Jan Paweł D. (Krakelura) Opublikowano 10 Sierpnia 2020 Zgłoś Opublikowano 10 Sierpnia 2020 (edytowane) Tak to zastał mnie tamten dzień nad rzeką, pierwszy z reszty, w których nie spotkam Wojciecha Dunala. W ów dzień z widokiem na most, ciepły a wiosenny, z Jolą i Dominiką byłem, kiedy matka przekazała mi wieści – człowieka o chodzie oficerskim i białym, obciachowym (póki sam na łeb nie włożyłem) kaszkiecie - na globie ziemskim nie zobaczę już żywym. Puszczam chmury z balkonu (ojciec palił całe życie) wracam do tego dnia kiedy po raz ostatni spodnie w mieszkaniu zakładał przed wyjściem do szpitala i próbuję się przejrzeć w tej chwili - jak to jest, tak wychodzisz - zostawiasz. A jak słowem oddać klamkę, która oddaje ciepło i porządek rzeczy – układ, o którym ktoś zadecydował ostatni raz– więc to jest śmierć, to miejsce wolne na kanapie, niebieskie światło na obliczu matki, oczekiwanie na ducha - Edytowane 10 Sierpnia 2020 przez Jan Paweł D. (Krakelura) (wyświetl historię edycji) 3
violetta Opublikowano 10 Sierpnia 2020 Zgłoś Opublikowano 10 Sierpnia 2020 Mimo wszystko się odradzamy, rodzą się nowe dzieci i tak wypełniamy życie. Jesteśmy jakby jednym stworzeniem. 1
Jan Paweł D. (Krakelura) Opublikowano 10 Sierpnia 2020 Autor Zgłoś Opublikowano 10 Sierpnia 2020 @valeria Podobnie na to patrzę, aczkolwiek dzieci nie mam. Dzięki :)
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się