Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Agatą Christie to ja nie jestem, ale jak trzeba, to mogę też horrorkiem strzelić, a bo to tak trudno? Tydzień temu sąsiad mojego kumpla zabił żonę, siekierą. Taki sam jak ja, zawsze uśmiechnięty, nie wadził nikomu. Babę miał w porządku. Gospodarzyła, posłuszna. Do kościoła dzieciaki prowadzała. Aż tu, patrz. Cała wieś pod oknami się zebrała. A on się na niej położył i wyje! Dalibóg, tego nie rozumiem!? Zabił przed chwilą, a za chwilę ryczy jak baran” -Co ja zrobiłem, co ja zrobiłem? A ona ani drgnie. Bo jak się zamachnął, to z całej siły, bo dzieciaki mi mówiły, więc o żadnym cudzie nie mogło być mowy. Leżała jak długa. Potem policja przyjechała, to się nawet dał w kajdanki wziąć. Żal dzieciaków. Patrzą, matka we krwi, leży, już nie wstanie. Ojciec do kryminału, panie…ech! Jak żyję nie widziałem takiego horroru. Wsi spokojna, wsi wesoła- pisał jeden, co chyba wsi na oczy nie widział, bo to się panie w tym rojowisku urodzić trzeba, żeby wszystko rozumieć. Ja od łona matki we wsi, to wiem. Myślisz pan, że tu tylko folklor kwitnie, tańczą przepięknie poubierani, jak do telewizji, z uśmiechami na ustach I tylko wywijają tymi nogami w takim wirze, jak nieraz pokazują- Mazowsze, czy Śląsk, bo innych, panie, nie znam, tylko te. Ale wiem, że tego więcej jest, tylko, że ludzie to wsi nawet w telewizji oglądać nie chcą, a w życiu, to tylko jak kto ma znajomych, czy spowinowaceni z tymi, co tu są, to tak te znajomości, panie, pielęgnują, że jak jaki święty talizman, bo to panie tak miło w lecie na zieloną trawkę za miasto. I darmo do tego…Sam mam taką rodzinę daleką w tych spowinowaceniach, ale za to, panie za blisko mieszkają, bo się odczepić nie mogę od lat już. Co słoneczko zaświeci, to tylko kochany głosik w słuchaweczce…a dawnośmy się nie widzieli, tak miło wspominamy..a tu nawet wspomnieć nie było kiedy, bo dopiero tydzień minął, a wir taki , panie, w robocie, że nawet się nie obejrzysz, a tu już druga niedziela nastaje. Ale, co tam, ja nie z takich, co żałują, tyle, że się człowiek sam na tej swojej kanapce czasem rozłożyć chce jak ten król, a tu czyjeś nogi wystają, patrzysz, kuzyn chrapie. Stolica duże miasto, to się tam całe rodowody pomieścić mogą, nawet nie zliczysz czasem, tyle tego jest. Na szczęście tylko tamci i Romek, ale inni to mą ją czasem jeszcze więszy kocioł. Nasi to tylko pogodę śledzą i za słoneczkiem lecą, a tamtych, to i na grzyby, to i deszcz nie przepłoszy, nawet lepiej. Jak grzyby rosną po deszczu! W każdą niedzielę w lecie, panie. Dzieciaki szkolą jak zbierać, to już te jak dorosną to murowane, że się pokażą, chyba, że już ta gleba nie nastarczy i wszystkie grzyby szlag trafi, bo na to już powoli idzie. Teraz moja Lidka, to czasem sama potrzebuje i do lasku zajrzy. Dawniej z koszem całym po godzinie, co ja tam mówię, po pół godzinie wracała, teraz, panie, to żeby pół nazbierać to ze dwie godziny conajmniej szwędać się musi po lesie. Aż czasem się boję czy ją jaki wilk nie napadł, jak w czerwonym kapturku, panie. Bo to i tych drabów to mało na świecie? Nigdy nie wiesz, gdzie to się pałęta i o jakiej porze. W biały dzień to czasem gorzej niż po nocy, bo oni to dobrze znają rozkłady jazdy różnych dziewic, panie, bo to nieraz taki koło ciebie żyje i Bogu ducha winny się wydaje, a potem w telewizji go nagle zobaczysz i tylko ciarki ci po krzyżu lecą, bo ci nieraz rękę podawał i zęby w uśmiechu wyszczerzał. I dzieciaki przytulił, bo taki łagodniak, panie, a tu masz! Tfu! Na czym ten świat stoi, panie, na czym? Wiesz pan, ja to już czasem w Boga nie wierzę jak to wszystko widzę, choć ze wsi jestem i mnie matka do koścoła co niedzielę prowadziła. I żyję uczciwie jak przystało na porządnego chrześcijanina, ale, panie, jak tu wierzyć, że się Pan Bóg tak spokojnie może przyglądać temu światu i nic nie robi? Wojny, panie, narody ciemiężone, dzieciaki sierotami, kalekie. Co tu wyliczać. Popatrz se pan na dziennik, to pan uwierzysz, że co mówię to święta prawda, zresztą wiesz pan sam. W mieście, to dziennik się ogląda obowiązkowo, bo jak nie, to mówią, żeś półinteligent, wiem, bo to i już u nas tak samo się zaczęło. A ja jestem dumny, tak ,dumny, żem ze wsi, panie, A wiesz pan dlaczego? Bo tu ludzie, choć proste, ale jeszcze się czymś przejmują. I co z tego, że w szale czy po pijaku jeden drugiemu łeb zetnie, albo żonę własną na tamten świat wyśle, ale panie tak, to jeszcze jakieś względy dla siebie mają. Cukier ci pożyczy, klucze możesz zostawić, jak wyjeżdzasz do swoich, jak ja do syna do Kutna czasem. I się panie twoja gęba odrażająca nie wydaje, między swoimi. Tak jak pszczoły w ulu się znają tak i ludzie na wsi, panie. Tyle, że pszczoły może zgodniejsze. Ale tak samo. Wiedzą, że ul ich jest i dobrze im tam. A jak ja się, panie, pojawię tam u tych moich, z Warszawy, to panie się czuję jak z innej planety. Myślą, że człowiek to skórę grubą ma jak na wole, i nie widzi tych uśmieszków. I jak do kuchni ktoś wychodzi, bo już go tak śmiech poraża, że już się zatkać nie może i tam parska za drzwiami. Myśli, że tego nie słyszę!? Czujesz się panie ugoszczony niby, bo coś tam na stole leży, tyle, że porcyjki, panie jak dla ptaszków. I to wszystko do obdzielenia, głodny wracam. I z oddechem, że już nareszcie w domu. Od razu łyczek na rozgrzeweczkę, żeby te wszystkie robaki miastowe zalać, bo ja, panie, tam się nie nadaję. Dzieciaki to się rwą jak szalone, ale połowa wraca, niestety, panie, tylko po prowiant. Szczególnie z początku, póki sobie nie pościelą lepiej. Jak już tam się zagnieżdżą, to, panie, już śladu po nich nie ma. Od wielkiego dzwonu, na Boże Narodzenie czasem, bo to sumienie gryzie, że matka czeka. Bo ojca to mają nie powiem gdzie, panie. Dlatego mnie to tak boli, panie, bo człowiek harował na tą zgraję, a teraz to figę masz z tego. Matka tylko się liczy. I to tylko raz do roku. Bo stół zastawiony suto. Stara, to cała w pąsach, że dzieci przyjeżdżają, gotuje, panie, piecze. Zipie ledwie, ale jak przyjeżdżają, wszystko gotowe. I chałupa posprzątana. Jakby Święta Panienka zajrzała, to by ją pod niebiosy za taki porządek wychwalała. A i w duszy posprzątane też, bo i do spowiedzi obowiązkowo idzie. Ja się, panie, też nieraz wybiorę. Bo to panie w krwi mam i wierzący jestem, ale udaję, że się stawiam, pomarudzę trochę, bo nie lubię jak mnie baba do czegokolwiek namawia, aż w końcu jej ustąpię. I jej się wydaje, że ma zasługę wielką w niebie, że mnie pod konfesjonał sprowadziła. I tak tu stoimy, panie na tym mrozie i widzę, że już panu zaraz uszy odpadną. Ja to zahartowany, bo w pole to się idzie w każdą pogodę, ale pan to wymaga ocieplenia, panie. Chodź pan na drinka, to następnym się pan zabierzesz. Będzie za dwie godziny. Krewnych masz pan tu, czy znajomych?

- Tak, ale już tylko miałem…ojca. I braci mam. U ciotki umieściłem, będę na nie łożył. A ojciec, to już nie jest dla mnie ojciec. Od pogrzebu matki już go widzieć nie chcę na oczy. I to nigdy w życiu. I zresztą tu go nie ma…Chyba dożywocie dostanie.

-Jan? Tyle lat cię nie widziałem, nie poznałem… Z tą brodą… Żebym wiedział, że to ty nie gadałbym…

-Nie szkodzi, dbaj pan o siebie, panie Nowak. Wiesz, ojciec nie jest zły człowiek, tylko raptus. Ale co się stało to się nie odstanie. …A właśnie się szykowałem, że spędzę święta w domu, wreszcie, po tylu latach. Matka już się cieszyła…

-Przykro mi. Zajdziesz?

-Dzięki. Chcę już jak najprędzej wrócić do swoich. Na wieś mnie już ciągnąć nie będzie. Ale rozumiem wszystko to, co mówiłeś. Przecież ja korzenie tu mam. Ale drzewo to już inne wyrosło. Pan jedzie gdzieś, panie Nowak?

-Ja? Nie, tylko tak przystanąłem, bo po drodze, a i mnie ciekawość wzięła, kto to tak sam na tym mrozie stoi. To i zagadałem.

-Trzymaj się pan, panie Nowak.

-I ty też, Jasiu, przykro mi

-Mnie też.

-Idę już. Stara na mnie czeka.

Opublikowano

Dzięki za komentarze. Do Leszka-to jest cykl pod nazwą "Listy z czkawką".Co do "rodowodu"-pomyślałam, że bohater może mówić trochę "po polskiemu", ale rzeczywiście, albo to wziąć w cudzysłów, albo raczej zmienić, jak proponujesz na "ród". Może kończyć się na "będzie za dwie godziny", to wtedy tekst utrzymany będzie w jednym tonie. Nie wiem, chciałam takie zakończenie, ale może być tamto. Basiu, dzięki.

Opublikowano

Wiem, że z czkawką, ale za to bez zająknięcia. Dlatego uważam, że ten końcowy dialog jest zbędny.
Nazwa cyklu jest oczywiście twoją sprawą, ale mnie zachwyciło to "panie redaktorze". Starsi czytelnicy pamiętaja zapewne, kultowy wręcz: Szanowny panie Rumian...

Opublikowano

No wlasnie, to ma byc w tym stylu. Masz racje, zakonczenie robi to niepotrzebnie smetno-powazne. A wiec niech sie konczy na "Bedzie za dwie godziny..." a tytul "Listy z czkawka"-to inspiraja z Galczynskiego-Listy z fiolkiem. Dzieki. Zniknely mi nagle polskie czcionki i "polecial" tekst nie dokonczony(powyzej) Przepraszam, ale nie wiem co sie stalo. Zobacze po rozlaczeniu jaka jest przyczyna. Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...