Nadeszła zima, śniegi i mrozy,
drogi zawiało na biało.
Żółty kabriolet swój dach nałożył,
wycieczki mu się zachciało.
Bo co urodą może się mierzyć
z porą, co skrzy się i bieli?
Szczególnie wtedy, kiedy śnieg świeży
świat tuli w czystej pościeli.
Żółty kabriolet - przygód amator,
nie będzie czekał do wiosny.
Wyruszył w trasę, jak wcześniej, latem,
lśniący, błyszczący, radosny.
Wymknął się z miasta, gnał autostradą
poprzez krajobraz uroczy,
lecz wkrótce zwolnił, za znaków radą,
na wiejską drogę się wtoczył.
Gdy jechał dalej, zobaczył nagle,
jak w poprzek jezdni wyrasta
wielka jak góra, tańcząca z wiatrem,
śnieżna przeszkoda. Tak! Zaspa!
"Jak się rozpędzę, pewnie dam radę".
Pomyślał żółty kabriolet.
"Z łatwością przecież szybko przejadę
przez taką zawalidrogę".
Jednak się biedak nieco przeliczył,
bo utknął w zaspie na dobre.
Przez chwilę znane manewry ćwiczył,
aż w końcu westchnął: "Nie wybrnę".
A wokół było pusto i biało,
tylko, w zimowych ramionach,
przy drodze, którą śniegiem zawiało,
skrzyła się wioska uśpiona.
W szybie mu błysła nadziei iskra
i głośno krzyknął: "Pomocy!"
Gdy mały traktor sygnał usłyszał,
wnet się z garażu wytoczył.
Mały traktorek ma duże koła,
jest przy tym silny jak niedźwiedź.
Zaspę z łatwością pokonać zdoła,
więc mocną linę już wiezie.
Do kabrioletu linę przyczepił,
autko wyciągnął z łatwością.
"Mały traktorku! Ty jesteś wielki!”
Krzyknął kabriolet z wdzięcznością.
„To nic takiego, drogi kolego”.
Odparł traktorek wesoły.
„Łatwo coś zrobić, jeśli do tego
jesteś dokładnie stworzony”.
Wnet się rozstali. Żółty kabriolet
ostrożnie wrócił do miasta.
Pomyślał sobie mały traktorek:
„Nieduża była ta zaspa”.
Więc wkrótce o niej całkiem zapomniał,
przecież zbliżała się wiosna
i dużo pracy w polu, na łąkach.
Może kabriolet znów spotka?
Wcześniejsze części: