Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Perski dywan muzyki i piosenek Persian carpet of music and songs


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)


... safar kardam ke yabam balke yaram ra,
najostamo gom kardam diyaram ra...

 

Filmed in Cuba. Filmowanie na Kubie. 

 

Sung by Faramarz Aslani
Played by Babak Amini

Danced by Kate D'Alleva
"YAR" ("(LADY)FRIEND")
(from a songwriter  Faramarz Aslani's Album "Midnight to Dawn", 2015)

 

I wandered in search of my beloved ladyfriend.
But I failed to find my love, and only left my country.

Since the day I made up my mind  to look for her,
I have not found peace of mind anywhere.

 

Don't erase me from your memory, my lost love.
Come back and share my lonely bed with me.

I dream about you every night.
Hug me and free me from me myself. 

 

Silence  kills me, call me.
Spend your life with me.


Śpiewane przez Faramarza Aslani'ego

Grane przez Babaka Amini'ego

Tańczona przez Kate D'Alleva

Przyjaciółka
(z albumu "Midnight to Dawn" autora tekstów i muzyki Faramarza Aslani, 2015)

 

Wędrowałem w poszukiwaniu mojej kochanki.
Ale nie udało mi się znaleźć swojej miłości i tylko opuściłem  swój kraj.

Od dnia, w którym zdecydowałem się jej szukać,
Nigdzie nie znalazłem spokoju.

 

Nie wymazuj mnie ze swojej pamięci, moja utracona miłość.
Wróć i podziel się ze mną moim samotnym łóżkiem..
Śnię o Tobie każdej nocy.
Przytul mnie i uwolnij mnie ode mnie.

 

Cisza mnie zabija, wezwij mnie!
Spędź ze mną swoje życie.

 

فرامرز اصلانی
ار
سفر کردم که یابم بلکه یارم را
نجستم یار و گم کردم دیارم را
نجستم یار و گم کردم دیارم را

از آن روزی که من بار سفر بستم
به هر جایی که رفتم در به در هستم
به هر جایی که رفتم در به در هستم

فراموشم مکن من یار دیرینه ام
بیا خالیست جای تو به بالینم
تو را در خوابهای خویش میبینم

در آغوشم بگیر از خود رهایم کن
گرفتار سکوتم من صدایم کن
میان روزهای خویش جایم کن

 

Faramarz Aslani (in farsi فرامرز اصلانی‎) (born July 13, 1954) is an Iranian singer, guitarist, composer, songwriter, and producer.


He was born in Tehran,  graduated from the London University's College of journalism, and wrote for several Persian and English outlets in the UK in the early 70s. Upon returning to his homeland he worked for one of two English dailies and Persian journal until he was spotted by the president of CBS in Tehran.


Faramarz Aslani's stylish guitar playing and singing  made him a pop star in Iran. Since he introduced himself by his hit song "Ageh ye rooz",  he has been one of the most respected musicians in Iran and the diaspora.

 

He lives in Canada. And so does that handsome Persian guitar virtuoso Babak Amini who accompanied him. Two superstars! 

 

Faramarz Aslani (w farsi فرامرز اصلانی) (urodzony 13 lipca 1954) to Irański piosenkarz, gitarzysta, kompozytor, autor tekstów i producent.


Urodził się w Teheranie, ukończył College of Journalism Uniwersytetu Londyńskiego, a na początku lat 70. pisał dla kilku perskich i angielskich wydawnictw w Wielkiej Brytanii. Po powrocie do ojczyzny pracował dla jednego z dwóch angielskich  i perskiego dzienników, dopóki nie został zauważony przez prezesa CBS w Teheranie.


Stylowa gra na gitarze i śpiew Faramarza Aslaniego uczyniły go pop gwiazdą  w Iranie. Odkąd przedstawił hit  "Ageh ye rooz , jest jednym z najbardziej szanowanych muzyków w Iranie i diasporze.

 

Mieszka w Kanadzie. Tak samo jak ten przystojny perski wirtuoz gitary Babak Amini, który grał dla niego na gitarze. Dwie supergwiazdy! 

 

Music video `This love` (In Eshgh) featuring a rising star of the Iranian pop music,  pop singer Rana Mansour from sunny California. Babak Amini accompanies her as a guitarist. This is Amini`s own music and lyrics.

Teledysk `This love` (In Eshgh), w którym występuje wschodząca gwiazda irańskiej muzyki pop, piosenkarka Rana Mansour ze słonecznej Kalifornii. Babak Amini towarzyszy jej jako gitarzysta. To jest własna muzyka i teksty Amini.

 

Babak Amini بابك امينى (born 1st April 1970, Tehran) was always amused by the world of music, and he started playing guitar in a style of Flamenco at the age of 10 and playing piano even earlier, from the age of 6. His first music teacher was a famous Iranian musician Shahrokh Partovi, then he managed to be a pupil of Simon Aivazian.

 

"Tehran". The song dedicated to Teheran. Sung by Siamak Shirazi, accompanied by Babak Amini. "Teheran". Piosenka poświęcona Teheranowi. Śpiewane przez Siamaka Shiraziego, w towarzystwie Babaka Aminiego.

 

Babak Amini entered the professional stage at the age of 18. His first album was introduced in 1990.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Babak Amini بابك امينى (ur. 1 kwietnia 1970 r. W Teheranie) był zawsze rozbawiony światem muzyki. Zaczął grać na gitarze w stylu flamenco w wieku 10 lat i grać na pianinie jeszcze wcześniej, od 6. roku życia. Jego nauczycielem muzyki był znany irański muzyk Szachroch Partowi, następnie udało mu się zostać uczniem Simona Aiwaziana. Babak Amini wszedł na profesjonalną scenę w wieku 18 lat. Jego pierwszy album ukazał się w 1990 roku.

 

La Farruca by Paco de Lucía brrilliantly played by Babak Amini.
La Farruca Paco de Lucíi genialnie zagrany przez Babaka Amini'ego.

 

A handsome gentleman with a God-given talent! Babak Amini`s playing the Peanut blossoms  شكوفه هاي بادام زميني It`s not a concert, he`s playing for himself. And that silvery whistling of his!
Przystojny dżentelmen z talentem otrzymanym od Boga! Babak Amini gra "Kwiaty orzeszków ziemnych" (شكوفه هاي بادام يميني) To nie jest koncert, on gra dla siebie. I ten jego srebrzysty gwizd!

 

 

This "sketch" was later turned into a music video about the four seasons.
Ten "szkic" został później przekształcony w teledysk o czterech sezonach.

 

P. S.
A nephew, a small child from an artistic family, was asked by adults, evidently for the rhetorical and educational purposes, a sort of  "do you, a six-year-old child, know the seasons? How many [seasons] are there?" The child thought for a moment. Then he answered in a strange tone, as if questioningly, that there are five. The questioners kept silence for a long time and looked at him with the wide eyes, but the child continued: “Well, of course, Tchajkovsky, Vivaldi, Piazolla. There's also Haydn.  And Gavrilin. I don't know anyone else".
The new scene behind it was clearly worthy of a  pen of a neoclassical author. But such a gentleman was not present during the conversation. But we've got to know by this moment that there is/are the sixth  "Season(s)" by Babak Amini.

 

Siostrzeńca, małego dziecka z artystycznej rodziny, dorośli pytali, ewidentnie w celach retorycznych i edukacyjnych, "czy ty, sześcioletnie dziecko, znasz pory roku? Ile są tych sezonów?" Dziecko pomyślało przez chwilę. Potem opowiedziało dziwnym tonem, jakby pytająco, że ich pięć. Pytający długo milczeli i patrzyli na niego okrągłymi oczami, ale dziecko kontynuowało: "Cóż, oczywiście Czajkowski, Vivaldi, Piazolla. Haydn też tam jest. I Gawrilin. Nie znam nikogo więcej". 

Nowa scena, która za nim stała, była wyraźnie godna pióra neoklasycznego autora. Ale taki dżentelmen nie był obecny podczas rozmowy.

Jeśli chodzi o nas, to już w tej chwili wiemy, że pojawił (i) się szósty/e  "Sezon(y)"  przez Babaka Amini'ego.

 

***

 

A noble hidalgo, maestro Amini! A grandee, maestro Faramarz Aslani! A beautiful and talented Rana Mansour! Three generations! 

 

Szlachetny hidalgo, maestro Amini! Wielki grand, maestro Faramarz Aslani! Piękna i utalentowana Rana Mansour! Trzy generacje!

 

زنده باد ايران زنده باد تمامى هنرمندانى كه با عشق براى تعالى هنر ايران تلاش كردند!
Long live Iran!  Long live all the artistes who have been working with love for an excellence of the Iranian art!
Niech żyje Iran! Niech żyją wszyscy artyści, którzy z miłością pracowałi  i pracują dla doskonałości irańskiej sztuki!

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Once I introduced you  younger Framarz Aslani!  Wanna me to remind you of him again?! Well, if you will!
Poznaliśmy już mniej starszego Framarza Aslani! Pozwólcie, że  przypomnę!

 

https://poezja.org/utwor/182130-tylko-miłość-jest-słodka-i-piękna/

 

Kultury muzyczne i taneczne Iranu i Hiszpanii, z wszystkimi różnicami zewnętrznymi, są powiązane historycznie i genetycznie, a Cyganie byli nosicielami kultury perskiej na Półwyspie Iberyjskim. Nawet gitara wyewoluowała z irańskiego prototypu.

 

Babak Amini playing oud, the Persian guitar Babak Amini gra na oud'ie, perskiej gitarze

 

Irańczycy czują się jak krewni w latynoskim świecie i Kalifornii.

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

What else have got in common both cultures, Spanish and Persian? Guitar music. Classical guitar music. Iran and Persia on the whole (Iran plus its international diaspora) have got a helluva guitar virtuosi, both men and women, e.g., Vahid Iran Shahi, Lily Afshar, Babak Saeedi, Babak Amini, etc

 

Co jeszcze łączy obie kultury, hiszpańska i perska? Muzyka gitarowa. Klasyczna muzyka gitarowa. Iran i Persja jako całość (Iran i jego międzynarodowa diaspora) mają piekielnych wirtuozów gitary, zarówno mężczyzn, jak i kobiety, np.Vahid Iran Szachi, Lily Afszar, Babak Saeedi, Babak Amini itp.

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
  • Andrew Alexandre Owie zmienił(a) tytuł na Perski dywan muzyki i piosenek Persian carpet of music and songs
Opublikowano (edytowane)

La farruca originates from the Arabic word of `faruq` (`valiant`), and it is a masculine dance in a Flamenco style from Galicia which is danced now by women too (either dressed like men or in their dresses). A propos, la farruca is related to tango!).

 

La farruca pochodzi od arabskiego słowa "faruq" ("mężny") i jest to męski taniec w stylu flamenco z Galicji, tańczony teraz również przez kobiety (ubrane jak mężczyźni lub w sukienki), la farruca jest związane z tango!

 

 

Wanna learn steps and movements of La Farruca? Follow the Rhino! 

Chcesz nauczyć się kroków i ruchów La Farruca? Śledź Rhino!

 

Wow! Bravo, Rhino! Ole!

 

Faroukh is also a men' s name in the Middle East and Central Asia. Faroukh to także męskie imię na Bliskim Wschodzie i w Azji Środkowej.

 

Ballet "Bolero" being performed by a Russian ballet star Far(o)ukh Ruzimatov. Balet "Bolero" w wykonaniu rosyjskiej gwiazdy baletu Farucha Ruzimatowa.

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

The Seasons Pory roku

WINTER

 

1. Tchaikovsky, January, played by Slava Richter Czajkowski, Styczeń, grany przez Slawę Richtera

 

 

2. Vivaldi, Winter, Classical guitar cover

 

 

3. Piazzola, Winter

 

 

4. Haydn, Winter

 

 

5. Gavrilin, Winter

 

 

6. Babak Amini, Snowdrops (Golbarf) (In the body of the post above Spójrz na dół postu  powyższe). 

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Just as long as we're on the subject, those wassails (toasts)  regarding Iran and its art that I propose, are not a manifestation of the Oriental mentality, which I cannot have got by default, but sooner are a tribute to a European, Spanish, Latin tradition of mouthing  sincere, albeit flowery, enthusiastic assessments and compliments. Further I could have exclaimed: "Ole!"
By writing this I felt like being the latest "edition" of the Miguel de Cervantes Saavedra.

 

Skoro o wilku mową, te zdrowie (toasty), ktore wniosłem ku czci Iranu i jego sztuki nie jest przejawem orientalnej mentalności, której nie mogę mieć domyślnie, ale prędzej jest przejawem europejskiej, hiszpańskiej, łacińskiej tradycji szczerego, choć kwiecistego, entuzjastycznego wyrażania uwag i komplementów. Dalej nawet mogłem by wykrzyknąć: "Ole!"
Po napisaniu tego poczułem się jak ostatnia „edycja” Miguela de Cervantesa Saavedry.

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...