Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Dzisiaj wyruszam z nową krucjatą

i jest normalne, że poza chatą

przez cały weekend będę wojował

a niepijących ostro strofował

 

bo kto to widział, bo kto to słyszał

by mi nad uchem dorosły dyszał

a oprócz tego jeszcze się ślinił

że on jest czysty, że nie zawinił

 

więc się go pytam chłopie, lebiego

czy żeś wychylił, chociaż jednego?

Raz dla kurażu, drugi dla szpanu,

że co, że żona nie daje panu?

 

No to żeś wybrał sobie kobitkę

strzel pan jednego i weź popitkę

przecież ci z gardła już nie wyciśnie

wódka to nie są kuliste wiśnie

 

a propos wiśni, ma być wiśniówka

czy biała czysta, z trawką żubrówka?

Gadaj pan szybko, gdy żona z boku

i strzel jednego nawet z doskoku

 

tak nawracałem tego pacana

żeby krucjata była udana

gość się przełamał i pije z nami

i nie z kieliszka, lecz szklanicami

 

a u mnie order zawisł na klacie

więc jeśli jeszcze takiego znacie

który przed wódką trzęsie się zżyma

podajcie adres a ja pielgrzyma

 

wyślę i ręczę, że poganina

nawróci choćby na picie wina

potem do akcji ja się podłączę

kiedy? Jak pitą flaszkę wykończę.

 

Edytowane przez Henryk_Jakowiec (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@jan_komułzykant

Jestem twardziel, lecz się wzruszę

bom pozyskał bratnią duszę

tak przynajmniej mnie się zdaje

a więc idę na rozstaje

 

wypatrywać czy z oddali

ktoś gościńcem do mnie wali

bym go godnie i dostojnie

witał, ale na spokojnie.

 

Chlebem solą i kieliszkiem

bo żeś został mym braciszkiem

chociaż habit nas nie stroi

nie nosimy także zbroi

 

za to broić potrafimy

i nie jedną rozbroimy

i dogłębnie ją wyssiemy

bo najlepiej to umiemy.

 

 

pozdrawia

Henryk I - dadaista

;)))

Opublikowano

@Henryk_Jakowiec

 

Niedościgli dwaj w spożyciu

 

 

koneserzy dobrych smaków,

 

 

już po ćwierci z panta-łyków

 

 

nikt nie strąci – NAS? p...

 

 

No w życiu!

 

 

 

 

A jak mi nie strefi Wena,

 

 

oj nie ufam tej cholerze,

 

 

nasza będzie dziś arena,

 

 

szansonistki, divy - wierzę

 

 

 

 

bracie, przyjacielu drogi,

 

 

że dotrzymam Ci w tym kroku,

 

 

więc nim trunki splączą nogi

 

 

powiedz, w którym mieszkasz bloku.

 

 

 

 

Odprowadzisz mnie, ja Ciebie,

 

 

gdzieś się wpadnie przy okazji

 

 

i wspomnimy jak to drzewiej

 

 

miód pił Kmicic - bliźniak Azji.

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Opublikowano

@Lidia Maria Concertina

Co też Pani tu powiada

kiedy trzeźwość nas dopada

ręce drżą nam jak osika

nawet zerknąć do wierszyka

 

nam się nie chce, bo sposobu

wciąż szukamy, aby obu

gdyż trzymamy zawsze sztamę

mogło znaleźć taką bramę,

 

w której znajdą się sponsorzy

i do tego jeszcze skorzy

by się z nami trunkiem dzielić

a nie pognać lub wpierdzielić.

 

pozdrawia

Henryk I - dadaista

;)))

 

Opublikowano

@jan_komułzykant

Rzucam okiem na horyzont

wspomagając się lornetką

czy przybędziesz do mnie solo

czy z kolegą lub z kobietką

 

aż tu nagle niespodzianka

spadasz mi na spadochronie

więc się cieszę gdyż za chwilę

pochwycimy w nasze dłonie

 

spracowane od dźwigania

góra, dół i znowu góra

i zatańczą nam na stole

pierwsza, druga - powiedz, która

 

będzie przez nas teraz brana

i wyssana aż do denka

chcę zaznaczyć półlitrówka

a nie ćwiartka lub panienka

 

na igraszki przyjdzie pora

gdy się zdrowo nawalimy

a na razie wlej po całym

to gardziołka przećwiczymy

 

czytelnikom chcę oświadczyć

nasze Bractwo jest otwarte

weź ze sobą litr gorzały

lub przynajmniej wina kwartę

 

i przybywaj do nas spiesznie

kiedy jeszcze ławka wolna

- wstępu nie ma niepijący

żona oraz młodzież szkolna.

 

pozdrawia

Henryk I - dadaista

;)))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...