rozświetlone pędzelki traw
malują letnie pejzaże
w oddali rozkołysane irysy
wyżej i wyżej rozwijają płatki
aż po trzepot rzęs
mirabelkę obsiadły mszyce
czarny ulepek
sklejone jedna w drugą
opadają lekko na biały spodek
strzępki słońca na szarym niebie
próbują przycisnąć się
między liśćmi czeremchy
w cieniu wilgotnieją oczy
uwolniony dźwięk
drażni ucho
w rozszemranym gąszczu rąk
przypadkowy dotyk