zdaje sobie sprawę,  że nie był to odbiór łatwy  i nie pozostawiający  uczucia ciężkiego wstrząsu psychicznego. Moje dzieła nie są z pewnością  przyjemnym dla oka pejzażem. Dlatego też pozwolę zapalić sobie  te dwie dodatkowe świece, ich ostre światło będzie barierą zasłaniającą  moje prace jak i mnie samego.  Jestem schorowanym starcem Panie Scholl a choroba która mnie dotknęła, zebrała z mego ciała  wstrząsające do głębi krwawe żniwo. Może mi Pan wierzyć,  że lepiej ślepnąć delikatnie  od blasku ognia  niż patrzeć na to co straszna choroba  potrafi zrobić z ludzkim ciałem. Nie mogę malować z twarzą pod kapturem  ani dłońmi ukrytymi pod rękawiczkami, dlatego będę musiał się odkryć i mam głęboką nadzieję, że nie dojrzy Pan zbyt wiele traumatycznych obrazów  starczej choroby. Serdecznie Pana za to przepraszam. Jeśli blask świec będzie zbyt ostry  i godzić będzie w Pana wygodę  to oczywiście gotów w każdej chwili jestem  na to by zrobić nam obu dogodną przerwę. Jeszcze raz przepraszam za tak ekscentryczne zachowania i metody.   Zanim udało mi się dobrnąć do końca notatki, Wild w tym czasie odpalił świece  i zasiadł z wyraźną ulgą na krześle przysłoniętym sztalugą. Byłem w stanie zrozumieć go. Ciężko chorował. Choroba była tajemnicza  lecz widać nad wyraz okropna  jeśli chodzi o objawy i jej ślady. Jego podejście i owszem było ekscentryczne, lecz nie szalone  czy mające znamiona zbrodnicze. Bezsprzecznie był utalentowanym malarzem i obytym człowiekiem sztuki. Fascynował mnie na tyle głęboko, że z coraz mniejszą dozą lęku, zwróciłem ku jego osobie swe oblicze.     Świece spełniały swą rolę. Widziałem tylko rozmyte, mleczne światło, mocno zaostrzone,  pozostałym z izbie mrokiem. Początkowo patrzyłem dzielnie, potem zacząłem mrużyć oczy, naleciało w nie całkiem sporo łez, więc zamykałem je, próbując się ich pozbyć. Po czasie, światło wręcz piekło, niczym bariera jakiegoś magicznego ognia. Widziałem tylko zarys postaci Wilda. Nic nie zdradzające kontury. Widziałem jak kaptur ląduję na jego karku, a rękawice na stoliku z farbami. Widać zapozowałem idealnie  bo nie widziałem żadnych ruchów jego dłoni  z prośbą o przesunięcie głowy,  wyprostowanie pleców czy osunięcie ramion. Wild nałożył kilka kolorów na paletę, na chwilę znieruchomiał zupełnie  po czym usłyszałem pierwszy rys na płótnie.     Sesja trwała. Sam nie wiem ile czasu zdołało upłynąć. Był środek nocy  czy jednak zbierało się już  ku szarówce przedświtu. Nie prosiłem o przerwę, choć zdrętwiałem zupełnie  od wymuszonej pozycji. Byłem też głodny. Żołądek co rusz sygnalizował mi to  cichym pomrukiem  a ja starałem się jedynie  skupić na wiązce ognia. Nie myślałem o zmęczeniu czy śnie. Byłem zahipnotyzowany przebiegiem sesji. Mój umysł tracił, właściwe sobie skupienie. Wild także nie prosił powstaniem o przerwę. Był całkowicie pochłonięty pracą. Bez przerwy słyszałem tylko pracę pędzli  i grzechot słoiczków z farbą. Wydawało mi się,  że z rzadka uchylał się na bok, by widzieć mnie dokładniej. Nie widziałem twarzy, lecz z pewnością ogień, zmieniał barwę jego oczu  na zupełnie nieludzką, głęboką czerwień. Innym razem poprawiał płótno w ramach i mogłem dostrzec zarys jego palców. Wydawały się śliskie, blade  i pokryte strupami czy głębokimi ranami. Im więcej ruchów wykonywał. Tym mocniej w pomieszczeniu  rozchodził się odór słodkiej duszności. Odór jego choroby i niemocy ciała. Im dłużej trwała sesja, tym Wild widocznie opadał jednak z sił. Jego oddech dało się słyszeć z daleka. Był świszczącym rzężeniem, które tu pośrodku zapomnianego cmentarza, mogło wydawać się głosem upiora.     Wreszcie gdy zapadłem się zupełnie w  halucynogennych obrazach wyobraźni i nie potrafiłem odróżnić już godziny od minuty oraz dnia od nocy. Wild przerwał pracę. Nasunął kaptur na głowę, sięgnął po rękawiczki. Założył je powoli a potem wstał  i zaprosił mnie gestem do siebie. Podniosłem się i dopiero teraz  poczułem ulgę połączoną ze zmęczeniem. Podszedłem do Wilda. Choć odór jego ciała  nie pozwolił mi podejść  tak blisko jakbym chciał. Ten widać nie urażony zupełnie. Wskazał z nieukrywaną dumą na płótno. Zajrzałem i ja.     W jednej chwili byłem gotów  odwołać to wszystko co mówiłem  o stateczności umysłu Wilda. Był szaleńcem  i jego obraz potwierdzał to zupełnie. Na obrazie a i owszem byłem ja. Lecz jakby starszy o kilkanaście lat, z zapuszczonym jasnobrązowym wąsem i cieniami pod powiekami. Nie to było jednak najgorsze. Moja cała twarz nosiła ślady ran,  trupiego opadu  i zaawansowanego rozkładu tkanek. Ja na obrazie,  zamarłem z uczuciem  całkowitego zdziwienia na twarzy i oczach. Usta sine i z pewnością martwe, były szeroko otwarte  a z pomiędzy obwodu zębów i cofniętego gdzieś w głąb krtani języka, wychynęła na powierzchnię świata postać tak dalece bluźniercza w odbiorze, że musiałem odwrócić wzrok. Był to olbrzymi i namalowany jak żywy,  trumienny czerw w złotej, królewskiej koronie. Jego pobratymcy, żerowali w moich ranach. W dziurach na policzkach i szyi. Było ich całe mrowie. Kolonia czerwi,  posilająca się moim trupem. Tego było dla mnie zbyt wiele. Uwolniłem się od uścisku ramienia Wilda  i porwałem się w rajd  przez naznaczone  mroźnym przedświtem mogiły. Próbując zapomnieć o robaku, którego ten obraz zagnieździł mi w ciele.   Minął tydzień, który nie dał mi nawet grama ukojenia. Popadłem w stan przedziwny, nazwałbym go melancholijną psychozą. Nie trwałem w delirycznym stanie agresji. Nie mówiłem o Wildzie nikomu. Ciągle jednak widziałem  trupie twarze z obrazów. Oblicze cmentarnego robaka w koronie. I ja w tym wszystkim. Starszy, zmieniony… martwy. Nie zyskałem nic  oprócz głębokiego rozstroju  umysłu i nerwów. Pieniądze pozostały w kopercie  w domu Wilda. Nie byłem w stanie  zarobić teraz nawet pensa. Nie mogłem jeść ani pić. Wszystko stawało mi w gardle, zupełnie jakby trafiało na żywą przeszkodę. Króla rozkładu.   Zupełnie niespodzianie rankiem  zapukano do moich drzwi. Wstałem z ociąganiem  i dopiero wtedy gdy  pukanie przemieniło się  w prawdziwe dudnienie  otworzyłem drzwi spodziewając się komornika lub grupy wierzycieli. Był to chłopiec od Wilda. Przywitał mnie ukłonem  i szczerym uśmiechem. W ręku trzymał kopertę. Wręczył mi ją ze słowami. Pan Wild przesyła list  i serdeczne pozdrowienia, oraz życzenia  jak najszybszego powrotu do zdrowia. Nie czekając na moją reakcję ani zapłatę ruszył w dół schodów.     Wróciłem do salonu i już miałem cisnąć kopertę w ogień kominka, ale powstrzymałem się w porę. Ciekawość zwyciężyła. Zerwałem lak. W środku oczywiście był złożony list  jak i ku mojemu zdziwieniu pieniądze, pomnożone jednak co najmniej dwukrotnie  od pierwotnie obiecanej kwoty  tamtego wieczora. Chwilowo porzuciłem zainteresowanie kwotą i sięgnąłem po list.   Panie Scholl    Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie żywię do Pana absolutnie żadnej, nawet najbardziej lichej urazy. Wina spoczywa tylko i wyłącznie po mojej stronie a pańska reakcja była całkowicie zrozumiała i uzasadniona. Jestem przeto człowiekiem głębokiej kultury  i nie mógłbym zostawić teraz Pana  z tymi wszystkimi pytaniami,  szczególnie w tak ciężkim stanie nerwów  jaki Pan bezsprzecznie przeżywa. Oczywiście chciałem również  rozliczyć się z Panem, podziękować za bycie moim modelem a z racji tak niespodzianych problemów, podwoić stawkę wypłaty. A teraz przejdźmy do meritum. Widzi Pan, moje dzieła. Portrety tych mężczyzn. Ich makabryczne,  zabrane przez rozkład i śmierć twarze. Oni wszyscy pozowali jak Pan i przysięgam na Boga,  że wszyscy robili to żyjąc. Nie wykradam ciał z grobów  ani nie morduje swoich klientów. Zaręczam o tym. Zapyta Pan z pewnością. Skoro pozowali za życia  to jak stali się martwi? Można powiedzieć, że widzę przyszłość każdego swojego modelu. Choć może to zbyt wiele powiedziane. Widzę tylko to  jak przyjdzie im rozstać się z życiem. Te wszystkie tragedię. Już ich dotknęły  lub dotkną w niedługim czasie. Pana niestety również. Skoczy Pan za kilkanaście lat z dachu siedziby miejskiego banku. Pieniądze nie dadzą Panu szczęścia. Żałuję. Część z moich modeli  jeszcze chodzi po świecie  i cieszy się życiem jak Pan. Ale skończą tak jak na moich obrazach. Zapyta Pan i słusznie, skąd mam pewność? Tego nie umiem wytłumaczyć. Wykształciło mi się to po moim wypadku, który odebrał mi wszystko oprócz talentu. Uzna mnie Pan za szaleńca. Groźnego obłąkanego samotnika. Mój dom, cmentarz, atmosfera  i nocne sesje. Wszystko wskazuje na szaleństwo. Ale wiem, że widział Pan pewne szczegóły  w moim wyglądzie  a także czuł słodki zapach w moim domu. A co gdybym Panu powiedział, że mój wypadek zakończył się tragicznie. Moją chorobą jest śmierć. Malując Pana byłem martwy. Jestem martwy od wielu, wielu lat.     Uwierzyłem w każde jego słowo. Tak jak w robaka w koronie, który cicho chrzęścił odrażającymi odnóżami, gdzieś opodal  mojego bijącego szaleńczo serca. A za kilkanaście lat opuści swego żywiciela przez rozwarte martwo usta.   Dedykuję Lenore Grey, z podziękowaniem za to, że jej niesamowita wyobraźnia, pobudza mnie do pisania coraz lepszych utworów.  
    • @Czarek Płatak onomatopeje trzask szum, stuk puk - nadają surowości,  surrealistycznego dotyku. A i jest tu zmysłowość.  
    • @viola arvensis epifora wdzierająca się w serce, a jednak, pomimo bólu, rozdarcia "przypadek beznadziejny"- ma nadzieję jeszcze ma pomimo wszystko, pomimo, że jest mu jeszcze dane spełnienie.  
    • @Somnia   Dziękuję! Wrzuć głosówkę to się przekonamy

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...