Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Niczym roboty, półautomaty

wciąż wymyślają nowe tematy

lub też od rana aż do wieczora

przeistaczają się w narratora

 

żeby bohater ich, wymyślony

jak po sznureczku był prowadzony

by nie zbaczając z obranej drogi

szedł wprost do celu, aby wymogi

 

mu postawione chciał nieodpłatnie

wypełniać chętnie i skrupulatnie

więc mu zmieniają czas oraz akcje

żeby wydobyć nowe atrakcje

 

i nikt tu nie ma nic do gadania

one na straży własnego zdania

gotowe polec i oddać życie

trwają w okopach i należycie

 

ze swoim sztabem się dogadują

a ustalenia wnet przekazują

nie akceptując żadnej porady

by nie dopuścić do rejterady.

 

Zdanie autora nic nie jest warte

bo ich sztabowcy idą w zaparte

i nie dopuszczą do żadnej zmiany

bo mają własny świat, wydumany

 

więc w zaistniałej tu sytuacji

bez prawa głosu, bez konwersacji

opuszczam scenę, aby w milczeniu

pozostać z boku, najlepiej w cieniu.

Edytowane przez Henryk_Jakowiec (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Somalija

Trafiłaś w sedno jak Amor strzałą

bo wszem wiadomo, że dadaista

im droga dalsza idzie na skróty

taki charakter ma ten artysta

 

dla niego przebrnąć przez górski strumyk

albo pokonać wezbraną rzeczkę

to bułka z masłem, bo on ze sobą

na eskapady zabiera teczkę

 

a w niej długopis i kilka kartek

więc gdy przeszkodę trafi na trasie

i kiedy jemu bardzo zależy

dotrzeć do celu oraz na czasie

 

siada na brzegu i kreśli słowa

które mu tworzą mostek przez rzeczkę

i suchą nogą bez żadnych przeszkód

kontynuuje słowną wycieczkę.

 

pozdrawia 

Henryk I - dadaista

;)))

 

Opublikowano

Dzisiaj poeta zabiera z sobą

tylko telefon wyposażony

w aparat, video - aplikacje,

które zastąpią pióra i ściągi. 

 

Pstryk - a notatki zawiłe słówka

na klawiaturze, zamiast ołówka.

A na to wszystko najlepsza rada,

by zapamiętać, co w oko wpada.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...